8.

408 14 0
                                        

×××

Zaduma, Zamyślenie (ang. Reverie)

(rzeczownik)
roztargnione śnienie na jawie; wyabstrahowany stan wchłonięcia

×××

Dla Valentiny ten dzień był jednym z tych wielu dni, kiedy dziewczyna zapominała o całym świecie skupiając się tylko na własnych myślach. Stawała się wtedy kimś zupełnie innym, człowiekiem pogrążonym w pół transie, oceniającym wszystko dookoła.

Zmieniała się z pogodnej i sarkastycznej Tiny w cichą i tajemniczą, a streferzy widząc jej zamyślony wyraz twarzy pozostawiali ją samą sobie, jakby to miało pomóc jej uporać się z własnym umysłem.



Dzisiaj miał przyjechać świeży, a ona została w strefie, chociaż wiedziała, że nawet za prośbą Alby'ego, nie będzie oprowadzała nowego. Nie miała dzisiaj do tego głowy, gdy wpatrzona w drewniane pionki siedziała wyliczając każdy ruch na planszy.

Lubiła szachy. Były czymś, co zawitało w strefie tydzień po jej przyjedzie i zapełniło ich wolny czas, kiedy to z Albym, a później z Newtem grała w nie, będąc coraz lepszą.

Reszta nie była za bardzo chętna do grania i było to najpewniej powodem tego, że większość z nich nie umiała lub po prostu nudziła się w trakcie partii. Więc Valentinie pozostała tylko ta dwójka, która przez nadmiar pracy i ich niezbyt pokrywający się plan dnia nie miała na to czasu.

Ruszyła białą wieżą w skupieniu powtarzając każdy schemat widziany w swojej głowie. Dla niej szachy już dawno przestały być jedynie zwykłą grą na zabicie czasu.

Widziała w nich porównanie do ich życia.

- Siedzisz tutaj od godziny, a jedyne co zrobiłaś to przesunęłaś dwa pionki- Newt znalazł się przy jej boku analizując wszystkie bierki na planszy, jednak miał rację. Jedynie wieża i goniec zmieniły swoje położenie.

- Chcesz zagrać?- zapytała, gdy w swoim schemacie zauważyła niemożliwy do obejścia błąd. - Tylko jedna partia.

Blondyn spojrzał raz na nią, raz na szachownicę, lecz po chwili zasiadł na skalnym podwyższeniu patrząc, jak Tina z uśmiechem zbiera pionki do początkowego ustawienia. Ten uśmiech jednak tylko w połowie był  uśmiechem, a w połowie nieokreślonym wyzwaniem, które potęgowało się dzięki błysku w oku.

Siedzieli niedaleko centrum strefy pod dwoma większymi drzewami. Trzy wyrównane skały z czego jedna była wyższym stołem z przymocowaną szachownicą, a dwie podwyższeniami, na których można było usiąść, ukryte były w cieniu, tak, by nikt nie przerwał partii, patrząc na nich z zaciekawieniem.

Valentina nie przedłużała, wiedząc, że Newt miał swoją pracę, a ona dzisiejszego dnia będzie musiała znaleźć jakieś konkretne zadanie dla siebie.

Gra rozpoczęła się spokojnie, bo blondyn był dobrym graczem i jego ruchy były przemyślane, ona natomiast już dawno przestała skupiać się na celu tej gry znajdując zainteresowanie w innym wymiarze partii.

- Nigdy cię nie zrozumiem- głos chłopaka wyrwał ją z rozmyślań, chociaż ruch należał teraz do niego - Zawsze grasz inaczej. Nie masz jakiegoś schematu, a wszystko to, co widzę ja, ty wydajesz się widzieć zupełnie inaczej.

- Widzę w szachach nawiązanie do naszej sytuacji.- Szepnęła z tajemniczym uśmieszkiem spoglądając, jak wykonuje swój ruch gońcem dwa pola do przodu.

Never Stop. ( The Maze Runner)- NewtOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz