Zaczelismy jeździć wkolko aż wkońcu strzeliłam. Strzeliłam prosto w Michel a następnie Ador... wygraliśmy! Wystrzeliły fajerwerki na oznakę końca wojny. Nigdy chyba nie było szybszej XD
-niezłego masz cela- przyznał Wiktor skręcając w ulice domu
-dzięki, kilka lat się chodziło- zaśmiałam się
-wrócimy do domu z wygraną, ale zanim to jedziemy po jedną rzecz- nagle skręcił w innym kierunku
-Jaka rzecz?- zapytałam
-Po nagrodę! Nie obejdzie się bez niej- powiedział
-racja- przebrałam. Totalnie zapomnialam
I takim sposobem byliśmy już pod siedzibą gdzie była kazda mafia. Wysięliśmy z samochodu I wystrzeliło na nas konfetti. Poszliśmy oboje na środek i tam Ustaliśmy. Po chwili przyszedł jeden z najstarszych mafiozów. Rozumiecie, że typ ma 118 lat?!
-gratulacje- uściskał moją dłoń I podał mi puchar
-dziękuję brdzo- powiedziałam I szeroko się uśmiechnęłam
-Nie ma co zwlekać dzieciaki, jesteście najmocniejsi, wieże, że przeżyjecie i kiedyś mnie zastąpicie, teraz zmykajcie do swoich cieplutkich domków a odemnie taki upominek- powiedział straszy mężczyzna i wręczył nam po kopercie
Podziękowaliśmy razem z Wiktore. I wróciliśmy do samochodu. I otworzyliśmy koperty w których była nagroda pieniężna. Czego by tu się spodziewać? Ale wsumie czy to źle? Nie właśnie zajebiscie!
-wracamy żeby Borys się nie martwił czy chcesz mu narobić strachy?- zapytal śmiejąc się Wiktor
-hah wracajmy- odpowiedziałam
Przez drogę rozmawialiśmy i stwierdzilismy, ze lekko przestaraszyny Borysa. Gdy byliśmy już pod domem pierwszy do środka wszedł Wiktor a ja powoli za nim żeby mnie nie zauważyli. Narobię im troszkę strachu
-jestem... ogólnie to- powiedział ze smutkiem Wiktor
-gdzie Santia?!- wykrzyczała Borys
-spokojn...- nie dokonczyl
-GDZIE SANTIA?!- krzyknął Borys
-spokojnie jestem!- powiedziałam I weszłam do salonu
-Boże jak ja się cieszę, że żyjesz!- podszedł do mnie Borys. Wzięł mnie na ręce I przytulił a ja oplotłam nogi wokół niego. Słodziak
-czyli mam rozumieć, że wygraliście?- zapytał Kacper
-glupie pytania zadajesz- odpowiedziałam- nie widzisz tego cudeńka?- pokazałam mu puchar
-o cholera! Czy to ten o którym gadał mój dziadek?!- zapytał biorąc go w ręce
-Tak to dokładnie ten, widziałam też się z tym jak on ma? Noatanem? Ten co ma te swoje lata- powiedziałam
-Jezu a mogłem ja z tobą jechać- zaśmiał się
-wielkie szacun kochani- przyznała Eliza
-dzięki wielkie- odpowiedziałam
-Borys puszczaj ją, muszę ją przytulić ty masz Santie na zawsze- powiedziała Emilka
-no sory ale jest moja- odpowiedzial Borys dalej mnie trzymając
-Borys nie bądź cham!- krxyknela Eliza
-Boże- przewrócił oczami I postawił mnie na ziemię
Wszyscy zaczęli mi gratulować tak samo Wiktorowi. Borys oczywiście najbardziej pogratulował Wiktorowi, że żyje i przyjechałam bez żadnego zadrapania tak jak mówił. Wszyscy razem to świętowaliśmy. Chłopaki przynieśli alkohol i wszyscy zaczęliśmy pić. Jakos po drugiej Wszyscy zaczęli się zbierać. Uzgodniłam również z Kacprem jeżeli chodzi o pieniądze z Wojny to, że on ich nie chce więc dostał je Marcelowi. Gdy wszyscy pojechali poszłam się myć. Zapomniałam wziąść ze sobą piżamy więc nie chciało mi się już ubierać. Gdy się umyłam założyłam jedynie bieliznę i wróciłam do pokoju gdzie na łóżku leżał już Borys.
CZYTASZ
MYSZKO...
Teen FictionW opowieści występują przekleństw, przemoc, sceny seksualne, seks, narkotyki lub papierosy, alkohol itp.
