6 października 2019
Mój maluch ma już 3 miesiące. Uwielbia uśmiechać się do mnie, swojej babci i Marka, którego pokochał swoją niemowlęcą miłością. Na nasz widok Paul macha rączkami i nóżkami, bo traktuje nas jak najważniejsze osoby na świecie. Przyznaję, że chłopiec nie ma zbyt dużego wyboru, bo bliższe kontakty ma tylko z kilkoma osobami, a ludzie mijani na ulicy się nie liczą. Mark odwiedza mnie zawsze kiedy ma czas, a wtedy zwykle przesiadujemy z Paulem w moim pokoju i się z nim bawimy. Cieszę się, że chłopak polubił mojego synka i zrozumiał całą sytuację, bo po jego reakcji sprzed pół roku gdy zobaczył mnie z brzuchem wnioskowałam, że będzie ciężko przekonać go do Paula. Na szczęście się myliłam, a chłopcy świetnie się dogadują jak na dwudziestolatka i niemowlę. Dylan natomiast osobiście nie jest ani trochę zainteresowany swoim dzieckiem. Za to jego prawnicy zainteresowali się aż za bardzo. Przysłali mi już wezwanie do sądu, przez co nie mogę spać po nocach, ale narazie wie o tym tylko moja mama i Mark. Nie wyobrażam sobie stracić swojego synka, a tym bardziej nie wyobrażam sobie, że jego rodziną zastępczą mieliby być państwo Brown. Na samą myśl o tym przechodzą mnie ciarki. Zignorowałam wezwanie do sądu tak samo jak Dylan ignoruje moje odnośnie rozwodu. Wiem, że on ma tutaj więcej do powiedzenia, bo w końcu ma o wiele więcej pieniędzy, ale mimo to jestem dobrzej myśli. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Marka, który zmarszczył brwi. Siedzimy sami w domu, a ja nikogo nie zapraszałam, więc obawiam się, że goście mogą mieć jakiś związek z Dylanem. Tak myślałam, ale miałam nadzieję, że to może jakaś pomyłka. Myliłam się. Goście mięli z Dylanem aż za dużo wspólnego.
-Dzień dobry- powiedział pan Brown oficjalnym tonem, gdy tylko otworzyłam drzwi do mieszkania, a pani Brown wepchała się do środka bez zaproszenia.
-Gdzie jest mój wnuk? Chcę go poznać- oznajmiła kobieta i zaczęła się gorączkowo rozglądać po mieszkaniu. Kiedyś wydawało mi się, że nawet trochę ich lubię, a oni choć odrobinę lubią mnie, ale teraz doskonale wiem, że to była doskonała gra aktorska. Nienawidzę tych ludzi.
-Ile razy mam powtarzać, że to nie jest dziecko Dylana- warknęłam, a oni spojrzeli na mnie że znudzeniem.- Zdradzałam go, więc chyba tym bardziej powinniśmy się rozwieść- mruknęłam konspiracyjnie.
-Jeśli to nie dziecko Dylana, to niby czyje?- prychnęła pani Brown.
-Moje- z mojego pokoju wyłonił się Mark i starannie zamknął za sobą drzwi, żeby państwo Brown nie dostrzegli za nimi dziecka, które było tak podobne do ojca, że nie dało się tego nie zauważyć. Zdziwiły mnie słowa Marka, ale byłam mu wdzięczna za to, co powiedział. Nikt nie kazał mu kłamać, ale mimo to wstawił się za mną i było to doskonałe zagranie z jego strony. Uśmiechnęłam się pod nosem i posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Gdy państwo Brown nie patrzyli, chłopak puścił do mnie oczko, na co uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Nie trwało to jednak długo, bo matka Dylana musiała zepsuć wszystko swoim głupim gadaniem o sądach i pieniądzach.
-Nie wierzę wam- dodała na koniec, ale z nieco mniejszym przekonaniem.
-Niech sobie pani wierzy w co chce, ale ja wiem swoje- powiedziałam pewnie- Tam są drzwi- dodałam, także kończąc rozmowę. Wiem, że to jeszcze nie koniec, ale chcę żeby jak najszybciej opuścili moje mieszkanie, bo z każdą chwilą wzrasta ryzyko ich spotkania z Paulem. Na szczęście obrzucili mnie tylko nienawistnym spojrzeniem i wyszli, zatrzaskując za sobą drzwi. Ich złość dało się wyczuć w powietrzu. Ja natomiast byłam zrozpaczona i gdy tylko wyszli z moich oczu pociekły słone łzy. Na szczęście obok mnie był Mark, którego silne ramiona były w stanie mnie pocieszyć.
21 października 2019
Przez dwa tygodnie miałam spokój, ale wczoraj po raz kolejny odwiedzili mnie rodzice Dylana. Jak widać przeanalizowali wszystko i uznali, że skoro mają pieniądze, to nie szkodzi im spróbować, nawet jeśli dziecko nie jest z nimi spokrewnione. Czułam, że Dylan jednak ma z tym coś wspólnego, więc postanowiłam go dzisiaj odwiedzić. Zostawiłam Paula pod opieką swojej mamy i wjechałam windą na najwyższe piętro budynku. Gdy zapukałam do drzwi, Dylan od razu mi otworzył.
-Musimy poważnie porozmawiać- powiedziałam i podobnie jak jego rodzice weszłam do środka bez zaproszenia. Nie zamierzałam siadać ani pić kawy, chciałam dowiedzieć się całej prawdy.- Odwiedzili mnie wczoraj twoi rodzice. Powiedzieli mi, że albo do ciebie wrócę, albo zabiorą mi dziecko- Niestety taki właśnie warunek mi postawili. Płakałam całą noc, bo wiem, że nie wygram z ich pieniędzmi, choćbym bardzo chciała. Dylan nie wydał się ani odrobinę zaskoczony tą informacją, a jedynie wzruszył ramionami. Wkurzyło mnie to jeszcze bardziej- Powiedz mi- zaczęłam spokojnie- czemu uparcie twierdzą, że to dziecko jest twoje? Powiedziałam im, że jest Marka, a oni dalej robią swoje- warknęłam.
-To bardzo proste- zaczął chłopak ze spokojem i powolnym ruchem rozsiadł się na kanapie. Prawą dłonią delikatnie przykładził materiał kanapy, a następnie uniósł głowę i uśmiechnął się do mnie z wyższością- Kiedy pierwszy raz się bzykaliśmy byłaś dziewicą, a ja od początku, gdy zaczęłaś brać tabletki antykoncepcyjne podmieniałem je na przypadkowe witaminy tego samego koloru. Co więcej nie zabezpieczyłem się ani razu. Tak więc nie ma opcji, że to dziecko nie jest moje. Chyba, że jestem bezpłodny, a nie jestem- prychnął i jak gdyby nigdy nic sięgnął po pilota od telewizora. Nie wierzyłam własnym uszom. Gdyby nie jego popierdolona rodzinka, nie miałabym teraz tyłu problemów, ale także nie miałabym Paula. Pewnie za kilka lat znalazłbym sobie jakiegoś faceta i założyła z nim rodzinę nie mając nawet pojęcia, że gdzies w innej rzeczywistości istniał ktoś taki jak Paul. Ale myśląc o tym, poczułam pustkę. Kocham swoje dziecko ponad życie i żadne inne go nie zastąpi. A to, że jego BIOLOGICZNYM ojcem jest Dylan niczego nie zmienia. Gdyby jego ojcem był ktoś inny to z pewnością nie miałabym tyłu problemów, ale Paul także nie byłby już sobą. Chłopiec nie miałby już swoich pięknych błąd włosków i nadwyraz różowych rumieńców po ojcu, które sprawiają, że wygląda jeszcze bardziej uroczo. Takie drobne rzeczy uczyniły go wyjątkowym. Pokochałam Paula od pierwszego wejrzenia i nie zmieniłabym w nim nic, gdybym miała taką możliwość. Pozostaje tylko kwestia szantarzu.
-Nie zamieszkam z tobą- oznajmiłam pewnie.
-To pożegnaj się z dzieckiem, bo to wasze ostatnie wspólne chwile- stwierdził obojętnym tonem, a z moich oczu ponownie pociekły łzy. Mam niejasne wrażenie, że płacze teraz zbyt często, a na pewno zdecydowanie częściej niż kiedyś.
-Tobie nawet na nim nie zależy! Tyle czasu nie chciałeś go widzieć, a teraz nagle czujesz potrzebę, żeby z nim zamieszkać i udawać super tatusia?! Jesteś największym chujem jakiego znam!- wykrzyknęłam.
-Właśnie. Nie miałem nawet okazji poznać tego dzieciaka, więc chcę to nadrobić, a ty mi to utrudniasz. Dziecko chyba potrzebuje matki, więc radzę ci się do mnie wprowadzić, zanim spotkamy się w sądzie- ostatnie zdanie powiedział zdecydowanie głośniej, bo usłyszał jak cofam się w kierunku drzwi wyjściowych i bardzo mu zależało, żebym dokładnie usłyszała wszystkie jego groźby. Wybiegłam z jego mieszkania z płaczem, zatrzaskując za sobą drzwi. Chciałam wiedzieć na czym stoję. Teraz wiem i czuję się z tym jeszcze gorzej.
CZYTASZ
Tylko Nie Ty
RomanceJen niedawno wkroczyła w dorosłe życie i choć na chwilę zapomniała o starych rozterkach. Od dziecka wyobrażała sobie swoją przyszłość, ale nie spodziewała się że będzie ona powiązana z przeszłością. Z kolegą z klasy. Z kimś kompletnie nieodpowiednim...
