Wyszedłem z domu rodzinnego, zamykając za sobą ciężkie drzwi. Wciąż czułem spojrzenie ojca na plecach, choć już nic nie mówił. Nie musiał. Każde jego słowo osiadło we mnie jak ołów, rozrywając myśli od środka.
Chciałem wrócić do domu.
Miałem już wsiąść do samochodu, ale nie przekręciłem kluczyka. Siedziałem w milczeniu, opierając dłoń na kierownicy, wpatrując się w ciemność przed sobą. Czułem w klatce piersiowej coś, czego nie czułem od lat. Niepewność. Nie mogłem po prostu wrócić i spojrzeć Larze w oczy. Nie teraz.
Więc zacząłem jechać. Bez celu, bez planu. Mijałem znajome ulice, restauracje, budynki, które należały do mnie lub moich ludzi. To było moje miasto. Każdy lokal, każda nieruchomość, każda dzielnica – wszystko nosiło mój ślad.
A jednak teraz czułem się tu obco.
Na światłach zerknąłem w bok. Mój wieżowiec. Szklana twierdza, jeden z najbardziej prestiżowych budynków w Seattle. Na jego szczycie znajdowało się moje biuro – to, które rzadko odwiedzałem. Nie musiałem. Wszystkim zajmowali się moi ludzie.
A jednak teraz coś mnie tam ciągnęło. Podjąłem decyzję w ułamku sekundy. Skręciłem ostro, kierując się do podziemnego parkingu. Wysiadłem i ruszyłem w stronę wejścia. Jeden z ochroniarzy natychmiast podniósł wzrok znad monitorów. W jego spojrzeniu było wyraźne zdziwienie.
– Panie Santini... Nie spodziewaliśmy się pana o tej porze.
Zmrużyłem oczy.
– Nie sądzę, żebyście kiedykolwiek się mnie spodziewali – rzuciłem sucho i ruszyłem dalej.
Skaner rozpoznał mój odcisk palca, odblokowując drzwi do prywatnej windy. W milczeniu wjechałem na ostatnie piętro.
Gdy wszedłem do swojego biura, otoczyła mnie cisza.
Zimne światło lamp rzucało długie cienie na minimalistyczne wnętrze. Wszystko było na swoim miejscu. Biurko, skórzane fotele, przeszklona ściana z widokiem na nocne Seattle.
Nie było tu śladu chaosu.
Nie było tu śladu życia.
Zamknąłem drzwi i przez chwilę stałem w bezruchu. W końcu podszedłem do biurka i rzuciłem na nie notes Lary. Patrzyłem na niego, jakby był czymś obcym. Jakby nie pasował do tego miejsca. Odsunąłem fotel i usiadłem. Notes wciąż tam był. Wciąż czekał, aż go otworzę. Ale nie zrobiłem tego od razu.
Najpierw sięgnąłem po karafkę z whisky, nalałem sobie porcję i upiłem łyk. Alkohol rozgrzał mi gardło, ale nie rozjaśnił myśli. Dopiero wtedy sięgnąłem po notes i otworzyłem go na pierwszej stronie. Nie wiedziałem jeszcze, czego dokładnie szukałem. Ale im dłużej patrzyłem na staranne notatki, tym bardziej zaczynałem rozumieć jedną rzecz.
To nie była lista pomysłów.
To był plan.
I Lara Locatelli właśnie go realizowała.
Beze mnie.
Usiadłem głębiej w fotelu, trzymając notes w dłoniach. Przez chwilę tylko go przekładałem, nie skupiając się na żadnym konkretnym zapisie. Zamiast tego pozwoliłem, by myśli zaczęły krążyć wokół jednego pytania.
Dlaczego mnie to tak uwierało?
Powinienem być wściekły. Tak sobie wmawiałem. Powinienem czuć rozczarowanie, że Lara ukrywała przede mną swoje plany, że zamiast do mnie, poszła do Arnolda Whitmore'a. To była zdrada, prawda?
Nie.
Zacisnąłem dłoń na krawędzi notesu. To nie była zdrada.
To było coś o wiele gorszego.
CZYTASZ
Hidden secrets
Roman pour AdolescentsW świecie pełnym cieni nie ma miejsca na słabość. Gdy miałam 3 lata, wierzyłam, że jest moim bohaterem. Gdy miałam 6, zrozumiałam, że nie ma bohaterów - są tylko potwory. Gdy miałam 12, zaczęłam bać się sekretów szeptanych za zamkniętymi drzwiami. G...
