53. Dalej

490 25 0
                                        

Wchodzę na czwarte piętro z butelką prosecco w torbie i nieco ściśniętym żołądkiem. Wika napisała mi godzinę wcześniej wiadomość.

Od: Wiczka
Jagoda robi kolację u Tadka. Wpadaj. Będzie miło. Nic wielkiego.
Michała nie będzie.

I to ostatnie zdanie chyba przeważyło.

Drzwi otwiera mi Jagoda, ubrana w luźną koszulę i rozczochrane włosy, pachnąca czosnkiem i ziołami. Przytula mnie na powitanie z tym swoim ciepłym uśmiechem.

– Wchodź, już się za tobą stęskniliśmy – mówi, biorąc ode mnie butelkę i znikając z nią w kuchni.

W salonie siedzi już Tadeo, rozwalony w fotelu, z piwem w jednej ręce i chipsami w drugiej. Wika siedzi na krześle przy wyspie, kroi warzywa na desce. Witam się z nią wzrokiem i lekko kiwam głową. Wiem, że rozumie, że wszystko we mnie wciąż jest jeszcze trochę z kamienia.

– Patrzcie kto wrócił do życia towarzyskiego – rzuca Tadeo z uśmiechem. – Szacun, że się ruszyłaś z nory.

– Miło cię widzieć, Tadek – odpowiadam, siadając na kanapie. – Choć słowo „nora” trochę mnie obraża.

– Miałem mówić „jaskinia introspekcji”, ale brzmi pretensjonalnie – parska śmiechem.

Po chwili dołącza też Wyguś z jakąś tajemniczą sałatką i kiepskimi żartami. Alkohol się leje, rozmowy się mieszają. Atmosfera robi się ciepła, lekka, miękka.

Jagoda siada obok mnie z kieliszkiem i chwyta mnie za rękę.

– Dobrze, że przyszłaś. Serio.

– Trochę się bałam – przyznaję cicho. – Ale cieszę się, że tu jestem.

Później w tle leci dobra muzyka, a my bawimy się w jakąś głupią grę z karteczkami na czołach. Tadeo się drze, że Wika specjalnie mu podkłada hasła z fizyki kwantowej, Wyguś próbuje wszystkim dolewać więcej wina, a Jagoda... po prostu się śmieje. Głośno i bezwstydnie.

W pewnym momencie Wika nachyla się do mnie.

– Michał… zachowuje się trochę inaczej ostatnio.

Zerkam na nią, ale nie odpowiadam. Nie chcę o tym mówić. Nie tu. Nie jeszcze.

– Nie oczekuję, że mi powiesz, co czujesz – dodaje. – Ale widzę, że się śmiejesz. I to wystarczy.

Uśmiecham się do niej. Szczerze.

Godzinę później siedzę na balkonie z Jagodą. Cztery lampki wina już za mną, więc wreszcie jestem w stanie się odprężyć. Palimy papierosa na pół i patrzymy na ciemne niebo nad miastem.

– On cię nadal kocha, wiesz? – rzuca nagle.

Patrzę na nią z zaskoczeniem. Jej głos jest spokojny, bez emocji. Jakby mówiła o czymś pewnym, jak o pogodzie.

– Nie wiem, czy to jeszcze ma znaczenie – odpowiadam, bardziej do siebie niż do niej.

– Ma – mówi tylko. – Ale nie dzisiaj.

Milczymy jeszcze chwilę. A potem wracamy do środka. Do stołu, gdzie czekają ludzie, którzy mimo mojego wycofania — nie zniknęli.

Dziś nie składam siebie na nowo.
Ale przynajmniej pozwalam się komuś trochę potrzymać.

***
Następny poranek jest dla mnie nieco surowy. Ze względu na powrót do domu nad ranem, ale głównie przez ilość wypitego alkoholu.

Ale niczego nie żałuję. Brakowało mi tego.

Przekręcam się na łóżku i sięgam na szafkę nocną po telefon. Próbuję dowiedzieć się, która godzina, ale urządzenie nie reaguje. Okazuje się, że jest rozładowane, więc z szuflady wyciągam ładowarkę i wpinam ją do kontaktu.

Powoli wstaję z materaca i uśmiecham się na widok ładnej pogody za oknem. Po dłuższym czasie deszczu na niebie pojawia się piękne słońce.

To metafora mojego aktualnego życia.

Schodzę na dół i w kuchni witam się z rodzicami, którzy robią obiad.

– Jak było?– pyta mama i posyła mi delikatny uśmiech, wkładając przygotowane danie do piekarnika. Obydwoje cieszą się, że spędziłam trochę czasu ze znajomymi.

– Lepiej nie mogło– odpowiadam zgodnie z prawdą i siegam po butelkę wody, po czym upijam połowę jej zawartości.

Kobieta patrzy na mnie uważnie, ale nie zadaje więcej pytań. Czuje, że nie musi. Że wystarczy jej ten jeden błysk w moich oczach, to spokojniejsze „lepiej nie mogło”, które wcześniej było dla mnie nieosiągalne.

Ojciec stoi przy blacie i kroi warzywa, jakby nie słuchał, ale jego przelotne spojrzenie mówi wszystko. Też się cieszy. Po prostu w jego wersji – cicho.

Zabieram ze sobą kubek z wodą i wracam na górę, gdzie telefon już się włączył. Migające powiadomienia przypominają o tym, że świat kręci się dalej.

Wśród wiadomości od Wiktorii i Jagody jedna wygląda inaczej. Krótsza. Bez emotek. Bez zdjęć z poprzedniego wieczoru.

Od: Michał
Dziękuję, że tam byłaś. I że się śmiałaś.

Wpatruję się w ten krótki tekst przez dłuższą chwilę. Serce drga, ale nie w ten bolesny sposób, do którego przywykam przez ostatnie tygodnie. To bardziej jak poruszenie czegoś głęboko we mnie – miejsca, które mimo wszystko nie przestaje czekać.

Nie odpowiadam od razu. Przekładam telefon ekranem do dołu, a potem siadam na łóżku, wciągając na siebie miękki sweter.

Nie wiem, co on wie. Czy Tadek mu opowiedział o imprezie, o tym, jak wyglądałam, z kim rozmawiałam. Ale wiem, że zobaczył mnie oczami innych – i że chyba tego właśnie potrzebował.

Po chwili podnoszę ekran do góry, po czym on rozświetla się znowu.

Od: Jagoda
Dziękuję, że byłaś. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. I że znowu zatańczysz. PS: Tadeo dziś chodzi jakby miał sto lat.

Parskam cicho, przypominając sobie, jak w nocy próbował zrobić szpagat na dywanie. I jak Jagoda kręciła głową, ale mimo to zakładała mu na głowę czapkę imprezową, jakby to coś miało pomóc.

Piszę jej krótką odpowiedź, a potem, zanim się powstrztmuję, stukam palcami wiadomość do Michała.

Do: Michał
Nie wiem, czy umiem jeszcze się śmiać naprawdę, ale wczoraj było mi… dobrze. Albo po prostu inaczej.

Odkładam telefon i wychodzę na balkon. Powietrze jest rześkie, słońce lekko razi w oczy, a wiatr owiewa moje ramiona.

Stoję tam dłuższą chwilę, czując, jak coś we mnie się rozluźnia.

Nie wiem, co będzie dalej. Ale po raz pierwszy od dawna… nie boję się tego „dalej”.

------------------
I co sądzimy? Co będzie dalej?

PRZY TOBIE || MATAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz