Rozdział 3

795 80 4
                                        

Otworzyłam powoli oczy, ale nic nie mogłam zobaczyć, ponieważ moje oczy były czymś obwiązane,a moje usta były zakneblowane. Moje ręce były z tyłu związane jakimś grubym i szorstkim sznurem tak samo jak  i nogi. Zaczęłam wpadać w panikę. Próbowałam za wszelką cenę zerwać sznur zarówno z nóg jaki i rąk, ale on tylko ranił moje nadgarstki. W końcu dałam za wygraną, nie ma sensu krzywdzić samej siebie. Nie mam najmniejszych szans by uwolnić się. Na dodatek nie czułam się najlepiej. Kręciło mi się w głowie i nie mogłam w pełni kontrolować swojego ciała, to cholerstwo wciąż działało w moim organizmie. Nie mam pojęcia jak długo jechaliśmy. W niektórych momentach strasznie trzęsło samochodem, przez co obijałam się. Starałam się znaleźć coś co może przecięłoby sznur, ale niestety nic takiego nie znalazłam. Starałam się nawet kopać w dach bagażnika, niestety odpowiedziało mi jedynie pokręcenie muzyki w środku samochodu. Ten ktoś wiedział, że odzyskałam przytomność. Najgorsze myśli przychodziły mi do głowy. Zabiją mnie? Zgwałcą? Pobiją? Boję się, na prawdę się boję.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po chwili samochód stanął w miejscu. Usłyszałam otwieranie drzwi i głosy, które były stłumione przez blachę auta, ale nic z tego nie mogłam zrozumieć. Otworzył się bagażnik, a ja zaczęłam trząść się niekontrolowanie ze strachu. Poczułam czyjeś ręce, które mnie wyciągnęły z bagażnika, na co cicho pisnęłam. Mężczyzna, tak wnioskuję, że to mężczyzna zawlókł mnie do jakiegoś pomieszczenia, nie obyło się bez moich protestów i małej szarpaniny, lecz byłam od razu na przegranej pozycji. Odwiązał moje ręce, a ja od razu zaczęłam się ponownie szamotać starając się go odepchnąć od siebie, ale on był znacznie silniejszy. Zapiął moje odrętwiałe ręce w kajdanki. I uniósł je wysoko by po chwili zaczepić je tuż nad moją głową. Musiałam stać na palcach by w jakiś sposób dotknąć podłoża, przez co całe moje ciało bolało mnie. Moje ręce były umiejscowione nad głową i już zaczynały mi ciepnąć. Ktoś ściągnął mi worek z głowy, ale i tak miałam zawiązane oczy i zakneblowanie usta. W pomieszczeniu śmierdziało stęchlizną i wilgocią. Cicho jęknęłam czując niekomfortowy ból w całym ciele. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwi, ale po chwili ktoś do mnie podszedł. Poczułam ukłucie na udzie i powoli zaczęłam odpływać. Co mnie podkusiło zakładać tą spódniczkę!? Ale po chwili zapadłam w sen, mimo to że z całych sił walczyłam by to się nie udało.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem ile czasu spałam. Chciało mi się pić, byłam otępiona nie miałam siły na nic. Bardzo bolały mnie ręce. Chciałam otworzyć oczy, ale na nich nadał miałam opaskę i dalej byłam zakneblowana. Z moich oczu popłynęły łzy cierpienia i bezsilności. Nie mogłam nic zrobić.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Do pokoju ktoś wszedł. Były to ciężkie kroki, więc myślę że to mężczyzna.
-Zdejmę Ci teraz knebel i dam Ci wodę do picia. A ty nie będziesz krzyczeć. Zrozumiałaś?-zapytał męski głos tuż obok mojego ucha
Cała się trzęsłam ze strachu i nawet nie miała siły mu odpowiedzieć.
-Zrozumiałaś!?-krzyknął zdenerwowany potrząsając mną lekko
Pokiwałam jedynie głową, przerażona tonem jego głosu. Wyjął delikatnie mój knebel i od razu przystawił mi butelkę z wodą do ust. W tamtym momencie nawet nie myślałam, nad tym czy w niej był jakiś środek odurzający... Chciało mi się strasznie pić, a na nawet nie pamiętam kiedy coś piłam, albo jadłam.
Piłam łapczywie co chwilę się krztusząc.
-Starczy. Nie pójdziesz szybko do łazienki.-szepnął wyrywając mi agresywnie butelkę z ust
-Proszę...-szepnęłam, ale nie dane było mi dokończyć ponieważ, nieznajomy od razu założył mi od nowa knebel.
I znowu usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
Wisiałam na tym haku. Już nie dawałam rady i z moich oczu leciały łzy. Mam dość udawania twardej... Powoli zaczęłam odpływać, aż w końcu usnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Wstawaj!-krzyczał nieznajomy i mnie lekko potrząsał
Chciałam powiedzieć by mnie zostawił, ale z moich ust można było usłyszeć tylko niewyraźne mruknięcie.
-Już wstałaś?-zapytał
Pokiwałam tylko głową.
-Wyjmę Ci teraz knebel i zdejmę chustę. Nawet nie próbuj krzyczeć i tak Cię nikt nie usłyszy.A z resztą jak chcesz możesz próbować. Tylko bądź pewna, że za to możesz dostać w twarz od chłopaków. A tego chyba nie chciałabyś, co?
Znowu pokiwałam głową. Wyjął mi knebel i delikatnie wyjął chustę. Odruchowo przymknęłam oczy, ponieważ w pokoju paliło się ostre światło, które mnie raziło.
Jak oczy się już przyzwyczaiły do światła to ukradkiem spojrzałam na mojego porywacza. Nie mogłam w to uwierzyć. To był chłopak z baru. To Luke...
-Zdziwiona kochanie?-zapytał rozbawiony uśmiechając się do mnie chamsko
-P-proszę w-wypuść mni-mnie.-Udało mi się wyjąkać
-Przykro mi, ale nie mogę.-powiedział z pustym wzrokiem wbitym we mnie-Nie chciałaś ze mną rozmawiać, więc musiałem coś z tym zrobić.-kontynuował
-Dlaczego ja? Przecież nic nie zrobiłam.
-Bo mi się spodobałaś kochanie.
-Na świecie jest dużo ładniejszych dziewczyny, a ja do nich nie należę.
-Ty jesteś najładniejszą dziewczyną na świecie i reszta dziewczyn nie dorasta ci do pięt.
Poddałam się. Wiedziałam że nie ma sensu dalej z nim rozmawiać i przekomarzać się i tak mnie nie wypuści. A nawet jeśli, to nie jest chyba, aż tak głupi. Przecież widziałam jego twarz... Znowu zaczęłam płakać, zwiesiłam głowę i w ciszy skupiłam się na moich czubkach butów. Luke przyglądał mi się uważnie. Ilustrował mnie od stup do głowy. Jego wzrok mnie palił, jakby wypalał dziury w moim obolałym i posiniaczonym ciele.
-Bolą ręce? Co?-zapytał z kpiną w głosie
Nic nie odpowiedziałam. Dalej wpatrywałam się w swoje buty.
-Nie płacz. Nie ma po co płakać.-powiedział i starł pojedyncze łzy z mojego policzka
-Nie dotykaj mnie!-warknęłam i odsunęłam swoją głowę do tyłu by uniknąć jego dotyku na sobie
-Spokojnie kochanie. Chce ci tylko pomóc. Przecież widzę, że sprawia ci to ból. Chłopaki trochę przesadzili. Nie potrzebnie Cię wieszali na tym haku. I tak nie ma stąd ucieczki.
-Zostaw mnie w spokoju!
-Jak chcesz. Zobaczymy kiedy ci się znudzi.
Wyszedł z pomieszczenia zostawiając mnie ponownie samą. Tuż po zamknięciu drzwi znowu zaczęłam płakać. To moja wina. Mogłam nie iść tą głupią uliczką! Dlaczego nie po myślałam że zawsze się to tak kończy! Ktoś jest w tej ciemnej uliczce i potem ktoś kogoś porywa. Jaka ja byłam głupia! Wisiałam na tym haku i zanosiłam się płaczem. Myślałam nad tym czy Will mnie już szuka, nad moim związkiem z Harry'm, nad pracą, sensem mojego nędznego życia, które na pewno nie długo się zakończy. Mam nadzieję, że śmierć będzie szybka i mało bolesna. Zastanawiałam się czy gdyby moje życie inaczej wyglądało i inaczej się potoczyło... Ból był nie do wytrzymania... W końcu powoli usnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie wiem ile spałam, ale kiedy się obudziłam Luke stał oparty o ścianę i mi się uważnie przyglądał. Minęło parę chwil zanim oczy przyzwyczaiły się do natężenia światła. Staliśmy w ciszy. O ile można nazwać staniem, wiszenie na tym cholernym haku.
-Zmieniłaś zdanie?-zapytał z kpiącym uśmiechem
-Nie.-warknęłam
Wiedziałam że źle robię i powinnam przyznać mu rację, ale ja niestety jestem zbyt uparta.
-Nie? Myślałem, że zmienisz zdanie...-kierował się w stronę wyjścia, już miał wyjść kiedy go zatrzymałam
-Nie! Czekaj!-poddałam się. Nie dam rady dłużej wytrzymać.
-Widzisz? Tak trudno było? Tylko nie potrzebnie cierpiałaś kochanie...
Delikatnie upuścił hak i uwolnił mnie od niego. Wreszcie poczułam ulgę. Moje kolana były jak z waty i trudno było mi się na nich utrzymać. Poleciałam w dół, ale nie poczułam bólu. Luke złapał mnie w pasie i przytrzymał mnie przy sobie. Moja głowa była na wysokości jego klatki piersiowej. Byłam dużo od niego niższa...
-Po prostu mi zaufaj.-wyszeptał mi do ucha i spojrzał na mnie z troską

I oto kolejny rozdział! Głosujcie, komentujcie to bardzo motywuje! -Dziękuję za dotychczasowe gwiazdki i wyświetlenia. ;-)
Pozdrawiam i do następnego. ;-)

Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz