*Perspektywa Luke'a*
Jak Alice mi powiedziała o tym co mój przyjaciel chciał zrobić to myślałem, że go zabiję. Wpadłem w szał. Powiedziałem trochę za dużo, raniąc tym Alice. Byłem tak wściekły, że nie kontrolowałem tego. Doskonale wiedziałem że brunetka nienawidzi jak się na nią krzyczy, a ja wrzeszczałem na nią nie reagując na jej prośby i histeryczny płacz. Będzie ciężko ją przeprosić, ale będę próbował do skutku. Dobrze że do pokoju przyszedł Ashton bo nie wiem jak by się to skończyło. Każdy facet tak by zareagował na moim miejscu. Każdy wściekł by się że ktoś dotykał jego dziewczynę. Jeszcze w taki sposób!
Nie mogę w to uwierzyć. Mój najlepszy przyjaciel chciał skrzywdzić moją małą brunetkę.Po prostu nie wierzę!
Wyszedłem z tej desperacji z pokoju i zszedłem do salonu gdzie siedziała pozostała dwójka przyjaciół.
-Zabiję cię kurwa!-krzyknąłem i ruszyłem w stronę Calum'a
Mike od razu zareagował i wstał z kanapy przytrzymując mnie.
-Puść mnie!-warknąłem i szarpnąłem się
-Uspokój się. Nerwy nic tu nie dadzą.-powiedział Mike
-A jakby twoją dziewczynę próbował zgwałcić twój najlepszy przyjaciel to też byłbyś tak spokojny?!
-Co?!-otworzył szeroko oczy ze zdziwienia
-No właśnie!-ryknąłem i na nowo szarpnąłem się by się wyrwać, ale Michael dalej skutecznie mi to uniemożliwiał
-Do kurwy Uspokój się!-ryknął rozwścieczony Ashton
Spojrzeliśmy wszyscy na przyjaciela z szeroko otwartymi oczami i ustami. Ashton bardzo rzadko wrzeszczał. Był jedyną najbardziej ogarniętą osoba z naszej czwórki. Spojrzeliśmy na niego zszokowani i nie mogliśmy wykonać żadnego ruchu przez dłuższą chwilę. Jako pierwszy wykonałam jakikolwiek gest. Złapałam za wazon stojący na szafce i gwałtownie i mocno rzuciłem nim o ziemię. Wazon rozprysł się na drobne kawałki. Nawet specjalista nie będzie mógł tego skleić do kupy. Złapałem swoją kurtkę i kluczyki od samochodu po czym wyszedłem z domu trzaskając przy tym głośno drzwiami, aż tak że zatrzęsły się w futrynie. Odpaliłem pośpiesznie papierosa i głęboko się nim zaciągnąłem. Rozkoszowałem się smakiem nikotyny, która w tamtym momencie była mi bardzo potrzebna. Wysiadłem do auta i odpaliłem go. W lusterku zobaczyłem Ashton'a siedzącego za kółkiem swojego pojazdu z rękoma zaciśniętymi na kierownicy i czekającego na mój ruch. Przekląłem głośno i z całej siły wycisnąłem pedał gazu. Samochód ruszył z piskiem opon. Nie wiedziałem gdzie jadę. Po prostu auto samo się prowadziło. W lusterku wciąż widziałem sylwetkę przyjaciela. Ścisnąłem mocniej kierownicę i wyprzedziłem 3 auta jadące przede mną. Na pewno pomyśleli sobie "co za wariat?!". Nawet nie zdawałem sobie sprawy że jestem już blisko jeziora. To było moje ulubione miejsce w Wisconsin. Uwielbiałem tu przyjeżdżać. Zabrałbym tu Alice ale teraz pewnie nie wybaczy mi po moim wybuchu gniewu. No ale po prostu nie mogłem! Każdy zdenerwowałby się na moim miejscu. Zdenerwował to mało powiedziane. Każdy by się wkurwił. Teraz żałowałem tego że tak na nią wrzeszczałem. Przecież to nie była jej wina. Wjechałem na parking i wysiadłem z auta głośno trzaskając drzwiami. Auto Ashton'a wjechało na parking parkując tuż przy mnie. Odpalałem kolejnego papierosa i mocno się nim zaciągnąłem. Oparłem się o samochód i czekałem na poczynania Ashton'a.
Ash wysiadł z auta i również oparł się o auto i skrzyżował ręce na piersi. Cały czas patrzył na mnie przenikliwie. Z jego spojrzenia mogłem idealnie wyczytać " Coś ty narobił?".
-Nie patrz tak na mnie.-mruknąłem cicho i dokończyłem fajkę rzucając niedopałek na ziemię
-A jak mam patrzeć? Z podziwem? Z dumą?-zapytał ironicznie
-Daj mi spokój wiem że źle zrobiłem.-warknąłem i ułożyłem kolejnego papierosa w usta
-Wiesz? Bo mi się wydaje że jednak nie.
-Niepotrzebnie na nią nakrzyczałem.-odpaliłem fajkę i ponownie zaciągnąłem się papierosem
-Teraz o tym mówisz? Trzeba było myśleć wcześniej! Nie wiem jak to naprawisz, ona była przerażona. A nawet myślała że ją uderzysz!
-Wiem że się bała. Myślałeś że o tym nie wiedziałem. Ale szlak mnie trafił. Strasznie się wkurwiłem.
-Ale to nie był powód by tak na nią wrzeszczeć!
-Kurwa wiem przecież! Żałuję! Żałuję tego! Zadowolony?!
-To nie do mnie te słowa. Powiedz to Alice. Przeszła przez piekło i boi się własnego cienia a ty takie coś odwalasz!
-Zrobiłbyś to samo na moim miejscu!
-Mylisz się. Nie krzyczałbym na dziewczynę tylko na Calum'a.
-Wiem że źle zrobiłem.-szepnąłem
-To teraz wracaj i powiedz to Alice.- powiedział spokojne Ashton
Wsiadł do auta i odjechał z parkingu. Wyrzuciłem niedopałek na ziemię i wysiadłem do auta. Przez kilka minut siedziałem za kierownicą wpatrując się w przestrzeń przede mną. Widok tafli wody zawsze mnie uspokajał. Księżyc odbijał się od tafli wody, co powodowało nieziemski widok. W końcu przekręciłem kluczyki w stacyjce i ruszyłem przed siebie. Droga prowadziła nie przed siebie. Nie wiedziałem gdzie jadę, ale jedno jest pewne do domu na pewno nie jadę. Po pół godzinie kręcenia się bez celu po mieście, w końcu podjechałem pod jeden z czynnych całodobowo barów. Barem to tego nazwać zbytnio nie można, to była raczej speluna, gdzie przesiaduje wiecznie nawaleni ludzie. Wszedłem do środka i od razu uderzył mnie zapach papierosów i alkoholu. W sali nie było zbytnie dużo ludzi. W jednym rogu sali siedzieli mężczyzna i jakąś kobieta, którzy byli zalani. Przy innych stolicach siedzieli jacyś mężczyźni popijając piwo wódką. Skrzywiłem się na to połączenie ponieważ mieszanie alkoholi nigdy nie daje dobrych rezultatów. Przy barze krzątał się jakiś stary barman. Zdecydowałem w końcu usiąść przy barze z dala od tych wszystkich nawalonych ludzi. Usiadłem na starym poobdzieranym stołku i położyłem łokcie na blacie podpierając przy tym brodę.
-Co podać?-zapytał barman i skrzywił się
Nie rozumiem dlaczego przecież nic nie mam na twarzy.
-Whisky szkocką.-mruknąłem
Barman wyją zakurzoną szklankę spod lady, najpierw wytarł ją ścierką a potem wlał do niej napój. Wypiłem duszkiem całą zawartość i lekko skrzywiłem się na uczucie w moim gardle. Na szczęście uczucie lekkiego drapania szybko minęło i zamówiłem kolejną szklankę.
-Widzę ze się rozpędzasz.-powiedział barman kiedy zamówiłem już chyba 5 szklankę trunku i wyszczerzył się ukazując szereg żółtawych zębów
-Dziewczyna rzuciła?-zapytał
-Nie twój interes.-warknąłem
-Nie denerwuj się tak chłoptasiu. Złość piękności szkodzi.
-To się kurwa nie wpieprzaj w nie swoje sprawy.
-Dobra! Spokojnie!-krzyknął i uniósł ręce w geście poddania
Siedziałem i popijałem kolejną szklankę kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Do pięknych to ona nie należała. Była no jakby to powiedzieć... Przy kości. Ubrana była w krótką jaskrawie żółtą sukienkę do połowy ud odsłaniającą prawie cały dekolt. Można powiedzieć że makijaż spływał z jej twarzy. Miała posklejane rzęsy od nadmiaru tuszu do rzęs nad oczami widniały ogromnie i grube czarne kreski a jej usta były koloru czerwieni. Chyba każdy na ulicy zwrócił by na nią uwagę i pomyślał "Co to za idiotka?". Oczywiście wiedziałem do jakiej grupy kobiet należy. Chyba każdy o tym wiedział.
-Masz może ochotę na małe co nieco kochasiu?-zapytała przesłodzonym głosem którego wręcz nienawidziłem
-Nie.-warknąłem
-No dalej nie daj się prosić.-powiedziała i pochyliła się bardziej w moja stronę ukazując jeszcze bardziej dekolt myśląc że takimi sztuczkami jej się uda
-Hm... Pomyślmy? Nie!
-Promocyjna cena. Tylko 100 dolarów, a będę cała twoja. Tylko do twojej dyspozycji.
-Za 100 dolarów to ją mogę mieć Angelina'e Jolie a nie jakąś tania kurwę która wręcz błaga o to by ją pieprzyć. Bo żaden facet na ciebie spojrzeć nie chce.-wysyczałem zły jej zbytnią nachalnością
Mimo że miałem procenty we krwi to za żadne skarby świata nie zdradziłbym mojej małej brunetki.
-Cham i prostak!-krzyknęła i zamachnęła się by mnie uderzyć, ale skutecznie ją od tego powstrzymałem łapiąc ją za nadgarstek
-Nigdy więcej nie podnosi na mnie ręki bo ci ją połamię.-wysyczałem i pchnąłem delikatnie jej rękę
-Pożałujesz tego!-warknęła
-I co? Zadzwonisz do swojego alfonsa? Czy może twoich przyjaciółek prostytutek?-zakpiłem
-Jeszcze się przekonasz!-warknęła urażona i odeszła ode mnie kręcąc tyłkiem na wszystkie strony
-Biedna Mercedes. Żaden facet jej nie chce. W sumie nie dziwię się.-powiedział barman
-Nazywa się Mercedes?-zapytałem
-Ta.. A co?
-Imię do czegoś zobowiązuje.-mruknąłem cicho i dokończyłem pić swoją whisky
Miałem już dość tego miejsca i wyszedłem w końcu z tej speluny. Nawet nie wiem co mnie podkusiło by tam wejść. Włożyłem kolejną fajkę pomiędzy wargi i zaciągnąłem się przyjemnym smakiem nikotyny, kiedy odpaliłem papierosa. Rozejrzałam się dookoła. Dwie latarnie dalej widziałem tą całą Mercedes, która jak mnie zobaczyła fuknęła jedynie coś pod nosem i poszła przed siebie. Oczywiście nie obyło się bez kręcenia tyłkiem.
-Tyłek to nie kierownica!-krzyknąłem za nią, a ona jedynie pokazała mi środkowy palec nawet się nie odwracając
Podszedłem chwiejnie do mojego auta i szarpałem się chwilę zanim udało mi się wyciągnąć kluczyki z mojej skórzanej kurtki. Obraz przed oczami lekko mi się zamazywał przez procenty w moim organizmie, ale w tamtym momencie mnie to nie obchodziło. Chciałem pojechać w tamtym momencie do mojej brunetki i błagać ją o wybaczenie. Co z tego że jestem pijany i nie powinienem prowadzić auta. Liczy się tylko moja mała brunetka. Wysiadłem do samochodu i powoli ruszyłem przed siebie. Ruch na szczęście nie był wielki, ale to i tak się dla mnie w tamtym momencie nie liczyło się. Po pół godzinie odjechałem szczęśliwie pod dom. Wyszedłem z samochodu od razu przywracając się. Skrzywiłem się pod wpływem bólu. Dotknąłem swojego czoła i spojrzałem ponownie na dłoń. Na moich palcach była lepka czerwoną ciecz. Dźwignąłem się nie poradnie na rękach i spojrzałem w szybę auta. Z mojego czoła leciała wąska ostróżka krwi.
-Kurwa!-zakląłem i kopnąłem kamień leżący na ziemi
-Kurwa, kurwa, kurwa... Zawszę muszę coś spierdolić!-kląłem
Po wzięciu paru głębokich oddechów w końcu wszedłem do domu. W całym budynku panowała cisza. No tak jest 5.00 nad ranem. Wszyscy pewnie teraz śpią.
-Gdzie ty do cholery byłeś?-zapytał mnie zły Ashton
-Piłeś?!-krzyknął
-Tylko mi nie mów że jeszcze prowadziłeś auto?!-wrzasnął kiedy nie otrzymał odpowiedzi
-Ciebie to już całkowicie pojebało?! To co ty ostatnio robisz jest nie do przyjęcia!-dalej wrzeszczał na mnie, a ja stałem tam jak mały bezbronny chłopiec, którego karci tata jak zrobił coś bardzo złego
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!-wrzasnął
-Taa...-mruknąłem urażony
-Mogłeś zrobić komuś krzywdę, albo zrobić sobie krzywdę. Nie spodziewałem się że jesteś aż tak nie dojrzały! Masz 22 lata a zachowujesz się jak 4 chłopiec! Kiedy ty w końcu dorośniesz? Co?! A pomyślałaś może o Alice która wypłakuje już nie wiem który litr łez przez ciebie?! Gdzie ty w ogóle byłeś?
-Nie twój interes.-warknąłem i zaciągnąłem mocno swoje dłonie powstrzymując się by nie uderzyć mojego przyjaciela
-Co się z tobą dzieje?-zapytał już dużej spokojniej
-Nic.-mruknąłem i niebezpiecznie się zakołysałem, ale na szczęście otrzymałem się na nogach
-Jesteś zalany w trupa.-stwierdził i pokręcił głową na boki
-Wcale że nie. Jestem trzeźwy. Całkowicie trzeźwy.-powiedziałem z przekonaniem
-To przejdź po linii prostej.
Jak powiedział tak też zrobiłem. Co tego że co chwilę się potykałem i przewracałem.
-Dalej upierasz się że jesteś trzeźwy?-zapytał i skrzyżował ręce da piersi
-A wal się.-warknąłem wściekły
-Nawet nie chce myśleć o tym jak się tu dostałeś. A tak po za tym to co ci się stało w czoło?
-Nie interesuj się.
-Eh... Dlaczego jesteś tak uparty?
-Bo tak.
-No tak.. Dawno nie rozmawiałem z tobą pijanym.
-Ale ja nie jestem pijany!-krzyknąłem
-Tak, tak... Masz rację. Przepraszam.-powiedział i uniósł ręce w geście obronnym
-A teraz cię przeproszę, ale mam sprawę do załatwienia z pewną panią na górze.
-Nie wyjdziesz tam.
-Jak to?!
-Tak to. Daj jej dzisiaj już spokój.
-Nie będziesz mi mówił co mam robić! Ide do niej i nic i nikt mnie od tego nie powstrzyma!
-Luke proszę. Daj jej spokój.
-Chce do niej kurwa jebana mać wejść! Więc z łaski swojej rusz tą swoją dupę i się przesuń!
-Nie.
-Zaraz ci zajebię!- wywrzeszczał i zamachnąłem się by go uderzyć
Nie będzie mi mówił co mam robić a czego mam nie robić.
-L-Luke?-usłyszałem cichy i zachrypnięty głos który rozniósł się po pokoju
Natychmiast zatrzymałem dłoń i spojrzałem na schody gdzie stała moja mała kochana brunetka i patrzyła się na mnie przerażony i zapłakanym wzrokiem
Jej oczy były całe czerwone, a policzki opuchnięte. Jej wzrok był smutny i zmęczony. Właśnie na ten widok moje serce nieprzyjemnie się ścisnęło. -A-A-Alice...-wyjąkałem
Ten rozdział uważam za beznadziejny. W ogóle mi się to nie podoba... :/ A obiecuję poprawę i proszę o rozgrzeszenie XD Pozdrawiam :*
Chciałabym zaprosić was na moją nową opowieść pod tytułem "Moonlight". :) Trochę inna tematyka, ale myślę że niektórym osobą się spodoba :)
CZYTASZ
Trust Me
RomanceAlice przez całe życie miała pod górkę, ale ostatnie wydarzenia to zdecydowanie przesada. Luke chce jej pomóc, troszczy się o nią i opiekuje się nią. Nie pozwoli by choćby jeden włos spadł z głowy jego małej brunetki. Alice jedynie musi mu zaufać, a...
