Przez te kilka lat Valentina zdołała na pamięć wyuczyć się tego kim była. Młodą dziewczyną bez przeszłości, która jakimś dziwnym niezrozumiałym sposobem znalazła się w labiryncie. Pośród samych chłopców, bez damskiego wsparcia Tina musiała nauczyć się żyć tak, aby przetrwać.
Zdobić respekt u każdego, by żaden ze streferów nie odważył się jej dotknąć. I udało jej się. Przez te kilka lat, Valentina była jedyną kobietą w strefie, twardą i nie do zdarcia. Jej szybkość i spryt okazały się być rzeczą potrzebną każdemu.
Przez chwilę w tym życiu Tina myślała, że będzie sama. Sama pozostawiona z kobiecymi problemami, które nie dotykały płci męskiej. Obawiała się, że żyjąc w takim odosobnieniu stanie się cieniem samej siebie. Chociaż czy w tamtym momencie, kiedy otworzyła swoje oczy, po raz pierwszy widząc labirynt, mogła mówić o tym kim była?
Może i nie mogła pozbawiona wspomnień, ale sens w tym wszystkim jest taki, że nie była sama. Bo pomimo wszystko w strefie odnalazła coś, czego dziewczyna nie spodziewała się odnaleźć. Zrozumienie.
I tak Valentina przeżyła swoje nowe życie. Bez pamięci żyła pośród ludzi, których mogła nazwać rodziną. I kiedy zdarzyło się, że musieli kogoś pożegnać, część Tiny umierała razem z tą osobą.
A gdy ich grupa zaczęła się pomniejszać ból w jej sercu wydawał się krzyczeć mocniej i głośniej. Aż dotarła do tego miejsca gdzie jest teraz.
Do miejsca w którym jej serce wyło z rozpaczy nad osobą, która znaczyła dla niej wszystko. Nad pewnym blondynem, który obudził w niej uczucie nie do okiełznania. Uczucie tak silne, że potrafiło przełamać bariery jej własnego wewnętrznego muru.
To przy nim Valentina czuła się najlepiej. To on sprawiał że chciała codziennie stać i walczyć o swoją rodzinę. O ludzi, których kochała. O chłopców, których sama lata temu wyciągała z ciemnej windy.
A teraz ten jednen chłopak stał przed nią słaby i chory. A ona wiedziała, że jedyny sposób jaki mógł im pomóc znajdował się w siedzibie dreszczu.
- Tin Tin?- słysząc głos blondynka uniosła głowę nieznacznie kiwając głową.- wszystko w porządku?
To był Newt. Jej złoty chłopak. Ten który zawładnął jej sercem.
- Będzie niedługo - odpowiedziała bez wyrazu spoglądając na ukochanego- Uważaj na sobie blondi- uśmiechnęła się do niego lekko, a ten zaśmiał się krótko łapiąc ją za ręce.
- To by zawsze wbiegasz prosto w kłopoty- zażartował, przykładając swoję czoło do jej.
Jego skóra była zbyt gorąca, ciepło rozprzestrzeniło się po niej jak wiadro już nie zimnej a parzącej wody. Od razu jej umysł zalały czarne scenariusze, które za wszelką cenę chciała wyrzucić z głowy odkąd tylko dowiedziała się o stanie Newta.
- A jednak zawsze jestem w stanie uratować siebie a przy okazji i ciebie- odbiła piłeczkę a jej usta znalazły się na jego.
Bezpieczeństwo. To przy nim czuła. Swobodę, która pozwalała jej żyć nie tylko po to aby przetrwać, ale także po to by czuć i odczuwać. Miłość, przyjaźń szczęście a czasami smutek.
I może gdzieś tam daleko istniała bezpieczna przystań, lecz dla Valentiny taką bezpieczną przystanią był Newt.
I to jego potrzebowała by żyć.
- Widzę, że niektóre rzeczy się nie zmieniły- ktoś przerwał parze ze śmiechem, a Tina przerwała pocałunek, odwracając się w stronę Gally'ego. - Dobra dobra papużki nierozłączki będziecie widzieć się za 5 minut.
CZYTASZ
Never Stop. ( The Maze Runner)- Newt
Fanfiction- Na razie jesteśmy w pułapce. Potrzebujemy ochrony, jesteśmy w niebezpieczeństwie, a nasze ruchy są znikome. - Do czego zmierzasz?- zapytał patrząc na szachownicę. - Ale- ciągnęła dalej łapiąc króla, po czym podniosła go na wysokość ich oczu i za...
