52. Słyszeć siebie

540 27 0
                                        

POV. NATALIA

Siedzę przy oknie w kawiarni na rogu. Zamawiam herbatę z imbirem i miodem, bo wiem, że jest ona jedyną rzeczą, która teraz spowoduje ukojenie.

Czekam.

I czuję, jak narasta we mnie napięcie. Bo choć to tylko Wika — dobra dusza, ktoś, kto był przy mnie, gdy świat się walił — to mam wrażenie, że dziś wszystko może się rozpaść, jeśli padnie jedno nie takie słowo.

Wchodzi chwilę po piętnastej. Ma na sobie długi beżowy płaszcz i niedbale spięte włosy. Wygląda, jakby wracała z innego świata — normalnego, prostszego, mniej poplątanego niż mój. Ale gdy mnie widzi, jej twarz łagodnieje. Uśmiecha się, tak zwyczajnie, bez współczucia. I już wiem, że dobrze, że przyszłam.

– Hej – mówi, siadając naprzeciwko. – Dobrze cię widzieć.

– Ciebie też – odpowiadam cicho. – Dzięki, że chciałaś się spotkać.

– Przestań.

Przez chwilę żadna z nas się nie odzywa. Obserwuję, jak dmucha w swój kubek z kawą, jak opiera łokcie na stole, jakby nie bała się tej chwili.

– Szczepan mi powiedział – mówi w końcu. – Że napisałaś do Michała.

Przytakuję. Nic nie mówię. Nie muszę. To nie jest rozmowa o faktach, tylko o tym, co się dzieje między wersami.

– To był dobry list – dodaje cicho. – Szczery. I potrzebny.

Zerkam na nią, zaskoczona.

– Czytał?

– Nie. Ale znam Michała. Widziałam, co się z nim dzieje, gdy trzymał go w rękach. Jakby wreszcie mógł coś poczuć, a nie tylko tłumić.

Od tamtego czasu mija kilka dni a ja w końcu powoli wracam do normalnego funkcjonowania. Jestem już po dwóch spotkaniach związanych z pracą. Mam dwa zlecenia do zrealizowania, na których muszę się skupić.

I tak bardzo cieszę się, że wtedy zdecydowałam się na napisanie tego listu, wyrzucając tylko część swoich myśli.

Więcej na razie nie potrafię.

Zaciskam dłonie na kubku, w którym herbata już dawno wystygła.

– Bałam się, że to będzie za mało.

– Może i było. Ale czasem właśnie "za mało" to wszystko, na co kogoś stać. I to wystarczy. Dla kogoś, kto jeszcze chce wierzyć.

Milczę. Bo ona ma rację. Bo może to było małe, kruche, niewystarczające — ale było prawdziwe.

Wiktoria uśmiecha się lekko.

– Wiesz, nie musisz teraz niczego naprawiać. Ani z nim, ani ze sobą. Ale możesz zacząć siebie od nowa. I my wszyscy tu jesteśmy, gdybyś potrzebowała przypomnieć sobie, kim jesteś.

Patrzę na nią i czuję coś, co zaskakuje mnie bardziej niż wszystko inne.

Wdzięczność.

– Dzięki, Wika.

A potem po prostu rozmawiamy. O wszystkim i o niczym. Jak kiedyś. Jakby ten kawałek przeszłości był jeszcze cały.

I przez chwilę… naprawdę czuję się lepiej.

***
Każdy dźwięk powiadomienia wbija się we mnie jak szpilka.

Telefon wibruje po raz kolejny, a ja zamieram w bezruchu, jakby samo spojrzenie na ekran mogło wywołać lawinę wspomnień, które staram się zepchnąć w najciemniejszy kąt siebie.

PRZY TOBIE || MATAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz