POV. NATALIA
Budzę się z uczuciem, jakby moje ciało było o kilka sekund za mną. Głowa ciężka, język jak papier, w żołądku pustka, która nie jest głodem. W pokoju półmrok — zasłony zasłonięte, ale przez szpary przesącza się światło. Jest cicho. Podejrzanie cicho.
Nie pamiętam, jak wróciłam do domu.
To pierwsza myśl, która naprawdę do mnie dociera.
Siadam powoli, jakbym miała się nie rozpaść przy ruchu. Stopy stykają się z podłogą. Chłód. I nagle wraca mi wspomnienie: dłoń Michała na moich plecach. Nie dotyk, raczej obecność. On. On mnie tu przywiózł?
Zaraz potem: drzwi. Mama.
Zaciskam powieki. Błagam, żeby to wszystko tylko mi się śniło.
Schodzę na dół dopiero po kilkunastu minutach. Włosy związuję byle jak, narzucam bluzę. W kuchni czuć kawę. Jest cisza, ale taka z rodzaju spokojnej.
Mama siedzi przy stole. Ma przed sobą kubek, gazetę, ale nie czyta. Gdy mnie widzi, nie mówi od razu nic. Po prostu patrzy. Jakby mnie skanowała. Upewniała się, że to ja, że jestem w całości.
— Dzień dobry — mówię, chrypiąc.
— Dzień dobry, córeczko.
Jej głos jest spokojny, ale nie obojętny. To ten ton, który pamiętam z dzieciństwa — gdy coś przeskrobałam, ale jeszcze nie wiedziałam, na ile się naraziłam.
— Chcesz kawy? – pyta, wstając powoli.
Kiwam głową. Siadam naprzeciwko niej. Stół wydaje się ogromny. Jakby dystans między nami był mierzony nie w centymetrach, tylko w pytaniach, które zaraz padną.
Stawia przede mną filiżankę. Siada z powrotem. Milczymy chwilę. A potem:
— Michał cię wczoraj przywiózł. Byłaś... w kiepskim stanie.
Biorę łyk kawy. Palący. Ale lepszy niż jej spojrzenie.
— Nie pamiętam — mówię cicho.
— Wiem. — Wzdycha. — Pomógł ci się ubrać, zapłacił za taksówkę. Zostawił cię pod opieką. Był spokojny. Troskliwy. Martwił się.
Czuję, jak palce zaciskają się na filiżance.
— Nie planowałam się upić, mamo.
— Wiem, że nie. Ale też cię znam, Nati. Kiedy za bardzo coś boli, próbujesz o tym zapomnieć. Albo ukryć. Przed sobą, przede mną. Przed nim.
Nie od razu odpowiadam. Chcę zaprzeczyć. Ale nie umiem.
— To był ciężki wieczór — mówię. — Emocjonalnie. Z Michałem. Ze sobą. Z całą tą... przeszłością, która nagle znowu siedzi przy jednym stole.
Mama przytakuje. Nie z wyrozumiałością. Z czymś cichszym, głębszym. Jakby wiedziała dokładnie, o czym mówię, ale nie chciała tego nazwać za mnie.
— Nie musisz być gotowa na wszystko naraz — mówi łagodnie. — Ale jak już wchodzisz z powrotem do tych miejsc… do ludzi, do jego obecności… to nie odcinaj się od siebie, Nati. Bo wtedy zawsze kończy się to źle.
Czuję, że zaraz się rozpłaczę. Ale nie płaczę. Tylko spuszczam wzrok. Mama wyciąga dłoń i kładzie ją na mojej.
— Nie oceniam cię — mówi. — Ale martwię się.
Kiwnię głową. Tylko tyle umiem.
Po dłuższej chwili pytam, bardzo cicho:
— Mamo… jak wyglądałam, kiedy on mnie przywiózł?
CZYTASZ
PRZY TOBIE || MATA
FanficHistoria dwójki osobliwych osób. Michała Matczaka, który skupia się na muzyce i często przekracza granice oraz Natalii Budzyńskiej, do niedawna studentki, która do tej pory nie wyobraża sobie życia w innym miejscu. Łączy ich jedno miasto. Wrocław. "...
