Znów sprawdźcie poprzedni rozdział bo coś się dzieje z powiadomieniami.
POV. NATALIA
Droga ciągnie się jak cienka nić między tym, co za mną, a tym, co jeszcze przede mną. W aucie cicho — radio wyłączone, telefon odłożony ekranem do dołu. Nie chcę dźwięków. Tylko silnik, szum nawiewu i moje własne myśli.
Jestem gdzieś na trasie pomiędzy Warszawą a Wrocławiem. Ruch prawie żaden, słońce zawieszone nisko, odbija się w lusterku i razi w oczy. Mam okulary przeciwsłoneczne, ale i tak czuję się obnażona — jakby całe wczoraj odbijało się teraz w przedniej szybie.
Zbliżam się do Patrycji. Do jej kuchni, gdzie pachnie herbatą z lipy. Do kanapy, gdzie zawsze pozwala mi leżeć z nogami podwiniętymi pod siebie i nic nie mówić, dopóki sama nie zacznę. Znam ją. Ona nie przyspiesza rozmów. Nie wymusza. Czeka.
Ale zanim jeszcze do niej dojadę… coś we mnie zaczyna się wiercić. Niewygodny impuls. Może przez to, jak mama patrzyła na mnie rano. Może przez to, że przedwczoraj widziałam Michała w tych krótkich momentach — jak na mnie patrzył. Jak w milczeniu podawał mi płaszcz. Jak nie zapytał o nic, ale był. Jak pachniała jego bluza, gdy mnie otulał. Jak... nie mówił żadnych wielkich słów.
Mam ochotę go usłyszeć.
Nie wiem po co. Nie wiem, co mu powiem. Ale ręka sięga po telefon sama, jakby to była najlogiczniejsza rzecz, jaką mogę teraz zrobić.
Wybieram numer. Raz. Nie dzwonię. Cofam.
Wybieram drugi raz. Ekran mruga. Ikonka połączenia oznacza, że zostało odebrane.
Cisza.
Potem jego głos, ten znajomy, spokojny, lekko niższy, jakby był właśnie gdzieś między ziewnięciem a zadumą:
— Halo? Natalia?
Zawieszam się. Usta mam otwarte, ale nic nie wydobywa się z gardła. Głos utknął między „hej” a „przepraszam” i żadne nie chce pierwsze wyjść.
Oddycham. Próbuję coś powiedzieć. Ale w tej jednej chwili wszystko, co wydaje się pilne, rozsypuje się.
Boję się brzmienia własnych emocji.
— Natalia...? — powtarza Michał, trochę ciszej, tym razem łagodniej.
Zamykam oczy. Serce bije mi jak opętane.
I rozłączam.
Nie dlatego, że nie chcę z nim rozmawiać. Tylko dlatego, że wiem, że gdybym została na linii o sekundę dłużej, powiedziałabym coś, na co jeszcze nie jestem gotowa.
Odkładam telefon na siedzenie pasażera. Zmieniam pas. Przeklinam pod nosem. Czuję, jak drżą mi palce na kierownicy.
Ale jadę dalej.
Na razie — do Patrycji. Do kogoś, kto mnie zna i niczego nie oczekuje.
A Michał… Michał będzie musiał jeszcze chwilę poczekać.
Może niedługo już nie. Ale jeszcze nie dziś.
***
Patrycja otwiera mi drzwi, zanim zdążę zapukać. Ma na sobie za duży sweter i ten typowy uśmiech, który nie potrzebuje słów. Od razu obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do środka.
— Masz szczęście, że jeszcze nie wyszłam po paczkę z paczkomatu — mówi z udawaną surowością, ale w oczach ma ciepło. — Wchodź, zdejmuj buty. Herbata już czeka.
Zrzucam płaszcz, czuję, jak napięcie zaczyna ustępować. Tutaj jest ciszej, inaczej. Bez jego zapachu. Bez znajomych ulic. Bez tego, co mnie szarpie w Warszawie.
CZYTASZ
PRZY TOBIE || MATA
أدب الهواةHistoria dwójki osobliwych osób. Michała Matczaka, który skupia się na muzyce i często przekracza granice oraz Natalii Budzyńskiej, do niedawna studentki, która do tej pory nie wyobraża sobie życia w innym miejscu. Łączy ich jedno miasto. Wrocław. "...
