Miałem głęboki sen. Gdy się obudziłem obok mnie nie było Santi. Wstałem z łóżka I zszedłem na dół. Blondynka robiła śniadanie w kuchni, przywitałem ją miłym przytulasem
-dzień dobry mycha- powiedziałem cicho jeszcze zaspany
-hejo, siadaj zaraz będzie gotowe śniadanko- odpowiedziała
-Dobrze, dobrze- zaśmiałem się I usiadłem przy blacie
Po chwili Santia dała mi śniadanie. Zjedliśmy razem i siedzieliśmy w salonie. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Santia poszła i je otworzyła, do środka wszedł Wiktor wraz z Marcelem, Elizą, Emilka, Wiktoria I Kacprem. Co ich tu wszystkich przywiało? Dopiero co wstałem
-jest problem- powiedział Zabor
-jaki?- spojrzała na niego Santia
-ludzie chcą wojny, nie możemy dopuścić do przegranej- powiedział
-chcecie mieć wojnę?- zapytałem
-nie ma innego wyjścia, będą nachodzić was wszędzie- odpowiedział Kacper
-a Santia jest w tym najbardziej potrzebna bo to ona musi zmienić walkę z przeciwnym szefem mafi- rzekł Marcel
-dlatego nie ma co zwlekać, albo żyjemy spokojnie albo umieramy, odpowiedz chyba jasna co?- dodał
-nie puszcze nigdzie Santi, jeszcze coś jej się stanie- powiedziałem
-Borys Santia jest tu teraz najważniejsza, chyba chcesz żeby żyła?- spojrzal na mnie Kacper
-no chce, ale nie puszcze jej na takie akcje to jest niebiespieczne- powiedziałem
-uspokój się Borys, nie ma innego wyjścia- odezwała się Eliza
-musimy podjąć się wojny- powiedział Marcel
-musimy podjąć się wojny- powiedział Wiktor
-musimy podjąć się wojny- odezwał się Kacper
-musimy podjąć się wojny- dodała Emilka
-musimy podjąć się wojny- powiedziała Eliza
-MUSIMY PODJAC SIE WOJNY- rzekła Santia
Wszyscy zaczęli powtarzać to w kółko. Co się z nimi dzieje?
-przestańcie!- wrzasnąłem
Po tym nagle każdy miał na sobie czarny strój. Nawet ja... czekaj, jak? Co? Kiedy?
Nie wiedziałem co się dzieje. Byłem zaplontany w tym wszystkim. To nie była moja Santia. To nie byli moi przyjaciele. Gdzie ja jestem?
-MUSIMY PODJAC SIE WOJNY!- krzyknęli wszyscy
Po tym wyszli z domu trzymając w dłoni pistolety. Wszyscy wsiedli do samochodów i odjechali zostawiając mnie samego... chyba pobiegłem po kluczyki od samochodu I pojechałem za nimi. Jechałem słysząc strzelania i krzyki. Było to okropne. Jeździłem ostrożnie żeby nie dostać nagle zobaczyłem leżącą na chodniku Santie. Była postrzelona. Nie to nie może być prawda... szybko wyszedłem z samochodu I podbiegłem do niej. Moja Santia... czy ona? Nie. To jest jakiś pierdolony sen!
-teraz czas na ciebie- usłyszałem głos za sobą
Szybko się odwróciłem i zobaczyłem typa z plaży który wtedy cos zrobił Santi. Zacząłem cofnąć się do tyłu gdy nagle już nie mogłem. Zatrzymałem się przy jakiejś ścianie. Podszedł do mnie on stojąc na przeciwko mnie, nagle obok pojawiła się Eliza, Emilka, Wiktor, Marcel, Kacper, Wiktoria I... i Santia z dziura na ramieniu i głowie
-wojna, wojna, wojna...- zaczęli mówić wszyscy chórem
-wojna, wojna, wojna, i twój koniec- powiedzieli wszyscy wycelowali we mnie pistoletami i strzelili...
Gwałtownie wstałem z łóżka prawie się nie wywalając. Co się stało? Czy to był sen? Przecież ja zostałem postrzelony...
-Borys? Wszystko okej?- zapytał głos Santii
-czekaj, to ty?...- nie wiedziałem co powiedzieć
Zacząłem się trząść. Czemu miałem taki sen? A może to będzie na prawdę? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Czemu ja o tym myślę?
-Borys halo, Misek, co się stało?- zapytała Santia zapalając światło w pokoju
Spojrzałem na nią. Dalej miała dziurę na ramieniu i głowie. Zemdlałem...
CZYTASZ
MYSZKO...
Novela JuvenilW opowieści występują przekleństw, przemoc, sceny seksualne, seks, narkotyki lub papierosy, alkohol itp.
