Rozdział 18

396 35 2
                                        

Kiedy Ashton zaświecił latarką z telefonu na podłogę to wtedy z moich ust wydobył się głośny pisk.
Ciało Derek'a leżało bezwładnie na podłodze. Nagle Ashton złapał mnie w pasie i zasłonił mi oczy ręką.
-Nie patrz.-szepnął wprost do mojego ucha
Niestety nie zdążył. Widziałam ciemną ciecz wypływającą z jego głowy. Jego oczy były szeroko otwarte, utkwione w jeden punkt. A pocisk znajdował się w czaszce. To tyle co zdążyłam zauważyć. Moje ciało całe dygotało z przerażenia. Derek był człowiekiem który nam pomógł, a teraz z mojej winy leży martwy na podłodze. Z zamkniętych powiek wypłynęły pierwsze łzy cierpienia. Nawet nie zauważyłam jak została wpakowana do auta i samochód z piaskiem opon ruszył z podjazdu. Zacisnęłam oczy ze strach, ponieważ Ashton jechał z zawrotną prędkością łamiąc wszelkie prawa. Nienawidzę szybkiej jazdy. To przez nią są same wypadki. A myśl,że miałabym w takim zginąć wcale mnie nie pocieszała.
-Gdzie jedziemy?-zapytałam łamiący się głosem
-Do domu.-odpowiedział dalej wpatrując się w drogę i na dodatek zwiększając prędkość
-Do domu?
-A gdzie niby?
Nic mi nie odpowiedziałam. Wbiłam paznokcie w materiał fotela i starałam się jakoś uspokoić. Moja cierpliwość się skończyła w momencie kiedy Ashton wyciągnął telefon i zaczął na nim coś pisać.
-Mógłbyś zwolnić?-szepnęłam cicho
Zero reakcji na moja prośbę z jego strony. Może mnie nie słyszał? Nagle samochód gwałtownie zahamował i zostałam wyciągnięta z auta. Ashton zaciągnął mnie w kierunku wejścia, ponieważ nie byłam w stanie iść. Całą ta sytuacja mnie przerosła. To zdecydowanie za dużo...
Zostałam wepchnięta do domu. Ashton zaprowadził mnie do jednego z pokoi i kazał zostać w miejscu.
Siedziałam skulona na kanapie i zanosiłam się płaczem. To była moja wina. To przeze mnie Derek nie żyje.
Nie wiem ile czasu minęło, aż usłyszałam czyjeś głosy. Wśród nich rozpoznałam głos należący do Luke'a. Nie byłam w stanie wyłapać słów, które mówili. To był dla mnie zbyt duży szok.
-Gdzie ona jest?-usłyszałam głos należący do Luke'a z za drzwi, po czym otworzyły się z głośnym hukiem
Wstałam gwałtownie z kanapy i wpadłam w ramiona Luke'a.
-To moja wina! To przeze mnie on nie żyje.-krzyczałam i płakałam i na dodatek trzęsąc się jak mały piesek
-Przestań. Nie mów tak. To nie prawda.-powiedział tuląc mnie mocno do siebie
-Nie! To przeze mnie! Ja jestem temu winna! Tylko ja niosę ze sobą same nieszczęścia!
-To nie prawda. Nie mów tak.
-Doskonale wiesz, że to cholerna prawda. Ja jestem temu wszystkiemu winna!
Czuję, że wpadam w histerię. Słowa coraz trudniej przechodzą mi przez gardło i czuję, że tracę oddech. Z każdą próbą pobrania powietrza jest coraz trudniej. Kręci mi się w głowie i na dodatek niedobrze mi.
-Alice! Alice! Uspokój się! -krzyczy Luke i szarpie mnie za ramiona
-Spójrz na mnie! Spójrz!-krzyczy unosząc mój podbródek
Z lekkim osiągnięciem patrzę się na niego. Dalej próbuję desperacko złapać chociaż gram powietrza.
-Oddychaj ze mną. Wdech.-mówił już spokojniej
Wykonywałam jego polecenia raz za razem. Wsłuchując się w jego spokojny głos. Pomogło. Zaczęłam się uspokajać i już w pełni mogłam zaciągnąć się powietrzem. Siedziałam oparta o klatkę Luke'a i wsłuchiwałam się w jego unormowany rytm serca. Działał na mnie kojąco. Z czasem zaczęłam odpływać, aż wpadłam w krainy Morfeusza.
*Perspektywa Luke'a*
Robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Nie spodziewałem się że mogą nas tak szybko znaleźć. Cały wieczór dręczyło mnie dziwne przeczucie, że coś się stanie. I nie pomyliłem się. Wiedziałem, że znajdą nas, ale żeby aż tak szybko? Kazałem zabrać stąd Alice. Tak będzie lepiej dla niej i dla nas wszystkich. Zabrałem resztę chłopaków i pojechałem z nimi na miejsce wymiany. Alice nic nie wiedziała o moich planach i całe szczęście. Staliśmy w środku lasu i czekaliśmy na samochód Philip'a. Tak dokładnie na samochód Philip'a. W końcu z za zakrętu wyłoniło się czarne auto należące do ojca Alice. Wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę Philip'a który również wysiadł z auta.
-Gdzie moja córka?-zapytał odpalający papierosa
-Nie mam jej.-rzuciłem krótko i starałem się przybrać jak najbardziej obojętny ton głosu
-Jak to nie masz?!
-Nie wiem gdzie jest. Potrzebuję trochę czasu. Jest sprytniejsza niż myślałem.
-Znajdź tę szmatę do jasnej cholery!
-Staram się.
-Za tydzień w tym samym miejscu. Tylko z moja córką!
Philip rzucił niedopałek gdzieś w krzaki po czym wszedł do swojego auta i odjechał. Kiedy samochód zniknął za zakrętem to wtedy dopiero weszliśmy do samochodu. Nim ruszyłem dostałem SMS'a.
Od:Ashton
Derek nie żyje.

Przeczytałem krótką wiadomość i moje serce stanęło. Jak to możliwe, że on nie żyje? Mój przyjaciel. On... To nie możliwe...
Zamachnąłem się z całej siły i rzuciłem telefonem na podłogę auta. Calum spojrzał się na mnie zszokowany moim zachowaniem. Obydwoje patrzyli na mnie i próbowali zrozumieć coś z mojego zachowania. Zacisnąłem z całej siły ręce na kierownicy. Chociaż tak powstrzymywałem się od uderzenia któregoś z nich. Nie kontrolowałem tego co robię. Oddychałem gwałtownie starając się uspokoić, ale to nic nie dawało. Wyjąłem papierosa i odpaliłem go przy czym mocno się nim zaciągnąłem.
-Derek nie żyje.-powiedziałem po chwili
-Jak to?!-krzyknął zszokowany Mike
-Skąd mam kurwa wiedzieć!? Ashton do mnie wysłał takiego SMS'a warknąłem
-Przykro mi stary.-powiedział Calum
Prychnąłem na jego słowa. Przykro? Zawsze śmiał się z niego. Z resztą jak wszyscy. Tylko ja potrafiłem zauważyć to jaki dobry był w swojej pracy.
-Może ja poprowadzę.-rzekł Calum
-Nie ma takiej opcji.-warknąłem i odpaliłem samochód
Wcisnąłem sprzęgło i wrzuciłem bieg. Po chwili wyjechaliśmy z ciemnego lasu i jechaliśmy w kierunku domu chłopaków. Wiedziałem, że będę musiał pozbyć się ciała, ale najpierw muszę zobaczyć moją brunetkę. Ludzie trąbili na mnie, kiedy wymijałem kolejne samochody. Szybka jazda uspokajała mnie. Może to dziwne, ale zapach benzyny, radio które gra bardzo głośno i szybka prędkość to jest to co lubię. Zajechałem na podjazd i wpadłem do domu.
-Co się stało?-zapytałem Ashton'a
-Znaleźliśmy go martwego z kulą pomiędzy oczami.-odpowiedział
-Ja pierdole.
-Luke jeśli chcesz mogę sprzątnąć ciało.
-Nie ja to zrobię
-Luke...
-Powiedziałem że ja! Gdzie ona jest?
Ashton wskazał głową jeden z pokoi. Wszedłem szybko do niego, a Alice od razu rzuciła mi się w ramiona znosząc się płaczem. Najbardziej bolało to, że się obwiniała. To nie była jej wina. To nie była niczyja wina. Ale osoba która zabiła mojego przyjaciela będzie cierpiała katusze. Będzie zdychać w męczarniach błagając mnie o szybką śmierć. Ale nie. Przez to co się ostatnio stało w przeszłości nie będzie to wolna śmierć. Alice cała drżała i nie mogła oddychać. Wpadała w histerię. Na początku nie wiedziałem co mam zrobić. Coraz trudniej było jej złapać oddech. Ona się zaraz udusi na moich oczach!
-Alice!Alice! Uspokój się!-krzyknąłem, ale to nic nie dało
-Alice. Oddychaj ze mną. Wdech.-rozkazałem szarpiąc ją lekko za ramiona
Na szczęście poskutkowało. Jej oddech powoli powracał do normy. Dalej drżała, ale najważniejsze było to, że się już nie dusi. Wtuliła się w moją klatkę i cicho chlipała. Z czasem zaczęła się uspokajać i z czasem jej oddech całkowicie się unormował, a ona usunęła wtulona we mnie. Cieszyłem się że chłopaki dali nam spokój. Wziąłem ją na ręce i wyszedłem ze śpiącą brunetką z pokoju.
Chłopaki siedzieli na kanapie, ale kiedy wszedłem do pokoju ich wzrok od razu powędrował najpierw na mnie, a później na Alice.
-Pokój ma końcu korytarza po prawej.-powiedział dość cicho Mike
-Dzięki.-szepnąłem i poszedłem w wyznaczonym kierunku niosąc Alice
Miała lekko rozchylone usta i bardzo spokojny wyraz twarzy. Wyglądała tak uroczo. Wszedłem z nią do pokoju i położyłem ją najdelikatniej jak mogłem na dużym łóżku. Po chwili namysłu zacząłem zdejmować z niej ubrania. Przecież będzie niewygodne jej tak spać w rurkach. Najpierw zdjąłem z niej trampki, potem skarpetki, ale kiedy odpinałem jej spodnie to poruszyła się niespokojne. Na szczęście się nie obudziła. Powoli zdjąłem jej spodnie i z wszystkich sił starałem się odgonić wszelakie brudne myśli które mieszały mi w głowie. Ona jest tak pociągająca i piękna. Jej charakter jest dość trudny, ale mojego kotka można opanować. Na samym końcu zdjąłem z niej jej kurtkę i bluzkę. Przez chwilę wahałem się czy założyć jej moja koszulkę. Ale w końcu nie chce by było jej zimno. Chwilę się siłowałem by założyć jej ją i przy okazji nie obudzić. Ale Alice spała jak zabita. Te wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia tak na nią wpłynęły. Na sam koniec przykryłem ją pościelą i sam rozebrałem się do bokserek. Po czym wskoczyłem do łóżka i przysunąłem się do dziewczyny. Objąłem ją ramieniem w pasie i wtuliłem się w jej plecy. Złożyłem ostatni pocałunek na jej głowie i sam odpłynąłem w krainy Morfeusza.

*Perspektywa Alice*
Kiedy wstałam rano i otworzyłam oczy pierwszą myślą jaka mi przyszła to pytanie "Gdzie ja jestem?" Dopiero po chwili przypomniałam sobie wszystko. Klub, martwy Derek, szybka jazda, moja panika. Obraz martwego Derek'a nigdy nie zniknie z mojej psychiki. Jeszcze do nie dawna pracowałam w barze z moim przyjacielem, o którym już prawie zapomniałam. To raczej o mnie dobrze nie świadczy. Oddałabym wszystko za jeden dzień bez ciągłego strachu przed jutrem. Ale widocznie nie jest mi to dane. Jeden pieprzony zwykły dzień. Czy ją o tak wiele proszę?
Otrząsnęłam się z moich myśli i powoli próbowałam się wyplątać z uścisku Luke'a. Kiedy wreszcie mi się to udało i wstałam z łóżka to wtedy spostrzegłam, że nie mam swoich ubrań. W zamian za to mam na sobie koszulkę Luke'a i moją bieliznę. Nie pamiętam żebym się przebierała, no ale mówi się trudno. Wyszłam z pokoju i za bardzo nie wiedziałam, w która stronę mam iść by dostać się do kuchni.
-Prosto i w prawo. Potem już trafisz sama.-usłyszałam głos Mike'a tuż przy moim uchu przez co gwałtownie odskoczyłam
-Spokojnie. Wyglądasz tak jakbyś zobaczyła śmierć.-skomentował moje zachowanie
-Wystraszyłeś mnie.-powiedziałam na jednym wydechu
-Przepraszam. Nie chciałem. Szukasz kuchni? Prawda?
-No.. Tak.
-To dobrze zgadłem. Tak jak mówiłem prosto i w prawo.
-Dzięki.-mruknęłam i poszłam w wyznaczonym kierunku.
Kiedy byłam już na dole to bez problemu odnalazła kuchnię. Trochę peszyła mnie obecność chłopaków i ich bliskość.Nie przepadam raczej za tym jak ktoś nieznajomy narusza moja przestrzeń osobistą .Ale chyba muszę się do tego przyzwyczaić. Bo oni raczej nie przestaną tego robić.
Wstawiłam wodę na gaz. Tylko jeden problem. Gdzie jest kawa? Nie chce szperać im w szafkach, ale wnioskuję, że będę do tego zmuszona.
-Kawa czy herbata?-kolejny raz usłyszałam pytanie tuż przy moim uchu
Głos należał tym razem do Ashton'a.
Ponownie odskoczyłam przestraszona, ale tym razem walnęłam się łokciem w kant szafki. Syknęłam cicho kiedy przez moją rękę przeszły nieprzyjemne prądy bólu.
-Bardzo boli?-zapytał Ash i delikatnie złapał mój łokieć i zaczął go rozmasowywać
Nie wiedziałam za bardzo jak mam zareagować na gest chłopaka. Wstałam jak słup soli i uważnie ilustrowała jego twarz. Nasz wzrok się spotkał i Ash serdecznie się uśmiechnął.
-Dziękuje.-powiedziałam delikatnie się uśmiechając
-Nie ma za co.-odpowiedział
-Mógłbyś powiedzieć mi gdzie jest kawa?
-W tej szafce.
Otworzyłam wskazaną szafkę i mój wzrok od razu powędrował na najwyższą półkę, a na niej stało pudełko z napisem kawa. Przecież ja nigdy tego nie dosięgnę. Jestem zdecydowanie za niska.
-Mógłbyś mi ją podać?-zapytałam
-Tobie? Zawsze.-odrzekł i uśmiechnął się przy czym ukazując zęby
-Dziękuję.-odwzajemniłam uśmiech i nasypałam kawy do kubka
-Też chcesz?-zapytałam
-Jasne.-rzekł i wyszedł z pomieszczenia
Wsypałam mu kawę do kubka i po chwili wodą w czajniku zaczęła wrzeć. Nalałam wrzącą ciecz do kubków, po czym osłodziłam ją dwiema łyżeczkami. Wspięłam się na blat kuchenny i rozkoszowałam się ciszą jaka panowała w domu. Niestety ta chwila nie trwała długo, ponieważ w drzwiach stanął nie kto inny jak Luke.
-Dzień dobry. Znowu mi uciekłaś.-powiedział przeciągając się
Był w samych bokserkach, a jego włosy były w totalnym nieładzie. Jego tors był umięśniony. Boże on jest taki przystojny!
-Kochanie ślinisz się.-powiedział i pstryknął mi palcami przed nosem przy czym wyrywając mnie z mojego transu
-Wiem, że jestem piękny, ale naprawdę nie musisz się tak ślinić.-rzekł rozbawiony
-Chciałbyś!-powiedziałam i wywaliłam mu język
-Ranisz mnie Ali.
-Ali?
-To skrót od twojego imienia.
-Nikt do mnie tak nigdy nie mówił.
-To najwyższą pora zacząć.
-Jesteś denerwujący.
-Nie tak bardzo jak ty.-pocałował mnie w czubek nosa i pogładził moje odsłonięte udo
-Luke?
-Tak?
-Dlaczego mam na sobie twoja koszulkę?
-Wczoraj jak usnęłaś to cię przebrałem.
-Przebrałeś?
-Nie miej mi tego za złe. Byłoby ci nie wygodnie.
Nasza konwersację przerwali zaspani chłopcy, którzy weszli do naszej kuchni.

I kolejny rozdział. Hmm... Co sądzicie? Luke odda Alice jej ojcu? ;-)
Pozdrawiam i całuję. :*


Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz