- Dokąd teraz znowu uciekamy? - zapytała Rey na pokładzie statku, który znajdował się w nadprzestrzeni. - I gdzie jesteśmy?
- Kierujemy się na planetę Ignamia, jesteśmy w układzie Goazon. - Kylo wymówił te słowa, a Rey wyglądała na zaskoczoną. Pojawiały jej sięłzy w oczach.
- W jakim układzie? - zapytała ponownie jakby nie wierząc własnym uszom.
- Goazon. - odparł ze zdziwieniem. - Co ci? Czemu płaczesz?!
- Goazon. - powiedziała cicho do siebie. - Tak nazywano pustkowie gdzieś obok osady Niima, tam, przechodziła droga zwaną szlakiem pielgrzyma prowadzącą do Opiekuna. A...
- Co ma to wspólnego z tobą? - przerwał zapłakanej dziewczynie.
- Ja tam mieszkałam przez całe swoje życie... - łzy jej spływały po policzku. Płakała, lecz w milczeniu, ponieważ nie szlochała.
- Ten, kto to zrobił popełnił ogromny błąd. - Kylo nie był dobry w pocieszaniu (ani mówieniu "Jesteś nikim. Pochodzisz znikąd, ale nie dla mnie"!), więc powiedział, co mu ślina na język przyniosła. - Jeśli chcesz polecimy do układu Kelvin.
- Nadal nie pomagasz!
- Niech zgadnę, kolejne twoje miasteczko na tym pustkowiu? - zakpił.
- Mam pomysł, ty zostaniesz w tym pustkowiu jak ty to nazywasz i zobaczymy, czy przeżyjesz! - zaczęła dokuczać Kylo.
- Uważasz, że nie przeżyłbym tam miesiąca?! - Kylo zaczął się denerwować. Nie lubił, jak ktoś mu mówił co przeżyje, a czego nie.
- Nie przeżyłbyś nawet dnia!! - krzyknęła Rey.
- Jak tak, to proszę.- zaczął zbliżać Sokoła Millenium do nieznanej, pierwszej jaką spotkali planetę pokrytą całkowicie zielenią. - Zostanę tam na kilka dni i zobaczysz, czy przeżyję! - krzyczał.
...
Wylądowali. Rey planeta przypominała planetę Takodana, w której tak nie dawno bawiła się z Kylo w berka, jeżeli można tak to nazwać. Nie była to Takodana, a dla Kylo ani trochę ją nie przypominała. Miała zieleń chyba wszędzie, u góry liany, na wysokości wzroku - kilkumetrowe palmy, a pod stopami gęsta ściółka podszytu trawiastego.
- Trzy dni. - powiedział Kylo. - Trzy dni tu zostanę. Ty poczekasz w statku i nawet nie próbuj wychodzić ze statku.
- Z przyjemnością. - wycedziła przez zęby. - Pod dwoma warunkami.
- Jakimi? - spytał zdziwiony. Uważał, że to wygra, a z warunkami, jakimi może podać Rey to może się nie udać.
- Po pierwsze, nie próbuj nawet wracać przed tymi trzema dniami. - Rey westchnęła. Trzy dni, to tyle, po jakim czasie on wrócił po nią na Jakku, a obiecał maksymalnie dwa.
- Oczywiście. Nie stchórzę. Znasz mnie. - Rey miała wątpliwości do tego zdania wypowiedzianego przez Kylo. - A drugi warunek?
- Drugi jest taki, - mówiła. - że masz mi oddać swój miecz na tą próbę.
Kylo miał rację, na warunkach Rey nie da rady wygrać zakładu, nie mógł przy niej stchórzyć, więc przyjął wszystkie propozycję i niechętnie oddał jej miecz świetlny.
- To powodzenia. - wracała Rey do Sokoła. - I niech moc będzie z Tobą!
Kylo nie miał wyboru, teraz musiał zostać i wygrać ten zakład! Nieważne jakim kosztem, no bo przegrać z swoją dzie..., znaczy przyjaciółką, o ile tak nazwać ich relację. O ile można było w ogóle opisać łączącą ich więź.
------------------------------------------
Witajcie, witajcie, po tej długiej przerwie w REYLO pisaniu!
CZYTASZ
REYLO || BALANCE
Science Fiction#1 miejsce w reylo - 05.12.2018 #1 miejsce w zlotemysli - 24.02.19 #1 miejsce w podloga - 25.02.19 Moje pierwsze opowiadanie o reylo! Mam nadzieję, że ci się spodoba! Po wydarzeniach z "Ostatnich Jedi" Rey udaję się do opuszczonej bazy Ruchu Oporu n...
