*15*

160 21 7
                                        

- Dokąd teraz znowu uciekamy? - zapytała Rey na pokładzie statku, który znajdował się w nadprzestrzeni. - I gdzie jesteśmy?

- Kierujemy się na planetę Ignamia, jesteśmy w układzie Goazon. - Kylo wymówił te słowa, a Rey wyglądała na zaskoczoną. Pojawiały jej sięłzy w oczach.

- W jakim układzie? - zapytała ponownie jakby nie wierząc własnym uszom.

- Goazon. - odparł ze zdziwieniem. - Co ci? Czemu płaczesz?!

- Goazon. - powiedziała cicho do siebie. - Tak nazywano pustkowie gdzieś obok osady Niima, tam, przechodziła droga zwaną szlakiem pielgrzyma prowadzącą do Opiekuna. A...

- Co ma to wspólnego z tobą? - przerwał zapłakanej dziewczynie.

- Ja tam mieszkałam przez całe swoje życie... - łzy jej spływały po policzku. Płakała, lecz w milczeniu, ponieważ nie szlochała.

- Ten, kto to zrobił popełnił ogromny błąd. - Kylo nie był dobry w pocieszaniu (ani mówieniu "Jesteś nikim. Pochodzisz znikąd, ale nie dla mnie"!), więc powiedział, co mu ślina na język przyniosła. - Jeśli chcesz polecimy do układu Kelvin.

- Nadal nie pomagasz!

- Niech zgadnę, kolejne twoje miasteczko na tym pustkowiu? - zakpił.

- Mam pomysł, ty zostaniesz w tym pustkowiu jak ty to nazywasz i zobaczymy, czy przeżyjesz! - zaczęła dokuczać Kylo.

- Uważasz, że nie przeżyłbym tam miesiąca?! - Kylo zaczął się denerwować. Nie lubił, jak ktoś mu mówił co przeżyje, a czego nie.

- Nie przeżyłbyś nawet dnia!! - krzyknęła Rey.

- Jak tak, to proszę.- zaczął zbliżać Sokoła Millenium do nieznanej, pierwszej jaką spotkali planetę pokrytą całkowicie zielenią. - Zostanę tam na kilka dni i zobaczysz, czy przeżyję! - krzyczał.

...

Wylądowali. Rey planeta przypominała planetę Takodana, w której tak nie dawno bawiła się z Kylo w berka, jeżeli można tak to nazwać. Nie była to Takodana, a dla Kylo ani trochę ją nie przypominała. Miała zieleń chyba wszędzie, u góry liany, na wysokości wzroku - kilkumetrowe palmy, a pod stopami gęsta ściółka podszytu trawiastego.

 - Trzy dni. - powiedział Kylo. - Trzy dni tu zostanę. Ty poczekasz w statku i nawet nie próbuj wychodzić ze statku.

- Z przyjemnością. - wycedziła przez zęby. - Pod dwoma warunkami.

- Jakimi? - spytał zdziwiony. Uważał, że to wygra, a z warunkami, jakimi może podać Rey to może się nie udać.

- Po pierwsze, nie próbuj nawet wracać przed tymi trzema dniami. - Rey westchnęła. Trzy dni, to tyle, po jakim czasie on wrócił po nią na Jakku, a obiecał maksymalnie dwa.

- Oczywiście. Nie stchórzę. Znasz mnie. - Rey miała wątpliwości do tego zdania wypowiedzianego przez Kylo. - A drugi warunek?

- Drugi jest taki, - mówiła. - że masz mi oddać swój miecz na tą próbę.

Kylo miał rację, na warunkach Rey nie da rady wygrać zakładu, nie mógł przy niej stchórzyć, więc przyjął wszystkie propozycję i niechętnie oddał jej miecz świetlny.

- To powodzenia. - wracała Rey do Sokoła. - I niech moc będzie z Tobą!

Kylo nie miał wyboru, teraz musiał zostać i wygrać ten zakład! Nieważne jakim kosztem, no bo przegrać z swoją dzie..., znaczy przyjaciółką, o ile tak nazwać ich relację. O ile można było w ogóle opisać łączącą ich więź.

------------------------------------------

Witajcie, witajcie, po tej długiej przerwie w REYLO pisaniu!





REYLO || BALANCEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz