Siedząc za kierownicą, zaciskałem dłoń na skórzanej kierownicy, czując, jak napięcie pulsuje mi w skroniach. Ulice Seattle były puste o tej porze, światła miasta rozmywały się w deszczu, który leniwie spływał po przedniej szybie. W radiu cicho grała muzyka, ale nawet jej dźwięki nie były w stanie zagłuszyć myśli, które kotłowały się w mojej głowie.
Obok mnie, na siedzeniu pasażera, leżał notes Lary. Skórzana oprawa, elegancka, czarna. Gdy położyłem go tam, myślałem, że robię to bezwiednie. Ale nie było w tym przypadku.
Zabrałem go, bo chciałem znaleźć w nim coś, co usprawiedliwi moje obawy. Coś, co pozwoli mi powiedzieć ojcu, że miałem rację. Że moje decyzje były słuszne. Że trzymanie jej z dala od tego świata było jedynym właściwym wyborem.
Nie otworzyłem go ponownie. Nie teraz.
Silnik cicho pomrukiwał, gdy skręciłem w podjazd do posiadłości mojego ojca. Oświetlony budynek górował nad okolicą, a jego znajoma surowość w jakiś sposób sprawiała, że napięcie w moim ciele jeszcze bardziej się wzmogło.
Nieczęsto tu bywałem. Ostatnie miesiące były zbyt intensywne, a może po prostu unikałem tego, co mogłem tutaj usłyszeć. Może unikałem ojca, bo wiedziałem, że on zobaczy we mnie coś, czego nie byłem gotów przyznać na głos.
Zatrzymałem samochód i zgasiłem silnik, ale jeszcze przez chwilę nie wysiadałem. Spuściłem głowę, opierając dłonie na kierownicy.
Po co tu przyjechałem?
Po wsparcie.
Po potwierdzenie, że moje działania były słuszne.
Po zapewnienie, że nie popełniam błędu.
Ojciec siedział w swoim gabinecie, gdy wszedłem. Na jego biurku paliła się lampa, obok stała szklanka whisky, ale w jego postawie nie było zmęczenia. Wyglądał na człowieka, który czekał na coś – lub na kogoś.
Zatrzymałem się w progu, zamykając za sobą drzwi. Nie musiałem mówić, że przyszedłem bez zapowiedzi. On nigdy nie lubił zapowiedzi. Twierdził, że prawdziwe sprawy wymagają bezpośredniego działania, a nie umawiania się na wygodne terminy.
Podniósł wzrok znad dokumentów, które przeglądał. Jego spojrzenie było przenikliwe, ale wciąż spokojne, jakby analizował mnie już od momentu, w którym przekroczyłem próg.
– Flavio. – Odłożył papiery na bok i sięgnął po szklankę, biorąc niewielki łyk whisky. – Ciekawe, co sprowadza cię do mnie o tej porze.
Zacisnąłem szczękę. Nie miałem ochoty na uprzejmości.
– Chciałem porozmawiać o Larze.
Na moment zapadła cisza.
Ojciec uniósł brew, patrząc na mnie dłużej, niż było to konieczne.
A potem zrobił coś, czego się nie spodziewałem.
Uśmiechnął się.
Nie szyderczo. Nie z ironią.
To był uśmiech człowieka, który wiedział.
– W końcu – powiedział cicho, odkładając szklankę na biurko. – Spodziewałem się, że wcześniej czy później będziesz miał dość udawania, że ci na niej nie zależy.
Serce uderzyło mi mocniej w piersi, ale nie dałem tego po sobie poznać.
– Nie o to chodzi – warknąłem.
– Oczywiście, że nie – odparł spokojnie, jakby znał odpowiedź, zanim jeszcze zdążyłem ją wypowiedzieć. – Więc o co chodzi, synu? Przyszedłeś tu po błogosławieństwo? Czy może po pozwolenie, żeby w końcu przestać walczyć z czymś, co jest dla ciebie oczywiste?
CZYTASZ
Hidden secrets
Dla nastolatkówW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
