bardzo...

603 13 8
                                        

Gdy się obudziłam obok mnie siedziała Emilka a niedaleko stała Eliza którą rozmawiała z Kacprem i Wiktorią. Podniosłam sie i szybko podeszłam do Kacpra

-co z Borysem?!- zapytałam

-em wiesz Santia, wszystko jest okej, idz się połóż- powiedział zmieszany

-dopóki nie dowiem się co z Borysem nigdzie nie pójdę- powiedziałam stanowczo

-dobra, jeszcze nie wiem gdzie jest ale na pewno za niedługo się znajdzie, wysłałem chłopaków i pojechali go też szukać, oddamy Ci go całego i zdrowego a teraz odpoczywaj- powiedział łagodnie

-okej... ufam wam- powiedziałam smutna i spojrzałam na Kacpra- od razu gdy go tylko znajdziecie napisz mi proszę- dodałam

-napisze ci- odpowiedział

Wróciłam na kanapę i usiadłam obok Emilki

-aż tak ci na nim zależy?- zapytała

-był i jest to mój pierwszy chłopak, człowiek który pokazał mi jak kochać i wiele innych rzeczy, kocham tylko jego nikogo więcej...- odpowiedziałam

-nie jesteś zła, że cie tak jakby zdradził?- zapytała

-wiesz... ciągle mam to w głowie jednak nie jestem na niego zła- odpowiedziałam

-serio?- zapytała ponownie

-wiem, że jak Kacper zna jakiś ludzi z przypadku to nie są oni super fajni, a to jest zapewne jedną z osób z innej mafi i tyle- powiedziałam

-tylko, że mafia już dawno się skończyła...- powiedziała

-Nie Emilka, mafia nigdy się nie kończy, nawet jeśli minie piędziesiąt lat mafia się nie skończy, a jak ktoś z mafi umiera wtedy mafia powraca jeszcze silniejsza- przyznałam

-kto umarł jak wtedy byliśmy jedną z najgroźniejszych mafi w Europie?- spojrzała na mnie

-najstarszy mafiozów. Szef mafi, dziadek Kacpra który przekazał mu władze, potem zmarł ojciec Kacpra i ja przejęłam mafię, teraz wszyscy z innych mafi liczą na śmierć jednego członka z naszej grupy, dawno nie toczyliśmy wojny- powiedziałam

-czyli oni chcą Borysa..?- zapytała lecz nie dokończyła

-nie... Borys jest za krótko w mafi, najprawdopodobniej wzięli jego bo wiedzieli, że go kocham i oddam za niego wszystko, też pewnie wiedzieli, że z Kacprem rozmawiam więc albo będą chcieli mnie, Kacpra albo jeszcze może być zabor... uważajcie na siebie- przyznałam

-ile lat trzeba być w mafi żeby ktoś miał zginąć?- zapytała

-pięć, sześć? To zależy poprostu biorą najstarszą osobę a my w trójkę jesteśmy najdłużej- odpowiedziałam

-Jezu muszę do niego napisać żeby tu przyjechał nie może sam siedzieć w domu! Nie będziesz ci to przeszkadzac co nie?- zapytała wybierając numer Wiktora

-niech przyjeżdża- odpowiedziałam

Po kilku minutach w domu był już Zabor. Wszyscy siedzieliśmy na kanapie w salonie I oglądaliśmy film. Brakowało mi się do kogo przytulić co zauważyła Elizka i powiedziała, że jak chce to moje ją przytulić. Było już około godziny dwudziestej, zamówiliśmy pizze lecz dalej nie miałam żadnego znaku życia od Borysa ani nic... nagle do domu wszedł wkurwiony Kacper a za nim Wiktoria która próbowała go uspokoić

-I co? Coś wiadomo mówcie!- podbiegłam do nich

-Ta... Borys jest cały i zdrowy jednak chcą oni ciebie, powiedzieli, że jak jutro się nie zjawisz to go zabiją- powiedział Kacper

-japierdole jedziemy tam!- krzyknęłam

-Nie! Santia zrozum do cholery jasnej, musisz się ogarnąć, jak zobaczą cie w takim stanie będą wiedzieli, że zależy Ci na Borysie i to wykorzystają, przyjedziemy jutro z Wiktorią masz wyglądać jak najnormalniejszy człowiek a nie z łzami na policzkach i załymi czerwonymi oczami- powiedział stanowczo

-Santuś musisz się dzisiaj wyspać  i będziemy po ciebie o piętnastej okej?- popatrzyła na mnie Wika

-Dobrze...- odpowiedziałam

Wieczór spędziłam z moimi przyjaciółmi  dalej myśląc o Borysie. Około dwudziestej trzeciej poszłam spać.
Gdy się obudziłam była godzina dziesiąta. Byłam wyspana jednak nie tak jak tydzień temu. Zaczęłam się ogarniać, poszłam się umyć, ubrałam się, pomalowałam, uczesałam włosy I siedziałam w salonie do przyjazdu Kacpra i Wiktori. O piętnastej byli u mnie pod domem. Chwyciłam telefon który spakowałam do torebki w której miałam pieniądze jak i pistolet, założyłam kurtkę I buty I wyszłam z domu zamykając go na klucz i wsiadłam do samochodu

-hej...- przywitałam się

-hejka wkońcu wyglądasz jak dawna Santia- zaśmiała się Wiktoria

-siema, no jest git jedziemy?- zapytał

-tak, długo będziemy jechać?- zapytałam

-trzydzieści minut- odpowiedział

W czasie drogi trochę rozmawialiśmy jednak lekko się stresowałam tym wszystkim. Na miejscu byliśmy w bazie mafiozów. Weszliśmy przez bramę i od razu przywitali nas dwóch chłopaków

-Santia Kozłowska i Kacper Kowalski?- zapytał jeden z nich

-tak- odpowiedział Kacper

-wchodźcie- wpuścili nas do środka

Od razu gdy weszłam zobaczyłam tam laske ze zdjęcia z moim chłopakiem i dwóch mężczyzn. Zobaczyłam jak Borys siedzi ma fotelu a obok niego dziewczyna. Ręce miał on związane do tyłu. Gdy go widziałam Patrzyłam na niego z łzami w oczach jednak szybko mi to Minęło. Widziałam, że mnie mogę być miękka przy nich

-oddajemy Borysa za pieniądze albo oddajemy Borysa a bierzemy ciebie- zaproponowała ciemno włosa

-ile chcesz pieniędzy?- zapytałam

-oho taka szybką decyzją? To nie tak, że on cie zdradził i ty jego?- zaśmiała się

-po pierwsze nie zdradziłam go a po drugie odpierdol się od Borysa, ile chcesz?- zapytałam ponownie

-pięćset tysięcy- odpowiedziała

-okej, mało się cenisz- powiedziałam I wyjęłam z torebki pieniądze i zaczęłam przeliczać

-Santia nie, zanim dasz ten chajs musimy porozmawiać- wtrącił się Kacper

-o czym niby?- zapytałam

-zrozum Klara to nic ci nie da, zabrałaś chłopaka Santi za którego ona by kurwa życie oddała, nasyłasz na nią typów na studiach, jesteście rodzina możesz przestać utrudniać jej życie?- zapytał Kacper

Czyli to ta jebana Klara która od zawsze chciała mnie zniszczyć? Nie dam jej tych jebanych pieniędzy kurwa

-Klara?! Kurwa słuchaj, rozumiem, że mnie nienawidzisz ale czy możesz przestać wtrącac się w moje życie? Sama masz chłopaka który cie kocha to po co mi chcesz go zabrać?- zapytałam z żalem

-twoi rodzice nie byli by z ciebie zadowoleni jak się zachowujesz- odpowiedziała

-bo nigdy nie byli?- zaśmiałam się z łzami w oczach

-nie dziwię się wiesz, zabiłaś moją ulubioną ciocie!- krzykneła

-Klara to ni- nie dokończył

-twierdzisz, że to moja wina?! Leciałaś tylko na pieniądze moich rodziców a po ich śmierci nie dostałam ani grosza! Wszystkie pieniądze dostali twoi rodzice a ja zostałam sama! Nie ważne co zrobię, czy zrobię vis dobrze czy źle ty i tak zawsze próbujesz i to wszystko utrudnić! Bierz te jebane pieniądze i spierdalaj!- wykrzyłam rozklejając się

Rzuciłam pieniędzmi w Klarę i wybiegłam z budynku...

1019
Nie wiem co się tu zadziało xD...
Sorka za błędy

MYSZKO...Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz