Rozdział 26

315 38 2
                                        

*Perspektywa Alice*

W końcu usnęłam wtulona w klatkę Luke'a. Obudziłam się dopiero rano. Czyjaś dłoń oplatała opiekuńczo moją talię. Położyłam delikatnie swoją dłoń na dłoni chłopaka by go nie obudzić. Splotłam nasze palce razem i zaczęłam się nimi delikatnie bawić. To jest intrygujące, że chłopak w tak krótkim czasie stał się osobą za którą byłam gotowa oddać swoje życie. Czy kochałam Luke'a? Kochałam. Bardzo go kochałam i będę kochać do końca moich dni.
-Dzień dobry.-powiedział chłopak i ziewnął przeciągle
-Dzień dobry.-odpowiedziałam i ścisnęłam mocniej jego dłoń
-Jak się dzisiaj czujesz?
-Lepiej niż wczoraj, gorzej niż jutro.
-He... Widzę, że humor dopisuje od rana.
-Może...
-Co masz ochotę robić dzisiaj?
-Nie wiem. Cokolwiek.
-Może jakiś film?
-Może być.
-To się cieszę. Idę zrobić śniadanie, wrócę za nie długo więc nie uciekaj.
-Dobrze. Nie jestem małym dzieckiem.
-Ale jesteś malutka wzrostem.
-Spadaj.
-Oj nie złość się. Kocham cię taką malutką.
-Hemmings!
-Wracają ci siły. To dobrze.
-Nienawidzę cię.
-Też cię kocham słońce.-pocałował mnie w czoło i opuścił nasz pokój
Nienawidzę gdy ktoś wypomina mój wzrost. W szkole zawsze dokuczali mi z tego powodu, co pozostało w mojej pamięci na długie lata. Leżałam patrząc w jeden punkt na suficie. Było mi ciepło i przyjemnie, aczkolwiek brakowało mi ruchu. Chciałabym móc zejść o własnych siłach na dół i móc usiąść na blacie kuchennym z moim ulubionym wysokim kubkiem pełnym gorącej pysznej kawy. Niestety obecnie jest to nie możliwe. Chłopaki chyba sami by mnie zabili gdyby zobaczyli mnie idącą o własnych siłach z raną postrzałową.
-Część śpiochu! Czas zmienić opatrunek.-powiedział wesoło Ashton i usiadł obok mnie na łóżku
-Hej.-odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech
-Gdzie nasza księżniczka?
-Robi śniadanie.
-On robi śniadanie!!!-krzyknął i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia
-Też się boję. On za dobrze nie gotuje.
-To fakt. Dobrze się gada, ale teraz muszę go zmienić.
-Ściągnął ze mnie do połowy kołdrę i podwinął powoli materiał mojej, a raczej Luke'a bluzki.
-Lepiej nie patrz. To nie wygląda zbyt dobrze.-powiedział i spojrzał mi w oczy
-Co mnie nie zabiję to mnie wzmocni.-powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam
-Pff.. Nie mów, że nie ostrzegałem.-mruknął cicho na moje słowa, ale na jego ustach wkradł się minimalny uśmieszek
Ashton powoli i delikatnie odklejał opatrunek. Ciszę w pokoju jedynie przerywało moje ciche syczenie, kiedy bok zabolał mnie bardziej niż powinien. Spojrzałam przelotnie na ranę kiedy opatrunek był już całkowicie odklejony od mojej skóry. Nie był to zbyt przyjemny widok, ale też nie najgorszy. Co ja mówię. W dole mojego brzucha była okrągła mała dziura po pocisku.
-Troszeczkę może zaboleć.-powiedział Ash i wylał odrobinę płynu dezynfekującego na ranę.
Automatycznie ścisnęłam ręce na białej pościeli i zagryzłam wargę z nieprzyjemnego bólu jaki przeszedł przez moje ciało. Ash podmuchał w ranę powietrzem trochę minimalizując ból boku. Następnie odpakował nową gazę i ułożył ją delikatnie na moim brzuchu po czym delikatnie obkleił ją dookoła by opatrunek nie spadał.
-Rana wygląda już lepiej. Trochę czasu i się zrośnie. Tylko uważaj na nią. Nie obciążaj jej zbytnio. Przez ten tydzień zostań w łóżku i nie opuszczaj go na krok z wyjątkiem łazienki. Ok?-powiedział do mnie i pogroził mi palcem niczym rodzić karcący swoje dziecko
-Rozumiem.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego
-To dobrze. Już nie przeszkadzam. Mam nadzieję, że Hemmings nie spali domu.
-Ty nigdy nie przeszkadzasz. Też mam taką nadzieję. Wystarczy mi emocji jak na najbliższy czas.
-Mam nadzieję że nic się już nie wydarzy.
-Też mam taką nadzieję.-szepnęła kiedy chłopak opuszczał pokój
Nie musiałam siedzieć długo sama ponieważ Luke wszedł po chwili do pokoju z wielkim uśmiechem na ustach i z dwoma talerzami pachnącej jajecznicy. No tak... To jedyne danie jakie umie chłopak przygotować. A nie! Przepraszam, jeszcze wodę na herbatę i zupkę chińską. Na tym się zamyka menu mojego chłopaka.
-Mam nadzieję że będzie smakować.-powiedział kiedy już usiadł wygodnie na łóżku i postawił na moich kolanach drewnianą tacę.
-Wszystko co ugotujesz będzie dobre. Raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze jakoś smakuje.
-Bardzo śmieszne. Wiem że czasami coś mi nie wyjdzie, ale nie przesadzajmy.
-Tak, tak...-mruknęłam i zaczęłam jeść posiłek popijając kubkiem gorącej herbaty
Zjedliśmy posiłek w ciszy wsłuchując się w swoje spokojne oddechy. Po skończonym posiłku i posprzątaniu brudnych naczyń przez chłopaka, usiedliśmy wygodnie na łóżku i oglądaliśmy jakiś film na laptopie, który leżał na moich kolanach. Moja głowa była oparta o nagą klatkę chłopaka, a jego ręka gładziła delikatnie i opiekuńczo moje posiniaczone ramę. Cieszyłam się, że mogę w spokoju powiedzieć w miejscu. Wtuliłam się bardziej w jego bok i zaciągnęłam się jego zapachem perfum. Były nie ziemskie. Pragnę by w każdym momencie Luke mógł być przy mnie i mnie już nigdy nie opuszczać. Chciałabym mieszkać w jakimś małym domku z małym, ale za to zielonym ogródkiem na przedmieściach Chicago, z dziećmi i z opiekuńczym mężem Luke'iem tuż przy moim boku. Również z chłopakami i z Will'em, którzy by nas odwiedzali regularnie. Życie w spokoju i w miłości to coś co pragnę. Niestety nasza chwila wytchnienia nie trwała długo, ponieważ do pokoju wszedł zaniepokojony Ashton. O dziwo nie zapukał co musiało oznaczać, że na prawdę coś się stało poważnego.
-Możesz przyjść na chwilę do salonu?-zapytał poważnie i opuścił szybko nasz pokój
-Zaraz wrócę.-powiedział zdezorientowany i zatrzymał film
Założył na siebie szybko spodnie dresowe, pocałował mnie w czoło po czym wyszedł szybko z pokoju.
Zostałam sama z licznymi myślami krążącymi po głowie. Co się takiego stało? Czy mam się martwić?
Miałam wrażenie że minęła wieczność zanim ujrzałam blondyna w pokoju.
-Muszę na chwilę wyjść. Zostanie z tobą Calum, więc jesteś bezpieczna.-powiedział na jednym wydechu ubierając pośpiesznie spodnie i bluzę na siebie
-C-Calum?-wyjąkałam przestraszona
Odkąd jestem w domu po feralnej przygodzie, ani razu nie widziałam Calum'a. Mike i Ash przychodzili codziennie, ale nie Cal. To nie wróży nic dobrego.
-Tak.-odpowiedział i zmarszczył brwi widząc moje zachowanie
-Nie może ktoś inny?-spytałam cicho bawiąc się palcami
-Nie masz się czego bać. Z nami jesteś bezpieczna.-zapewnił mnie i potarł delikatnie moja dłoń
-Wiem...
-To o co chodzi?
-Po prostu... No bo.. A nie ważne.
-Nie rozumiem. O co chodzi?
-Po prostu wolę żebyś ty ze mną został.
-Kochanie, muszę iść na chwilę, ale za niedługo wrócę. I do kończymy film, obiecuję.
-Luke!-usłyszeliśmy krzyk któregoś z chłopaków dołu
-Za nie długo wrócę. Przyrzekam słonko.-powiedział i pocałował mnie delikatnie w usta
-Luke, nie mamy czasu!-usłyszeliśmy kolejny krzyk dochodzący z dołu
-Muszę iść. Trzymaj się i pamiętaj, że cię bardzo kocham.-rzekł i wyszedł z pokoju
-Ja ciebie też kocham.-szepnęłam sama do siebie pośród czterech ścian
Siedziałam jeszcze przez chwilę na łóżku, po czym położyłam się na nim powoli by nie urazić się w bolący bok. Zamknęłam powieki i próbowałam usnąć mimo, że była wczesna pora.
Miałam wrażenie, że już powoli odpływam kiedy poczułam lekkie ugięcie materaca, a następnie czyjeś usta muskające moje wargi. Bez chwili namysłu zaczęłam powoli oddawać pocałunek z myślą że Luke już wrócił i próbował mnie obudzić.
-Wspaniałe całujesz.-usłyszałam ciche mruknięcie obok mojego ucha należące do Calum'a
Od razu otworzyłam szeroko oczy i odwróciłam twarz od jego ust przez co teraz całował mój policzek.
-Ej!!! Nie podoba ci się?-zapytał z chytrym uśmiechem- Jeszcze chwilę temu sama mnie całowałaś.-dokończył i puścił mi oczko
-Z-zejdź ze m-mnie.-wyjąkałam speszona i wystraszona jego nachalnością i bliskością
-Nie podoba ci się?-zapytał zdziwiony
-N-nie. Proszę zejdź. Sprawiasz mi ból.-powiedziałam ze łzami w oczach
-Nie płacz skarbie. Nie skrzywdzę cię. Nie zrobię nic, czego byś nie chciała.
-Właśnie to robisz. Krzywdzisz mnie i całujesz mnie wbrew mojej woli.
-Ale ja tego pragnę.-warknął zirytowany i zaczął mnie nachalnie całować
Zaczęłam się szarpać nie zważając na wszech ogarniający ból. W tamtym momencie ważniejsze było to by pozbyć się go z pokoju. Cal widząc moje szarpania złapał mnie za nadgarstki i umiejscowił je nad moją głową. Na domiar złego usiadł całym ciężarem swojego ciała na moich udach. Nie mogłam opanować swojego ciała. Cała drżałam ze strachu przed tym co może się stać. Nikt nie będzie mógł mi pomóc. Pozwoliłam łzą spływać po moich policzkach tworząc nowe korytarze. Nie miałam pojęcia co kieruje chłopakiem. Co go do tego zmusza, żeby mnie krzywdził. Bałam się co może się wydarzyć.
-Oddaj pocałunek.-mruknął cicho całując natarczywie moje już opuchnięte usta
Ścisnęłam usta w cienką linię kiedy jego język próbował wedrzeć się do moich ust.
-P-przestań.-wysapałam kiedy jego ręce błądziły po moim ciele
Chłopak wykorzystał okazję i wdarł się językiem w moje usta. Usilnie go pocierał prosząc go o jakiś ruch. Bezskutecznie starałam się go zrzucić z siebie co tylko spotęgowało mój ból i cierpienie. Byłam bezsilna, skazana na ponowne cierpienie. Zaczęłam jeszcze bardziej łkać z bezsilności.
-Będzie ci się podobało. Luke jest twoim chłopakiem, ale nie mogę się opanować kiedy jesteś w domu. Jesteś taka seksowna i pociągająca. Nie mogę przestać o tobie myśleć. To będzie nasz taki mały sekret. Wiemy o tym tylko ja i ty, nikt więcej.-wyszeptał pomiędzy pocałunkami
Zaczęłam jeszcze bardziej łkać słysząc jego słowa.
-Nie płacz. Będzie ci przyjemnie. Obiecuję, nie będzie bolało. Oddaj mi się.-wychrypiał w moją szyję
Odpiął rozporek i guzik w swoich ciemnych spodniach.Zaczęłam krzyczeć na całe gardło by ktoś mi pomógł. Mimo że wiedziałam, że i tak nikt nie przyjdzie to starałam się i walczyłam. Nikt nie przychodził mi pomóc. Byłam sama. Calum był już widocznie zirytowany moim zachowaniem, więc zatkał mi swoją dłonią usta. Mimo, że próbowałam go ugryźć to i tak nie dałam rady. Zalewałam i krztusiłam się swoimi łzami. Byłam na przegranej pozycji. W pewnym momencie drzwi otworzyły się na oścież, a w nich stanął zdezorientowany Ashton. Spojrzałam na niego błagalnie by mi pomógł, a Calum dalej mnie całował i obmacywał. Ashton stał przez chwilę w miejscu z wielkimi oczami i się nie ruszał. W pewnym momencie podszedł do nas i jednym sprawnym ruchem ściągnął ze mnie Calum'a.
-Wynoś się stąd natychmiast! Później z tobą porozmawiam. A teraz się módl by nie powiedziała o tym co próbowałeś jej zrobić bo Luke cię zabiję i nawet ona go przed tym nie powstrzyma!-wywrzeszczał wściekły na niego
Cal posłusznie i bez słowa wyszedł z pokoju zamykając drzwi. Leżałam na łóżku cała zalana łzami i skręcająca się z bólu. Ash podszedł do mnie i próbował mnie objąć, ale ja odsunęłam się od niego.
-Spokojnie. Nic ci nie zrobię. Już w porządku. Nie płacz proszę.-rzekł spokojnie i mnie objął tuląc do siebie
-B-Bałam s-się.-wyjąkałam przestraszona
-Już dobrze. Nie płacz.-powiedział i potarł delikatnie i pocieszająco moje plecy
Wtuliłam się w Asha i moczyłam mu koszulkę swoimi łzami. Tak bardzo się bałam, że Calum na prawdę zrobi mi krzywdę. Ash odsunął się ode mnie kiedy zobaczył że już nie wylewam tyłu łez.
-Wiem, że to niezbyt dobry moment, ale muszę z tobą porozmawiać.-powiedział i spojrzał z powagą w moje smutnie oczy
-Wiem co chcesz powiedzieć. Mam porozmawiać o tym z Luke'iem. Tak?
-Tak. Powinnaś mu o tym powiedzieć to za daleko zaszło.
-Przecież to jego przyjaciel, a on za to co zrobił zabiję go.
-Alice, musisz mu o tym powiedzieć. Nie możesz patrzeć na konsekwencje.
-Nie mogę mu tego zrobić.
-A pomyślałaś o tym co by się stało jakbym nie wrócił. Pieprzyłby cię teraz nie zważając na twój histeryczny płacz i twoje liczne prośby i błagania.
-Nie mogę tego zrobić.
-Alice, on go nie zabije. Porozmawiasz z nim, on się zdenerwuje, ale go nie zabije. Jedynie mogą dać sobie w twarz.
-Może masz i rację. Nie wiem. Nie wiem co mam robić.
-Jeżeli ty tego nie zrobisz to ja będę musiał to zrobić.
-Obiecałeś!
-Wiem, ale to zaszło za daleko, albo ja, albo ty. A zastanów się co będzie lepsze i bardziej korzystne.-rzekł i wyszedł zostawiając mnie samą w pokoju
Siedziałam na środku wielkiego łóżka i cicho łkałam. Całe ciało mnie bolało. Nie mogłam się uspokoić, cały czas biłam się z myślami.
-Co się stało?!-krzyknął wystraszony Luke, który wszedł do pokoju
Zaczęłam jeszcze bardziej płakać słysząc jego głos i wtuliłam się w jego tors, kiedy podszedł do naszego łóżka i na nim usiadł tuląc mnie do siebie
-Co się stało maleńka?-zapytał -Wszyscy Jesteście strasznie dziwni dzisiaj. Co się stało?-dokończył
-Muszę ci coś ważnego powiedzieć...

Jak myślicie? Alice powie o wszystkim Luke'owi czy nie? ;-) Głosujcie i Komentujcie! To bardzo motywuje. ;-) Pozdrawiam. ;-)

Trust MeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz