USA?

579 10 2
                                        

Jechaliśmy Dobra godzinę. Wszyscy oprócz mnie i Santi spali na łóżkach które były w busie. My siedzieliśmy na samym przodzie i rozmawialiśmy. Chciałem się jak najwięcej dowiedzieć o tym co właśnie zrobiliśmy

-Santia ale oni mogą nas okrasc- stwierdziłem

-nie mają z czego, kasę mam ja, wszystko jest pozamykane na lasery więc na spokojnie, kiedyś się może tam wróci- powiedziała patrząc w niebo przez szybę

-a gdzie jedziemy?- zapytałem

-do USA, musimy się tam rozdzielić, Eliza z Gawronem, Emilka z Zabirem i ja z tobą- powiedziała

Przegadaliśmy dobre kilka godzin i również poszliśmy się położyć i zasnęliśmy razem wtuleni w siebie. Rano gdy się obudziłem Santia leżała obok mnie wtulona jeszcze sobie słodko spała. Słyszałem już rozmowy niektórych osób z naszej grupy więc wstałem powoli z łóżka nie budząc Santi, dając jej buziaka w czoło i udałem sie do reszty

-siema- powiedziałem jeszcze trochę zaspany, spałem około pięć godzin ale jest git

-siema, gdzie Santia?- zapytał Marcel

-śpi, późno poszliśmy spać- odpowiedziałem i usiadłem na małej kanapie

Wszyscy sobie rozmawialiśmy z godzinę o tym wszystkim co się stało i co będzie z nami dalej bo jednak wiedziała to tylko Santia. Była ona tak zwaną królową Mafi. Gdy tak rozmawialiśmy wkońcu przyszła do nas Santia

-hej miśki- powiedziała lekko się uśmiechając i siadając obok mnie

-siema, gdzie jedziemy?- zapytała bobera

-do USA, nie mówił wam Borys?- zapytała patrząc na mnie

-Nie zadawali mi tego pytania- wzruszyłem Jedynie ramionami

-głodny jestem mamy coś do żarcia?- zapytał Gawron

-ta, na samym końcu jest lodówka z żarciem i kuchnia- odpowiedziała Santia przytulając się do mnie

-a toaleta gdzie?- zapytała Bobera

-obok kuchni- powiedziala moja blondynka

Wszyscy jak jechaliśmy dużo rozmawialiśmy I staraliśmy się nie klucić bo przed nami jeszcze jeden dzień pełen jazdy w busie. Wszystko by było okej ale bardzo zaczęło niepokoić mnie zachowanie Santi. Gdy wyjechaliśmy zaczęła się mniej odzywać nawet do mnie. Nawet jak graliśmy w planszowki to ona nie chciała. To nie w jej stylu...
Był już wieczór godzina dwudziesta pierwsza, dziewczyny były w kuchni robić kolacje a ja z chłopakami rozmawialiśmy przy małym stoliku grając w karty

-Ej Borys, wszystko okej między tobą i Santia? Nie żeby coś ale jakoś mało się odzywa a to nie w jej stylu- powiedział Marcel

-nie no nie pokłóciliśmy się ani nic, sam jestem zdziwiony, zapytam jej później o to- odpowiedziałem

-no lepiej z nią porozmawiać niż to jakby miała się nagle zacząć zachowywać jak kiedyś- przyznał Wiktor

-jak kiedyś czyli jak?- zapytałem

-kiedyś miała taki okres i jej starzy znajomi zostawili ją w tak zwanym "bagnie", musiała się leczyć bo nie dawała rady to jedyne co słyszałem od Natana- powiedział Wiktor

-Dobra pogadam z nią jeszcze dziś- odpowiedziałem i skończyliśmy o tym temat. Po chwili przyszły już dziewczyny z jedzeniem lecz nie przyszła z nimi Santia...

-proszę- powiedziała Eliza kładąc jedzenie na stolik

-gdzie Santia?- zapytałem

-poszła na chwilę powiedziała, że zaraz wróci- odpowiedziała mi Emilka

Po około pięciu minutach wróciła Santia i wszyscy zaczeliśmy jeść. Santia zjadła bardzo mało ale powiedziała, że się najadła po czym poszła się położyć. Zrobiło mi się jej szkoda. Zawsze była uśmiechnięta a teraz jest tak przygnębiona. Pomimo, że chciałem iść do Santi to dziewczyny mi zabraniały. Posiedzieliśmy jeszcze tak godzinę i każdy już poszedł do siebie oglądać filmy a ja jak najszybciej udałem się do Santi. Gdy wszedłem zobaczyłem jak leży na łóżku przykryta kołdrą i odwrócona w drugą stronę od drzwi. Po cichy zamknąłem za sobą drzwi i położyłem się obok Santi obejmując ją

-Myszko co się stało?- zapytałem

-nic- odpowiedziała obojętnie

-widzę, że coś jest nie tak, mało się odzywasz, jesteś smutna, nie uśmiechasz się i mało zjadłaś a to nie jest dobre dla twojego zdrowia- powiedziałem odwracając ją w swoją stronę

-Sama nie wiem- powiedziała patrząc na mnie, jej oczy były w łzach

-czemu płaczesz?-

-nie wiem Borys, boje sie, że zostanę sama przez ten wyjazd-

-Nie zostaniesz sama, będę przy tobie-

-każdy tak mówił... a ty wiele razy- powiedziała w czym miała rację. Dużo razy ją tym zawiodłem

-Dobrze wiem, że wiele razy przez to zwaliłem ale jesteś dla mnie w cholere ważna już tego nie popsuje obiecuje ci słońce- powiedziałem patrząc w zielone oczy blondynki

-dziekuje, że jesteś- mówiąc to wtuliła się we mnie

-czemu tak mało zjadłaś?- zapytałem po chwili

-ze stresu, że znów zostanę sama...-

-może prześpij się z tym myszko i pamiętaj, że cie nie zostawię- powiedziałem

Santia jedynie kiwneła znacząco głową i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Pocałowałem ją w czółko i również przytuliłem usypiając. Po kilku minutach Santia już spała lecz ja nie mogłem zasnąć. Czemu tak nagle Santia by myślała, że ją zostawię? Przecież wie, że w cholere mi na niej zależy. Rozejrzałem się po pokoju i zobaczyłem telefon Santi który zeżał na półcem. Chwyciłem go i odblokowałem, wiedziałem jakie miała hasło. Zacząłem go przeglądać. Nie żebym był zazdrosny albo coś ale może poprostu ktoś do niej tak napisał? Przejżałem całego instagrana jak i tiktoka, messengera i wiadomości SMS. Nic nie znalazłem... ostatnią rozmowę jaką prowadziła przez telefon to wczoraj w nocy. Był to nie zany numer, nie podpisany ani nic. Odłożyłem telefon Santi I stwierdziłem, że zapytam się jej jutro.

Rano gdy wstałem obok nie było Santi co mnie zdziwiło. Zawsze spała najdłużej. Wstałem z łóżka szybko się przebrałem i   wyszedłem do tak zwanego "salonu" gdzie byli wszyscy. Wszyscy oprócz Santi

-hej gdzie Santia?- zapytałem siadając na kanapie obok Gawrona

-nie wiemy ale w busie jej nie ma i też nie możemy wyjść a stoimi- powiedział Marcel

-Nie no Santia pewnie poszła coś załatwić, jesteśmy już na miejscu- oznajmił Wiktor

Rozmawialiśmy wszyscy około dziesięć minut gdy do busa weszła wesoła Santia, na jej widok, że się uśmiecha od razu też się uśmiechałem

-jesteśmy na miejscu!- krzykneła z radości

-to dobrze możemy już wyjść?- zapytała Eliza

-zaraz, jest kilka zasad...- zaczeła- pierwszy tydzień spędzamy wszyscy razem grupą, a potem się rozdzielamy ja z Borysem, bobera z Zaborem i Elizka z Marcelem- dokończyła

-czemu się rozdzielamy- spojrzała na nią Emila

-takie są zasady mafi gdy wyjeżdżamy całą grupą poza nasz kraj... wolałabym żebyśmy byki wszyscy razem ale to nie ja ustalałam zasady- wzruszyła ramionami

-przecież Ty jesteś królową mafi- odezwała się Eliza

-i co z tego? To nie ja jestem prawdziwym założycielem mafi- z twarzy Santi od razu po tym znikł uśmiech

-Dobra dajcie spokój, będziemy przez kilka miesięcy rozdzieleni i co z tego? Przeżyjemy przecież- odezwałem się

1064 SŁOWA
DAWNO NIE BYŁO🤯

MYSZKO...Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz