Flavio spojrzał na mnie, a jego wzrok był jak ostrze – ostry, przenikliwy, pełen żaru, który mógł zarówno poparzyć, jak i zamrozić. Wciąż widziałam w nim gniew, ale nie był już tak jednoznaczny. Pod warstwą złości czaiło się coś jeszcze – niezrozumienie, frustracja, a może nawet coś, co wyglądało na strach.
Nie spuszczał ze mnie oczu, a ja czułam, jak napięcie między nami gęstnieje z każdą sekundą. W powietrzu unosiło się niewypowiedziane pytanie, a kiedy w końcu się odezwał, jego głos był szorstki, niemal chropowaty:
– Od kiedy?
Tylko dwa słowa, a jednak niosły w sobie wszystko – oskarżenie, zdumienie, cień zawodu, którego może nawet nie chciał czuć.
Uniosłam podbródek, nie pozwalając, by mój własny niepokój znalazł ujście w drżeniu głosu czy uniku spojrzenia. Nie zamierzałam się bronić ani tłumaczyć – nie miałam powodu.
– Od dnia moich dwunastych urodzin – powiedziałam cicho, ale pewnie.
W moim głosie nie było wahania, choć sama myśl o tym dniu zawsze przywoływała w mojej pamięci dreszcz emocji, które wtedy czułam. Tamten moment był jak przekroczenie progu między dzieciństwem a czymś większym, czymś, co miało mnie ukształtować na resztę życia.
Flavio zamarł, jego źrenice rozszerzyły się nieznacznie, jakby właśnie dostał cios, którego się spodziewał, a mimo to nie potrafił go przyjąć bez szarpnięcia. Widziałam, jak napięcie w jego ramionach rośnie, jak zaciska szczękę, ale nie zadaje kolejnego pytania. Czekał.
Czekał, aż sama powiem więcej.
Wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że to moment, w którym mogłam powiedzieć mu – albo zamknąć się w sobie na zawsze.
– Mój ojciec mnie nie chciał – zaczęłam cicho, choć w środku czułam się tak, jakbym właśnie otwierała ranę, która nigdy się do końca nie zabliźniła. – Gdy się urodziłam, zamierzał się mnie pozbyć. Nie mieściłam się w jego planach, bo miał być syn. Następca. Ktoś, kto przejmie po nim schedę.
Słowa paliły mnie od środka, ale wypowiadałam je z pozornym spokojem. Nauczyłam się już dawno nie pokazywać, jak bardzo coś mnie rani.
Flavio drgnął. Jego palce zacisnęły się w pięść, a szczęka napięła.
– Co? – jego głos był cichy, ale brzmiało w nim coś, co przypominało ostrzeżenie.
Uniosłam wzrok, spotykając jego spojrzenie.
– Lodovica ledwo przeżyła ciążę – kontynuowałam, ignorując piekący ucisk w piersi. – Po moim porodzie lekarze powiedzieli, że nie będzie już więcej dzieci. Przez trzy lata próbowali. Przed moim urodzeniem też próbowali. Ale się nie udało.
Przełknęłam ślinę, czując, jak w moim gardle narasta gula.
– Wiesz, co to znaczy w takim świecie jak nasz? – spytałam cicho, ale bez oczekiwania na odpowiedź. – Mężczyźni z naszej krwi nie mają córek. Mają synów. A jeśli już pojawia się dziewczynka, trzymają ją z dala od tego świata.
Zamilkłam na moment, pozwalając, by wspomnienia wypłynęły z zakamarków mojej pamięci.
– Mój ojciec był inny. Na początku mnie odrzucał. Wiesz, że przez pierwsze tygodnie nawet nie spojrzał na zdjęcia USG? Wyszedł z gabinetu ginekologa kilka minut po tym jak dowiedział się, że będzie miał córkę a nie syna. Kiedy się rodziłam, powiedział do kolegów, że "utopi drącego ryj bachora", bo nie zamierza mieć córki. Przez lata mu to wypominali. Ci sami mężczyźni, którzy przy każdym spotkaniu próbowali przekonać go, by oddał mnie za żonę ich synom.
CZYTASZ
Hidden secrets
Novela JuvenilW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
