42

83 9 0
                                        

Cisza w sypialni była niemal namacalna. Zegar na ścianie odmierzał kolejne minuty, a delikatne światło latarni wpadało przez niezasłonięte okna, kładąc cienie na podłodze. Leżałam na boku, odwrócona plecami do drzwi, starając się zmusić do snu, ale myśli nie dawały mi spokoju.

Gdy klamka cicho kliknęła, moje ciało mimowolnie zesztywniało. Nie ruszyłam się jednak, nie chciałam dać po sobie poznać, że nie śpię. Kroki były ciche, niemal bezgłośne, ale wiedziałam, kto wszedł do pokoju. Flavio.

Przez ostatnie dni spał w swoim gabinecie lub wracał, gdy słońce było już wysoko na niebie. Tym razem było inaczej. Był tutaj. W mojej sypialni.

Łóżko lekko ugięło się pod jego ciężarem, gdy usiadł na brzegu. Czułam jego obecność tak intensywnie, że niemal mogłabym przysiąc, że dotykał mnie samym spojrzeniem. Przez kilka sekund panowała cisza, potem delikatne muśnięcie – jego dłoń przesunęła się po moich włosach.

Nie było w tym nic nachalnego. Był to gest niemal nieświadomy, jakby chciał się upewnić, że istnieję, że naprawdę tu jestem. Palce powoli oplatały kosmyki moich włosów, gładziły je, a ja musiałam się powstrzymać, by nie zdradzić się z tym, że nie śpię. Serce waliło mi w piersi, choć oddech miałam spokojny.

Nie wiedziałam, czego szukał w tym geście. Może spokoju. Może odpowiedzi, której nie potrafił znaleźć w ciągu dnia. A może po prostu siebie samego w tym, co nas łączyło. Bo cokolwiek to było, wciąż tu było. Niezależnie od jego prób odsunięcia mnie od wszystkiego, od struktury, od tego, co znałam i w czym się wychowałam – wciąż był między nami ten niemy magnetyzm, którego oboje nie potrafiliśmy zgasić.

Trwał tak przez chwilę, a potem powoli odsunął rękę. Odetchnął cicho, niemal niezauważalnie, i położył się obok, choć wciąż zachowywał dystans. Nie przyciągnął mnie do siebie. Nie dotknął więcej. Ale czułam ciepło jego ciała, czułam ciężar jego obecności. I to wystarczyło.

Gdy zaczęło świtać, obudził mnie ledwie słyszalny szelest. Flavio podniósł się ostrożnie, jakby nie chciał mnie zbudzić. Mój oddech pozostał równy, nie poruszyłam się, choć byłam w pełni świadoma tego, jak cicho wstaje, poprawia kołdrę i wymyka się z pokoju, zanim pierwszy promień słońca wpadnie przez okno.

Gdy drzwi cicho się zamknęły, otworzyłam oczy. Wpatrywałam się w sufit, czując wciąż echo jego obecności.

Nie miałam pojęcia, co to oznaczało. Ale wiedziałam jedno.

On jeszcze nie zrezygnował.

Następnego dnia Flavio wrócił do swojego chłodnego dystansu, ale tym razem zauważyłam subtelne różnice. Obserwował mnie uważniej. Gdy myślał, że nie patrzę, jego wzrok zatrzymywał się na mnie dłużej niż powinien. Było w nim coś, czego nie potrafiłam nazwać – jakby toczył w sobie walkę, którą sam sobie narzucił.

Następnego dnia Flavio wrócił do swojego chłodnego dystansu, ale tym razem zauważyłam subtelne różnice. Obserwował mnie uważniej. Gdy myślał, że nie patrzę, jego wzrok zatrzymywał się na mnie dłużej niż powinien. Było w nim coś, czego nie potrafiłam nazwać – jakby toczył w sobie walkę, którą sam sobie narzucił.

Nie pytałam, co to znaczyło. Nie chciałam słyszeć odpowiedzi, na którą mogłam nie być gotowa.

Tego dnia od rana załatwiałam ostatnie sprawy związane z mieszkaniem, do którego mieliśmy się przenieść za dwa dni. Remont, który miał trwać cztery dni, przeciągnął się do niemal dwóch tygodni, ale w końcu mogłam przejść się po wnętrzach i zobaczyć efekt końcowy. Flavio, choć od tygodnia przejął wszystkie sprawy związane z biznesami po moim ojcu, zostawił mi to mieszkanie – bo nie było związane z mafią. Chciał, żebym się nim zajęła, a ja, choć udawałam, że to drobna decyzja, podświadomie wiedziałam, że było to częścią jego planu.

Hidden secretsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz