34

450 18 3
                                        

Siedziałam z Roberto w samochodzie, pod jednym z hoteli, hoteli, który nie należał do mnie ani nawet nie był związany z naszą rodziną. Nie mogliśmy odkryć, kto posiadał mój obraz ani w którym dokładnie był pokoju. Mimo to byliśmy bliżej niż w ciągu ostatnich tygodni.

- Jesteś pewien, że obraz tu jest?

- Tak, nadajnik wskazuje to położenie. 

- Może ktoś go znalazł...

- Laro, ukryli go nasi ludzie. Myślisz, że ktoś byłby w stanie go znaleźć?

- Nie wiem Rob... Skąd wiesz, że obraz ma dziś opuścić Stany?

- Narzeczona Martina pracuje na lotnisku, ktoś zgłosił, że zamierza dziś przewieźć takowy obraz. Nie widziała jego zdjęcia, jednak doskonale opisała. Podobno połowa obsługi była postawiona na nogi, bo ktoś zgłosił przewóz rejsowym lotem samolotu za dwie bańki. Sprawdziliśmy, żaden obraz w ostatnim czasie nie sprzedał się w tej cenie.

- O której to ma być?

- Lot za pięć godzin, za trzy godziny obraz ma być na lotnisku. 

- Byle by tym razem nic się nie wywaliło.

- Nie wywali. Ty jesteś Tu. Flavio w Seattle. Nawet jeśli ktoś wyląduje w szpitalu, nie będzie to na tyle ważne... No, chyba że Twoja matka.

- Dla mojej matki stąd nie odjadę. Nie stracę go po raz drugi — wyznałam, dla ojca odjechałam i odjechałabym teraz znowu. Jednak dla mojej matki nie. Nigdy nie byłam z nią dość blisko, by pędzić na złamanie karku, jeśli coś jej się stanie. A po jej ostatnich akcjach, nie zamierzałam zmieniać tego zdania. Jeśli wyląduje w szpitalu, wyślemy tam kogoś z naszych ludzi, a ja dojadę po wszystkim, lub nie.

Zerknęłam na telefon. Flavio odezwał się do mnie tylko raz, gdy wylądowałam, pytając, czy wszystko w porządku. Teraz telefon od kilku godzin milczał. Ja w głowie natomiast rozważałam różne scenariusze. Flavio należał do mężczyzn, którzy do pracy wychodzili co najmniej w koszuli, dziś jego strój był luźniejszy. Wiedziałam, co to oznacza, martwiłam się o niego, w pewnych momentach łapałam się na tym, że moje myśli uciekały do niego, częściej niż chciałam, nie zamierzałam się jednak do tego przyznawać. 

- Lara?

- Tak?

- Mówię do Ciebie od dwóch minut, słuchasz?

- Przepraszam... powtórzysz?

Mężczyzna się zaśmiał i pokręcił głową, a chwile później pokazał mi telefon. Raport, który miał załączony dotyczył stanu realizacji inwestycji w hotelu, wzięłam telefon do ręki by szybko przejrzeć jego zawartość. Pracę w mniej oficjalnej części posuwały się do przodu szybciej, niż wskazywał harmonogram, znacznie gorzej było z częścią oficjalną, w której wciąż nie zakończono etapu pierwszego. Wściekła zerknęłam na towarzysza, by zobaczyć jego rozbawioną minę.

- Ewidentnie nie podoba Ci się to, co widzisz.

- A jak ma mi się podobać, tym tempem to oni za trzy lata nie skończą. 

- Możemy zmienić wykonawcę. Mam dwie oferty, ale musiałabyś je zaakceptować — wyznał i zabrał mi telefon.

- Masz je tu?

- Nie, są w gabinecie w Twoim domu.

- Potem na nie zerknę — patrząc na godzinę, nie byłam pewna czy zdążę, jednak godzina obsuwy w powrocie do Seattle nie byłaby zła, biorąc pod uwagę, że alternatywą było pogrążenie hotelu w remoncie na trzykrotnie dłuższy czas, niż planowany harmonogram. 

Hidden secretsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz