39

68 4 1
                                        


- Flavio... posłuchaj – próbowałam w jakiś subtelny sposób wytłumaczyć mu złożoność tej sytuacji, ale czułam, że każda moja próba tylko pogarszała sprawę. – Roberto nie jest...

-Jest! Jest winny tej sytuacji! Do cholery Lara, mogłaś zginąć! Wiem, że jesteś silna, wiem... wiem, że jesteś niezależna... ale...

- Nie ma „ale", Flavio! – przerwałam mu, czując, jak gniew zaczyna mi kipieć w piersi. Każde jego słowo wzbierało we mnie falę złości, jakby nie rozumiał, że to ja podejmuję decyzje w swoim życiu, nie on. – No właśnie, nie ma „ale"!

Flavio chciał odpowiedzieć, ale tego nie zrobił. W jego oczach dostrzegłam rozczarowanie, a złość wciąż kotłowała się w jego ciele, ale nie dawałam mu teraz przestrzeni na to. Byłam już zmęczona jego reakcjami, zmęczona tym, że nigdy nie zrozumie moich wyborów w pełni, jeśli nie pozwolę mu wiedzieć kim jestem.

- Nie pozwolę, by ktokolwiek Cię narażał. Jak mogłaś pozwolić im na to? Mogłaś poczekać w aucie, cholera Lara! Czy rozumiesz, że mogła Ci się stać krzywda? – jego głos był pełen frustracji, jakby już nie mógł powstrzymać tego wybuchu.

Nie wytrzymałam. Wzięłam głęboki oddech, starając się nie eksplodować, ale nie pozwalałam, by to, co czuję, zostało zignorowane. Położyłam mu ręce na ramionach, tak, jakbym chciała go zatrzymać, ale też powiedzieć: „dość".

- Flavio – moje słowa były zimne, zdecydowane, ale wciąż pełne uczucia, choć wiedziałam, że on tego nie poczuje. – To była moja decyzja. Od zawsze to były moje decyzje. I wiem, że cię to boli, ale... nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć. Nie mogę.

Dłońmi wciąż trzymałam jego policzki, czując ich ciepło, ale wiedziałam, że to już nie wystarczy. Moja decyzja była nieodwołalna. Zawsze byłam niezależna, zawsze podejmowałam decyzje, które zmieniały bieg mojego życia, choć nie zawsze były łatwe. Czułam, jak jego złość wciąż mnie zalewa, ale to była tylko część prawdy. Prawda, którą on musiał zrozumieć. „To była moja decyzja, Flavio" – powtarzałam to w myślach, jak modlitwę, bo czułam, że to nie będzie tylko nasza rozmowa. To miało znaczenie dla naszej przyszłości, naszej rodziny. Nie mogłam teraz się cofnąć. Nie mogłam pozwolić, żeby cokolwiek lub ktokolwiek mnie zatrzymał. Flavio milczał przez chwilę, wciąż wpatrując się w moją twarz, jakby próbując odnaleźć sens w moich słowach.

- Gdyby Twój ojciec żył... – zaczął, ale szybko mu przerwałam, jego słowa bolały, bo wiedziałam, że miał rację, przynajmniej częściowo. Chciał dobrze, chciał, by wszystko było łatwiejsze, byśmy się nie musieli zmagać z tą rzeczywistością. Ale życie nie jest proste. My nie jesteśmy prości. Widziałam, jak jego oczy się szklą, jak złość się w nim gotuje, ale to nie była złość na mnie. To była frustracja, że nie potrafił mnie ochronić. Nie potrafił zrozumieć, że nie potrzebuję ochrony. Że potrzebuję być sobą. I wtedy, zamiast odpowiedzieć mu od razu, dałam mu chwilę milczenia. To nie był moment na słowa. Chciałam, żeby poczuł to, co ja – że nie chodzi o prostą rozmowę. Chciałam, by to milczenie mówiło za mnie. Zamiast słów, pozwoliłam ciszy mówić za mnie, bo w końcu to ja musiałam zdecydować, co dalej. A ta decyzja była już podjęta.

- To nie byłoby tej rozmowy! – zawołałam, czując, jak moje cierpliwe podejście zaczyna pękać. Powoli traciłam cierpliwość, ale to nie był moment na złość. Chciałam się przed nim otworzyć, a on nie pozwalał mi tego zrobić. – Daj mi coś powiedzieć!

Flavio wstał gwałtownie, nie wytrzymując już tego napięcia. W jego oczach dostrzegałam gniew, ale nie na mnie. Złość, którą trzymał w sobie, była skierowana na Roberto, na Giovaniego. Ale to nie miało sensu. Dopóki nie da mi dojść do słowa, nie zrozumie.

Hidden secretsOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz