Szum rozmów wokół nas powoli przycichał, gdy wszyscy wracali na swoje miejsca. Richard z Williamem nie kwapili się do zakończenia rozmowy, a ja nie zamierzałam być tą, która to zrobi. Czułam na sobie ich spojrzenia, czułam napięcie tej chwili – to była gra, w którą postanowiłam zagrać.
– Więc, Lara – odezwał się w końcu William, splatając dłonie na stole i przyglądając mi się z zainteresowaniem. – Mówisz, że inwestycje to coś, co cię interesuje?
Uśmiechnęłam się lekko, upijając łyk whisky.
– Nie tylko interesuje, ale i fascynuje. W odpowiednich rękach inwestycje mogą być czymś więcej niż tylko sposobem na pomnożenie majątku. To strategia, to przewidywanie ruchów rynku, a czasem wręcz kontrolowanie go. – Odstawiłam szklankę i spojrzałam na niego z zaciekawieniem. – Ale myślę, że dobrze o tym wiesz.
William uniósł brwi, jakby moje słowa go zaciekawiły. Richard zaśmiał się cicho, opierając łokieć na stole.
– Rzadko spotykamy kobiety, które rozumieją ten świat tak dobrze jak ty. Właściwie to rzadko spotykamy kogoś, kto potrafi mówić o tym w tak niebanalny sposób.
Uśmiechnęłam się lekko. Wiedziałam, że to, co powiedział, było zarówno komplementem, jak i testem. W tym świecie nikt nie dawał nic za darmo. Każde słowo miało wagę. Każda uwaga mogła być pułapką.
– Może dlatego, że większość ludzi skupia się na tym, co tu i teraz – odparłam, unosząc lekko podbródek. – A prawdziwa gra toczy się na poziomie tego, co wydarzy się za pięć, dziesięć lat. Pieniądze dziś to tylko środek do władzy jutra.
William zmrużył oczy, a na jego ustach pojawił się cień uśmiechu.
– Władza. Interesujące spostrzeżenie.
Nie zdążył jednak powiedzieć nic więcej, bo nagle do rozmowy włączył się trzeci mężczyzna. Przez cały ten czas był jedynie uważnym słuchaczem, ale teraz uznał, że nadszedł jego moment.
Arnold spojrzał na mnie z zainteresowaniem, którego nie potrafiłam jeszcze rozgryźć. Miał w sobie coś, co odróżniało go od Richarda i Williama – była to nie tylko charyzma, ale i specyficzna powściągliwość, jakby obserwował otoczenie z dystansu, by ocenić, kto jest wart jego czasu.
– Pozwól, że się przedstawię – odezwał się w końcu. – Arnold Whitmore. Inwestor. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu człowiek starej Europy.
Miał akcent, którego nie potrafiłam od razu umiejscowić – angielski płynny, ale z lekkim, eleganckim zaśpiewem. Wyglądał na kogoś, kto widział wiele i przeżył wystarczająco dużo, by wiedzieć, komu można ufać, a komu nie.
– Europa – powtórzyłam z lekkim zainteresowaniem. – W jakich branżach pan inwestuje?
Uśmiechnął się, jakby moje pytanie było testem, a ja właśnie zdobyłam pierwszy punkt.
– Przez lata angażowałem się w wiele sektorów – finanse, nieruchomości, luksusowe dobra. Ale teraz skupiam się na bardziej ekskluzywnych przedsięwzięciach. Kluby dla elit, kasyna, miejsca, które oferują coś więcej niż tylko luksus – atmosferę, dostęp do określonego kręgu ludzi.
Zerknęłam na Richarda i Williama – obaj słuchali w skupieniu, ale to ja byłam adresatem tej rozmowy.
– I uważa pan, że Seattle to odpowiednie miejsce na coś takiego? – zapytałam, przyjmując jego ton – uprzejmy, ale nieugięty.
– A co pani sądzi? – Oparł się wygodniej w fotelu, jakby czekał na prawdziwą odpowiedź.
Przez moment milczałam, pozwalając sobie na krótką analizę. Seattle było miastem rosnących fortun, technicznych gigantów i starych pieniędzy, które wciąż dominowały w jego strukturach. Było miejscem, gdzie można było zbudować coś wyjątkowego, ale trzeba było wiedzieć, jak rozegrać swoje karty.
CZYTASZ
Hidden secrets
JugendliteraturW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
