Wracałem do domu z napiętymi mięśniami i ciężarem w klatce piersiowej, który nie ustępował, choć droga powinna dać mi czas na uporządkowanie myśli. Powinna, ale nie dała.
Każdy metr pokonywany przez samochód przypominał mi o tym, jak bardzo spieprzyłem wszystko, co miało znaczenie.
Dłonie na kierownicy zaciskały się odruchowo, a im bliżej byłem, tym mocniej pulsowało we mnie jedno pytanie.
Czy jeszcze nie jest za późno?
Nie chciałem odpowiedzi.
Chciałem nadziei.
Zatrzymałem się na podjeździe, ale przez chwilę nie wysiadłem. Oparłem głowę o zagłówek i przymknąłem oczy, biorąc głęboki wdech. Powietrze było gęste od niewypowiedzianych słów, które musiały w końcu wybrzmieć.
Nie mogłem już dłużej udawać, że to, co czułem, było czymś, co da się zagłuszyć.
Wysiadłem, zatrzaskując drzwi za sobą, i wszedłem do środka.
Dom był cichy. Zbyt cichy.
Przeszedłem przez korytarz, kierując się do salonu, gdzie znalazłem ją – siedziała na kanapie, z nogami podciągniętymi pod siebie, przeglądając coś na telefonie. Kiedy mnie zobaczyła, nie uniosła wzroku od razu, ale zauważyłem, jak jej palce na sekundę się zacisnęły, jakby podświadomie przygotowywała się na tę rozmowę.
Stanąłem kilka kroków od niej, czując, jak całe napięcie dnia zbiera się we mnie, ale nie pozwoliłem mu przejąć kontroli.
Powoli podszedłem i położyłem notes na stole przed nią.
– Zostawiłaś to w moim gabinecie – powiedziałem cicho.
Podniosła wzrok i spojrzała na notes, a potem na mnie. Jej spojrzenie było spokojne, ale widziałem w nim dystans, którego nie potrafiłem znieść.
Nie czekałem, aż coś powie.
– Dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie? – zapytałem, a mój głos był bardziej chropowaty, niż zamierzałem.
Lara powoli się wyprostowała.
– A dlaczego miałam to zrobić? – Jej głos był równy, ale w jej oczach zobaczyłem coś, co uderzyło we mnie mocniej niż jakiekolwiek słowa.
Rozczarowanie.
– Bo mogłem ci pomóc.
Pokręciła głową i uśmiechnęła się, ale ten uśmiech nie miał w sobie ani krzty ciepła.
– Pomóc mi? – powtórzyła. – Flavio, w Seattle jestem trzy miesiące. W tym czasie dałeś mi do zrozumienia, że nie mam tu miejsca, nie mam głosu i nie mam prawa decydować o własnym życiu. Wiesz, ile razy mogłeś mi pomóc? Ile razy mogłeś dać mi chociaż cień wsparcia?
Zacisnąłem szczękę.
– To nie tak...
– Nie? – Wstała, a jej sylwetka stała się jeszcze bardziej wyprostowana, jeszcze bardziej zamknięta. – Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ty naprawdę myślałeś, że robisz to dla mnie.
Otworzyłem usta, ale nie dała mi dojść do słowa.
– Przylecieliśmy tu trzy miesiące temu i obiecałeś mi wtedy jedno – że będę mogła pracować. Że będę mogła coś stworzyć. Że mam wybór. Pamiętasz? – Jej głos był cichy, ale każdy wyraz wbijał się we mnie jak nóż.
Oczywiście, że pamiętałem.
– I co zrobiłeś? – kontynuowała. – Zabroniłeś mi tego. Odsunąłeś mnie od wszystkiego. Wpychałeś mnie w towarzystwo kobiet, które nie mają nic wspólnego z moim światem. Każde twoje działanie pokazywało mi jedno: że nie jestem partnerem. Jestem obowiązkiem.
CZYTASZ
Hidden secrets
Teen FictionW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
