Kylo wybiegł za Rey w tej strasznej śnieżycy na Hoth. Że też akurat śnieżyca musiała ich odwiedzić teraz, gdy najmniej jej potrzebowali.
Nie trudno było ją znaleźć, ponieważ siedziała na kamieniu.
- Czego siedzisz na kamieniu? - zapytał, a ona obdarzyła go obojętnym wzrokiem. - Nie jest Ci zimno?
- A zamknij się! Ty wraz z Poe upijaliście się kakaem, a ja myślałam, że on cię zabić chce! - obrażona wstała z kamienia i założyła ręce na siebie udając obrażoną.
- Wcale się nie upijaliśmy napojem balansu, a poza tym on naprawdę mnie porwał! - uniósł Rey na swoje ramiona. - Oj, nie obrażaj się już.
- Hahah. Jak mogłabym się na ciebie gniewać? - powiedziała, po czym pocałowała swojego ukochanego.
...
Poe tym czasem próbował skomunikować się z Finnem. Jednak bez skutku. Po kilku minutach prób nareszcie udało mu się odebrać. Słyszał przede wszystkim szum, i szept kilku osób w tym Finna. Chyba nikt nie wiedział, że udało mu się dodzwonić, skoro negocjację trwały dalej.
- A co zrobimy z Poe? - usłyszał niewyraźnie młody pilot i ustawił głośność na największą, tak, by słyszeć, co oni kombinują.
- Jak to, co mamy zrobić? - odezwał się Hux. - ZABIĆ GO! - Poe natychmiast usiadł na krześle z wrażenia. Mimo to, że w bazie panowała minusowa temperatura, Poe zrobiło się gorąco z wrażenia.
- Masz rację. - to był głos Finna. Poe obeszły ciarki. Wyłączył komunikator. Miał już dosyć tej rozmowy.
- Ale jak to? - zapytał samego siebie i zaczął płakać. - Mieliśmy razem dowodzić Ruchem Oporu. Mieliśmy zniszczyć Najwyższy Porządek. On go zdradził... On go zdradził z Huxem. Ich największym wrogiem. Stali oni na czele największej hierarchii jaka kiedykolwiek istniała. Mogąca zniszczyć wszystkich i wszystko stojące na ich drodze. Ale Finn pozbył się jego jak jakiegoś śmiecia. Nie potrzebował już go.
Po chwili były pilot Ruchu Oporu postanowił przestać płakać, bo mu przez to oczy zamarzły i nic nie widział. Na oślep wszedł do lodówki, by się ogrzać i obmyślić plan zniszczenia Finna i Rey wraz z Kylo.
...
Tymczasem Rey i Kylo wrócili na pokład Sokoła Millenium. Obaj bardzo zmarzli, więc weszli pod kilka kocy. Po chwili zasnęli w całkowitym ciepełku otuleni jak na naleśnik (brakowało tylko Nutelli! <3).
Po kilku godzinach spania Ben się obudził. Poczuł w kończynach zimno. Powoli i niechętnie otworzył oczy i rozejrzał się za źródłem tego nieprzyjemnego uczucia.
Uświadomił sobie, że ktoś mu zabrał koce. Odwrócił się na koniec łóżka i popatrzył na Rey. Była owinięta swoimi i jego kocami. Musiało być jej ciepło, ale mimo to, na jej twarzy dało się zauważyć uśmiech.
Ben wiedział, że pewnie ona była przyzwyczajona od tylu lat do piekielnego gorąca, więc postanowił przejść się po statku i znaleźć jakiś koc.
To nie było trudne, gdyż do był statek jego ojca, którym kiedyś oboje przebywali mnóstwo czasu wraz z Chewbaccą. Przechadzając się przypominał sobie wspomnienia, które chciał zakopać gdzieś głęboko. Wręcz widział małego siebie przebiegającego przez statek, a za nim oczywiście nie kto inny jak Han Solo. Oboje byli uśmiechnięci od ucha do ucha. Śmiali się, wygłupiali i wszystko to, o czym Rey marzyła przez tyle lat.
Zaczął płakać.
Czy takich chwil mogło być więcej, gdyby nie postąpił tego ruchu, jakiego żałował. Mógł się oprzeć ciemnej stronie. Mógł nie uruchamiać miecz w chwili, gdy było to najmniej potrzebne.
Zamknął oczy. Widział to. Widział ciało Hana Solo którego duch ulotnił się w chwili brutalnego wyrwania jarzącej się klingi z jego ciała. Widział ukochanego ojca spadającego w przepaść.
Pamiętał, że jak był mały, to Han wyjechał któregoś dnia. Obiecywał, że nie będzie go tylko parę dni. Po miesiącach zapłakana Leia mówiła mu, że nie wróci. Myliła się, ponieważ wrócił do ukochanej rodziny. Tłumacząc mu, że rodzina Greedo go zatrzymała.
Łkając myślał o tej chwili, o tym, jak jego matka porzuciła wszelkie nadzieje, jednak on nie ustępował. Znał ojca i wiedział, że wróci. Tak też się stało.
Wiedział, że tym razem tak się nie stanie. Po prostu zabił go. Po prostu...
Teraz, właśnie w tej chwili podniósł się i zatarł tą bolesną przeszłość. Zatarł bezlitośnie tak, jakby nic nie znaczyła.
Otworzył szufladę w której zwykle przechowywane były koce. Tym razem ich nie było, ale za to zauważył stare księgi Jedi, o których opowiadam mu kiedyś wujek Luke.
Otworzył kolejną szufladę, w której powinny być zapasowe koce na wypadek, gdyby w tej pierwszej szufladzie zabrakło. Ujrzał tam starą fotografię Hana, Leii, a pomiędzy nimi mały on, który żył jeszcze w dziecięcej radości nie przejmując się niczym.
CZYTASZ
REYLO || BALANCE
Ciencia Ficción#1 miejsce w reylo - 05.12.2018 #1 miejsce w zlotemysli - 24.02.19 #1 miejsce w podloga - 25.02.19 Moje pierwsze opowiadanie o reylo! Mam nadzieję, że ci się spodoba! Po wydarzeniach z "Ostatnich Jedi" Rey udaję się do opuszczonej bazy Ruchu Oporu n...
