Ostatnie dni były jak balansowanie na linie nad przepaścią. Flavio się ode mnie oddalał, choć nigdy nie powiedział tego wprost. Czułam to w sposobie, w jaki na mnie patrzył – nie jak na swoją narzeczoną, lecz jak na zagadkę, której nie potrafił rozwikłać. Kiedyś jego dotyk był pewny, teraz unikał go niemal instynktownie. Miałam wrażenie, że coś go dławi, że dusi go niepewność, ale nie chciał się przede mną otworzyć. Nie wiedziałam, czy to dlatego, że zobaczył we mnie kogoś, kogo się nie spodziewał, czy dlatego, że bał się tego, co między nami mogło się stać.
Nie pytałam. Nie chciałam naciskać.
Zamiast tego skupiłam się na tym, co było pewne. Na studiach, które zaczynałam za kilka miesięcy. Na książkach, które powinnam przeczytać, na materiałach, które musiałam przejrzeć. Każdego ranka układałam sobie plan dnia, żeby mieć coś, czego mogłam się trzymać. Powinnam czuć ekscytację, ale jedyne, co czułam, to pustka.
Flavio z każdym dniem coraz bardziej zatracał się w pracy. Czasem znikał na całe noce, a kiedy wracał, pachniał dymem cygar i zmęczeniem. Widziałam to po jego oczach, po zaciśniętej szczęce. Czułam, jak coś między nami się zmienia, ale nie wiedziałam, jak to powstrzymać.
Było późno, gdy weszłam do mieszkania. W powietrzu unosiła się woń deszczu, który Seattle rozdawało w nadmiarze, a moje buty zostawiały mokre ślady na korytarzu. Nie spieszyłam się. Od dłuższego czasu nic nie robiłam w pośpiechu. Wszystko było wyważone, spokojne. Może nawet zbyt spokojne. Dziś postanowiłam nie siedzieć w domu wieczorem, był on zbyt pusty gdy Flavio znikał popołudniami, by wrócić dopiero nad ranem, więc doszłam do wniosku, że skontrolowanie stanu prac na naszym przyszłym mieszkaniu będzie świetnym pomysłem.
Przez ostatnie dni czułam, jak z każdą godziną coraz bardziej znikam w tle. Flavio nie był zimny, ale też nie był taki jak wcześniej. Był... jeszcze bardziej odległy. Nie wiedziałam, czy robił to celowo, czy po prostu taka była jego reakcja na to, co mu powiedziałam. Nie naciskałam. Nie chciałam tego zepsuć jeszcze bardziej.
Wiedziałam, że powinnam skupić się na studiach, na przeprowadzce, na normalnym życiu, ale im bardziej próbowałam, tym mocniej czułam, że tracę równowagę.
Otworzyłam drzwi i już w momencie, gdy przekroczyłam próg, poczułam, że coś jest inaczej.
Nie był to strach – był instynkt. Ten sam, który mówił mi, kiedy nie ufać nieznajomemu na ulicy, kiedy nie wchodzić do pokoju, kiedy ktoś kłamał prosto w oczy. Zatrzymałam się w miejscu, przyzwyczajając wzrok do półmroku.
A potem zobaczyłam go.
Siedział w salonie, na jeszcze zafoliowanej sofie, zupełnie swobodnie, jakby nie było w tym nic dziwnego. Jego garnitur był idealnie skrojony, jak zawsze, ale dostrzegłam, że rękawy koszuli miał podwinięte, a na stole stała szklanka z whisky – moja whisky, z barku, którego jeszcze nie zdążyłam sama użyć.
Roberto.
Odchylił się w fotelu i powoli uniósł na mnie wzrok, a na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Ten sam uśmiech, który nosił od lat – jakby wszystko było pod kontrolą, nawet jeśli właśnie wywracał mi życie do góry nogami.
– Musimy porozmawiać – powiedział spokojnie.
Nie ruszyłam się z miejsca.
– Co ty tutaj robisz? – zapytałam, mimo że odpowiedź była oczywista.
– Przyleciałem. Delegacja Syndykatu, sprawy biznesowe. Ale to akurat najmniej istotna część.
Westchnęłam cicho i zamknęłam drzwi za sobą. Oczywiście, że to nie były tylko sprawy biznesowe.
CZYTASZ
Hidden secrets
Novela JuvenilW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
