*Perspektywa Luke'a*
-Ally.--powiedziałem widząc jej skuloną i drobną sylwetkę wtuloną plecami w drzewo i cicho płaczącą
-Kochanie...-zacząłem
-Zostaw mnie samą.-mruknęła cicho
-Jest noc, a ty jesteś sama w lesie i na dodatek jest zimno. Będziesz chora.-powiedziałem
-Powiedziałam żebyś mnie zostawił. Chce zostać sama.
-Dobrze. Zostaniesz, ale w domu. -powiedziałem jesteś całą zamarznięta.-rzekłem kiedy dotknąłem niepewnie jej odkrytych ramion
Zdjąłem swoją bluzę i natychmiast podałem ją Alice
-Załóż.-powiedziałem kiedy brunetka jedynie wpatrywała się w moją twarz nie wykonując nawet jednego ruchu
Westchnąłem przeciągle i wciągnąłem materiał przez jej głowę. Zielonooka niechętnie i przeciągle wysadziła ręce w rękawy po czym nadciągnęła resztę tkaniny na swoje drobne ciało.
-Nie chce tam wracać.-mruknęła
-Wiem że ci ciężko, ale proszę wróć że mną do domu. Wszystko się jakoś ułoży.
-Nic się nie ułoży. On ma raka. Może umrzeć.
-Wiem że był to dla ciebie ogromny cios, ale teraz proszę byś wróciła ze mną do domu. Porozmawiamy tak na spokojnie. - Zrób to dla mnie.-dodałem kiedy Alice nie wykonała żadnego ruchu
-Pojechał już?-spytała mnie swoim cichutkim i zachrypniętym od ciągłego płaczu głosikiem
-Nie jest jeszcze. Czeka aż wrócisz. Więc proszę cię wstań i chodź ze mną do domu.
-Nie mogę go stracić.
-Wiem Kochanie. Wszystko będzie dobrze, ale błagam cię chodźmy do domu.-jęknąłem zmęczony tym wszystkim
-Dobrze.-mruknęła cicho
Po mogłem jej się podnieść łapiąc ją za jej małe dłonie po czym podciągnąłem ją do góry. Ewidentnie górowałem nad nią wzrostem. Moje małe kochanie. Spojrzałam na mnie smutnym wzrokiem spod swoich długich czarnych rzęs
-Kocham cię.-szepnęła i wtuliłam się w mój tors
-Ja ciebie tez-odpowiedziałem całując ją przy tym w czubek głowy i obejmując ją szczelnie ramionami
Jej drobne ciało idealnie pasowało do mojego. Pragnąłem już nigdy nie wypuszczać ją ze swoich ramion. Na dodatek w mojej bluzie wyglądała idealnie. Co prawda była na nią dużo za duża, ale i tak dalej pozostała moją słodką zielonooka brunetka.
-Idziemy?-spytała cicho
-Tak. Chodźmy już.-rzekłem i splotłem nasze palce razem
Szliśmy powoli uważnie patrząc pod nogi by się nie przewrócić. Światło latarki lekko oświetlało ziemię, ale i tak co jakiś czas potykaliśmy się. Niespodziewanie usłyszeliśmy głośny trzask łamanej gałęzi. Automatycznie zatrzymaliśmy się w jednym miejscu.
-Co to?-spytała cicho brunetka i zacisnęła mocniej swoją małą dłoń na mojej ręce
-Nie wiem.-powiedziałem i starałem się wyłapać jakieś glosy, ale odpowiedziała mi cisza -Chodźmy dalej.-pociągnąłem ją delikatnie za dłoń do przodu
Alice wykonała jeden krok, ale od razu zatrzymała się kiedy tuż przed nami usłyszeliśmy kolejny tym razem głośniejszy trzask.
-Boję się.- szepnęła i spojrzała na mnie oczami pełnymi strachu i smutku
-Przy mnie ci nic nie grozi. Możesz być spokojna.-zapewniłem ją
-Przytul mnie.-od razu złapałem ją w swoje ramiona i wtuliłem się w jej ciało
Przestałem oddychać kiedy zobaczyłem co znajduje się przed nami.
-Nie ruszaj się.-schyliłem powoli głowę na wysokość jej ucha wciąż obserwując obiekt znajdujący się przed nami
-Co?-szepnęła zdezorientowana
-Nie ruszaj się. Zaufaj mi.-powiedziałem
Cały czas wpatrywałem się w wielkiego wilka, który stał kilka metrów od nas. On również wpatrywał się w nas. W takich momentach najlepiej się nie ruszać i stać spokojnie czekając, aż sam pójdzie dalej. Na nasze szczęście wilk postał jeszcze chwilę po czym oddalił się od nas znikając za drzewami.
-Teraz idziemy tylko spokojnie.-powiedziałem i pociągnąłem brunetkę za nadgarstek
-Co to było?-spytała kiedy przedzieraliśmy się przez gęste krzaki zdała od tamtego miejsca
-Wilk.--powiedziałem i odchyliłam gałąź by Alice mogła przejść pod nią
-Co!-powiedziała głośno
-Nie krzycz.-skarciłem ją
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-Bo byś panikowała, a w takiej sytuacji najlepiej zachować spokój i nie ruszać się z miejsca.
-Co nie zmienia faktu że powinieneś mi powiedzieć.
-Daj spokój. Nic się nie stało. Zaraz będziemy w domu.
-To nie jest mój dom.-powiedziała pod nosem, ale na tyle głośno by mógł to usłyszeć
Od razu stanąłem w miejscu i popatrzyłem na nią.
-O czym ty do cholery mówisz?
-O tym że jak się tylko pojawiłam w tym domu to jedynie ściągnęłam same problemy.
-Nie mów tak. To nie jest twoja wina.
-A czyja niby?
-Twojego ojca. To on ściągnął na nas problemy.
-Tylko na mnie. Ty nie masz z tym nic wspólnego.
-Jakbyś nie zauważyła to jestem teraz tu i pomagam ci przeżyć, więc mogłabyś się opamiętać i przestać wygadywać takie głupoty.
-Nie potrzebuję twojej laski.
-Kurwa dziewczyno! Jestem tu bo cię kocham i nic tego nie zmieni. A teraz proszę uspokój się i wrócimy wreszcie do domu, bo mam już dość łączenia po tym cholernym lesie.
-Cokolwiek.--mruknęła wymijająco i poszła przed siebie
Może trochę źle zareagowałem, ale to na prawdę nie jest jej wina. Jestem wściekły o to że obwinia się o to wszystko.
CZYTASZ
Trust Me
CintaAlice przez całe życie miała pod górkę, ale ostatnie wydarzenia to zdecydowanie przesada. Luke chce jej pomóc, troszczy się o nią i opiekuje się nią. Nie pozwoli by choćby jeden włos spadł z głowy jego małej brunetki. Alice jedynie musi mu zaufać, a...
