7.

82 3 0
                                        

Alarm rozbrzmiał, gdy tylko Tina zaczęła wchodzić po schodach siedziby. Szczerze nie była zdziwiona, że Thomas i Newt zostali zauważeni, miała jedynie nadzieję, że udało im się wydostać.

Sytuacja nie wyglądała dla nich zbyt kolorowo. Dziesiątki mężczyzn w maskach biegało, poszukując zbiegów, którymi byli. Valentina starała się wtopić w tłum, sama założyła maskę i omijała jednego strażnika za drugim.

Dopiero w sektorze medycznym Tina zdjęła swoje okrycie łapiąc powietrze. Domyślała się, że tutaj nikt nie będzie zwracać na nią uwagi, a już na pewno nie powiąże ją ze zbiegiem którym była.

Przechadzając się przez dziesiątki laboratorium szukała czegokolwiek, kogokolwiek kto zaspokoi jej nieokiełznaną potrzebę. Nie była pewna czego chciała. Zobaczenia Avy Paige tym razem z wiedzą kim była, czy może znalezienie Teresy, by ta odpowiedziała jej na nurtujące ją pytania?

I gdy tak przeglądała pokoje które wydawały się mnożyć w setkach, coś wstrząsnęło ziemią.

Szkła w laboratorium poupadały się ziemię rozlewając na podłogę wszelakie płyny. Ludzie wokół niej zaczęli krzyczeć przerażeni nieznanym niebezpieczeństwem, które spowodowało, że miasto rozbłysło się nagłym światłem. Valentina szybko udała się do pokoju z widokiem na wielki mur, który właśnie został zburzony.

- Lawrence ty podstępny szczurze- mruknęła do siebie. Miała tylko nadzieję, że cała reszta była w lepszej pozycji.

W siedzibie dreszczu zapanował chaos. Naukowcy, lekarze, strażnicy latali w każde strony, utrudniając Tinie osiągnięcie jej celu. Nie mogła się poddać. Nie gdy była tak blisko.

Gdzieś w jej umyśle pojawił się obraz Newta. Był jak kotwica, która utrzymała ją stabilizując Valentine pośród wysokich fal.

Miasto waliło się na ich oczach, krzyki ludzi wydawały się dławić wszystkie fundamenty, które kiedyś ratowały ich przed chorobą. To był koszmar, który ciągnął się jak filmowa taśma. A ona nic nie mogła na to poradzić.

Aż wreszcie dotarła do miejsca które ją wolało.

W pokoju znajdowała się Teresa z pośpiechem przeglądająca coś na preparatach, natomiast przed nią stała ona.

- Nie ruszaj się - powiedziała zimnym, bezlitosny głosem, przystawiając broń z tyłu głowy Avy Paige.

Ten ruch sprawił, że obie kobiety zamarły. Tina widząc, że nie są uzbrojone popchnęła je na siebie, stając na przeciwko nim. Jej broń nadal celowała w szefową dreszczu.

- Valentina- szepnęła Ava tym samym głosem co jeszcze kilka miesięcy temu. Głosem matki, która zawiniła.

- Witaj mamo.

- Więc wiesz....- w oczach kobiety coś błysnęło, pewna nutka nadziei, a może jeszcze większego bólu, który uwidaczniał się w smutnym głosie.

- Nie trudno było się domyśleć. Wszystkie dowody wydawały się łączyć, a jednak jedno zawsze mnie zastanawiało. Jak matka może aż tak skrzywdzić własne dzieci?

- Chciałam tylko dobra ludzkości - powiedziała Ava jej głos tak cichy i zniszczony, że przez chwilę chciała jej współczuć tak błędnych wniosków przez tyle lat. Ale tylko przez chwilę- Bez leku wszyscy zginiemy...

- I tak wszyscy zginiemy. Jeśli nie przez pożogę to przez innych ludzi. Zresztą przestań mówić, jakbyś miała podstawy do wybielania samej siebie. To co zrobiłaś...

- Kosztowało mnie wszystko - przerwała dziewczynie, stawiając krok w jej strone- Valentina przez te wszystkie lata nie mogłam wybaczyć sobie tego, co spotkało naszą rodzinę. I mimo, że nie żałuję próby ocalenia ludzkości, tak żałuję tego, jak potoczyły się nasze drogi. Ty i Alex byliście wszystkim co mi zostało.

Never Stop. ( The Maze Runner)- NewtOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz