44

101 4 0
                                        

Nie spałam dobrze tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, nasłuchując kroków, których nigdy nie usłyszałam. Flavio nie przyszedł do sypialni. Nie zdziwiło mnie to, ale nie zmieniało to faktu, że rozczarowanie osiadło mi na piersi jak ciężki głaz. Złość przyszła później. Gdy zamknęłam oczy i uświadomiłam sobie, że pozwalam mu kontrolować to, jak się czuję.

A przecież nie taka byłam. Nie taka miałam być.

Gdy rano stanęłam przed lustrem, widziałam w nim kobietę, którą chciałam z powrotem odzyskać. Silną. Niezależną. Taką, której nie da się zamknąć w złotej klatce, nawet jeśli ta klatka była wygodna.

Pijąc kawę, podjęłam decyzję.

Nie będę czekać, aż Flavio zdecyduje, kim mam być. Sama podejmę tę decyzję.

Arnold Whitmore dał mi propozycję, która mogła być moim pierwszym krokiem do budowania własnego imperium. I zamierzałam ją wykorzystać.

Po śniadaniu udałam się do gabinetu Flavia. Nigdy mi go nie zabronił. Wręcz przeciwnie – na początku naszego pobytu w Seattle powiedział, że mogę z niego korzystać. W tamtym czasie traktowałam to jako ukłon w moją stronę, gest, który miał pokazać, że nadal mogę być częścią tego świata. Dziś widziałam to inaczej. To była luka w jego kontroli. Luka, którą mogłam wykorzystać.

Usiadłam za biurkiem i włączyłam laptopa. Przeciągły szum wentylatora i błysk ekranu były pierwszymi oznakami, że to, co robię, zaczyna się na serio. Jeśli miałam podjąć się współpracy z Arnoldem, musiałam być przygotowana. Seattle było miastem perspektyw, ale też ryzyka.

Sięgnęłam po skórzany notes i pióro. Przez lata nauczyłam się jednego – elektronika to iluzja bezpieczeństwa. Telefon mógł zostać przejęty, chmura zhakowana, e-maile przechwycone. Papier był pewniejszy. Papier można było spalić.

Na pierwszej stronie zapisałam jedno słowo: Ekskluzywność.

Lokalizacja.
Kliknęłam w pierwszą listę ofert nieruchomości. Seattle było pełne nowych inwestycji, ale większość miejsc, które się nadawały, była już zajęta przez wielkie korporacje lub rekiny rynku. Przewinęłam kolejne strony i zaczęłam zawężać wybór.

– Śródmieście odpada – mruknęłam do siebie. Zbyt oczywiste. Kluby dla elit nie mogą wyglądać jak kolejny luksusowy bar. Muszą mieć nutę tajemnicy.

Podkreśliłam kilka potencjalnych lokalizacji. Stara rezydencja na obrzeżach centrum, penthouse w nowym drapaczu chmur, dawny teatr wymagający renowacji. Każde z tych miejsc miało swoje zalety i wady, które skrupulatnie zapisałam w notesie.

Ryzyko i zagrożenia.
Nie istniał biznes, który nie niósłby ze sobą ryzyka – a ten był szczególnie wrażliwy.

– Regulacje prawne – zapisałam. Ekskluzywne kluby działały na cienkiej granicy prawa. Musiałam upewnić się, że lokal będzie działał jako prywatne miejsce spotkań, a nie publiczny bar. Trzeba było znaleźć sposób, by nie podpaść stanowym regulacjom dotyczącym hazardu i alkoholu.

– FBI – zatrzymałam się przy tym punkcie, stukając końcem pióra w papier.
Każdy, kto prowadził interesy w kręgach, w których obracałam się ja, wiedział, że prędzej czy później FBI zacznie się interesować tym, co robisz. Jeśli miałam wejść w coś dużego, musiałam upewnić się, że nie zostawię żadnego śladu, który mógłby zaprowadzić ich do mnie.

Sięgnęłam po telefon i włączyłam przeglądarkę.
Przepisy dotyczące prywatnych klubów w Seattle były jasne – zamknięta lista członków, brak oficjalnej reklamy, odpowiednie licencje. Problemem była skala. Im większe pieniądze, tym większe zainteresowanie ze strony federalnych.

Hidden secretsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz