Dotarłam na lotnisko kilka minut przed dwudziestą. Zmęczenie ściskało moje ciało jak zbyt ciasny gorset, ale adrenalina nie pozwalała mi się zatrzymać. Przekroczyłam terminal z jedną myślą – zdążyć. Nie mogłam pozwolić sobie na kolejny dzień w San Jose. Musiałam wrócić do Seattle, do domu, który – choć jeszcze niedawno wydawał mi się obcy – coraz bardziej stawał się moim własnym miejscem.
Przyspieszyłam kroku, mijając kolejne bramki. Nie miałam przy sobie nic oprócz telefonu i torebki. Wszystko inne mogło poczekać. Liczyło się tylko to, że dotarłam na czas. Gdy znalazłam się na pokładzie samolotu, załoga powitała mnie uprzejmymi uśmiechami, ale w ich oczach dostrzegłam lekkie zaskoczenie. Wiedzieli, że mogłam się nie pojawić.
– Pani Locatelli, cieszymy się, że zdążyła pani na lot – powiedział główny steward, skinąwszy mi lekko głową. – Powiadomię pana Flavio, że wracamy do Seattle.
Skinęłam głową, nie odpowiadając. Rozejrzałam się po wnętrzu kabiny, starając się ukryć swoje myśli za maską spokoju. Dwóch ochroniarzy, ci sami, którzy byli ze mną w hotelu, siedziało na swoich miejscach z tyłu, zamaskowani profesjonalizmem, jak zawsze. Ich obecność była niemal niezauważalna, ale dla mnie – niepokojąca. Widziałam, jak ich oczy śledzą każdy mój ruch, jakby próbowali wyczytać coś z mojej postawy, z mojego spojrzenia. Kiedy usiadłam na fotelu, zauważyłam, jak wymieniają krótkie spojrzenia, a ich ramiona zdają się rozluźniać. Jakby obawiali się, że w ostatniej chwili zmienię zdanie. Jakby nie wierzyli, że naprawdę mam odwagę, by wsiąść do tego samolotu.
Nie dziwiłam się im. Przez cały dzień kluczyłam, nie mogąc się zdecydować. Jeszcze parę godzin temu, po sytuacji z pradziadkiem, a właściwie nie samej sytuacji z nim a tym, że przed jego pokojem stali oni, sądziłam, że nie dam rady wrócić. Czułam, jak strach mnie paraliżuje, bałam się pytania o strzał, który padł. Zastanawiałam się, czy jestem w stanie jeszcze raz stanąć twarzą w twarz z tym, co mnie czeka w Seattle.
Z każdym krokiem na lotnisko miałam wrażenie, że coś w moim wnętrzu pęka, jakby każda część mnie krzyczała „nie". To nie była decyzja, którą można było podjąć lekkomyślnie. Moje serce biło w przyspieszonym rytmie, a moje myśli gnały w każdą stronę. W tej chwili naprawdę wierzyłam, że strach mnie pokona. Że nie będę w stanie zmierzyć się z prawdą, z którą się zmierzyć musiałam. W ostatnich tygodniach powoli nauczyłam się, że emocje nie są złe, choć całe życie je skrywałam, choć nawet teraz to robiłam, to pozwalałam teraz uderzyć im mnie wewnętrznie.
Zamiast dalej rozmyślać – odwróciłam wzrok od ochroniarzy i spojrzałam w szybkę samolotu. W mojej głowie wciąż kłębiły się wątpliwości, ale postanowiłam je ignorować. Przynajmniej na razie. Trzeba było jechać. Trzeba było wrócić.
Opadłam na fotel i zamknęłam oczy. Nie mogłam uciec od myśli, które kłębiły się w mojej głowie. Spotkanie z pradziadkiem, świadomość, że moja matka coraz bardziej staje się narzędziem w rękach Giovanniego Morettiego. On zawsze był mistrzem manipulacji. Teraz używał jej, by osiągnąć swój cel – odzyskać władzę, którą stracił lata temu. Nie miało znaczenia, ile osób przy tym zrani. Chciał podporządkować sobie wszystko, łącznie z majątkiem Locatellich. A moja matka... nigdy tego nie dostrzegała. Może nawet nie chciała dostrzegać.
Zacisnęłam dłonie na podłokietnikach. Nie mogłam na to pozwolić. Przez całe życie walczyłam o swoją niezależność. Byłam silna i nie zamierzałam oddać wszystkiego, na co tak ciężko pracowałam. Ale byłam też zmęczona. Zmęczona ciągłą walką, ciągłym napięciem, ciągłym strachem, że jedno złe posunięcie może wszystko zniszczyć. A teraz bałam się najbardziej tego, że Flavio dowie się prawdy nie ode mnie.
Flavio był Donem, rządził swoim światem żelazną ręką, a jego autorytet opierał się na niekwestionowanej władzy. W swojej roli był pewny siebie, nieznoszący sprzeciwu, zawsze gotów podjąć decyzje, które prowadziły jego rodzinę do jeszcze większej dominacji. W Seattle był panem sytuacji, a jego wola była prawem. Był przygotowany na to, że jego żona będzie tą, którą widział w oczach innych – milczącą ozdobą, podporządkowaną jego światu, jak wszystkie inne kobiety w tym męskim kręgu.
CZYTASZ
Hidden secrets
Fiksi RemajaW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
