Małe dziecko z wielkimi marzeniami. Chyba tak mógłbym najtrafniej określić samego siebie z przeszłości. W skokach zakochałem się odkąd pierwszy raz, w wieku pięciu lat, obejrzałem w telewizji Turniej Czterech Skoczni. Od tamtej pory robiłem wszystko, by móc wystartować w tym prestiżowym turnieju. Bieda w domu nieszczególnie mi to ułatwiała, a co gorsze, odebrała mi coś, czego być może potrzebowałem najbardziej. Wsparcie rodziców. Zwłaszcza ojca, który nie wierzył w to, że jego syn, zwykłe dziecko z małej, francuskiej wioseczki, zdoła cokolwiek osiągnąć, przez co zostało mi postawione ultimatum. Albo skupiam się na nauce, by iść na dobre studia i dzięki dobrze płatnej pracy wyciągnąć rodzinę z ubóstwa, albo idę w sport i utrzymuję się sam. Bez pomocy kogokolwiek.
Od tej pory plątałem się od domu do domu, od wsi do miasta i z powrotem, byle tylko znaleźć miejsce, gdzie mógłbym zarobić choć trochę. Wszystkie pieniądze wydawałem na jedzenie i możliwość treningów i trwało to przez kilka lat, dopóki nie zauważył mnie jeden z trenerów pracujących w klubie Courchevel. Później już poszło szybko.
Dobre wyniki w czasach juniorskich, owocowały natychmiastowym przyjęciem do pierwszej kadry, głównie z racji braku innych kandydatów. Byłem tym zachwycony i obiecałem sobie, że będę robił wszystko, by udowodnić, że mój ojciec się mylił, i że jestem w stanie osiągnąć wiele jako sportowiec.
Zacząłem jeździć po całej Europie i brać udział w Pucharze Świata. Co prawda bez większych sukcesów, ale wszyscy wokół uspokajali mnie i powtarzali, że jeszcze przyjdzie czas mojej chwały. No i poznałem Vincenta, który wtedy wydawał mi się kimś w rodzaju mentora. Wspierał mnie, dużo pomagał, uczył, podpowiadał... Był jak starszy brat, uczący życia młodszego. To było wspaniałe doświadczenie.
Sądziłem, że Vince jest moim przyjacielem. Wierzyłem w to. Ufałem mu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on postrzega tę relację nieco inaczej. Zaczął... Spokojnie. Wyjątkowo spokojnie jak na jego wybuchowy charakter. Miłe gesty, komplementy, czułe słowa, starania jak o prawdziwą miłość. Walczył o moją uwagę, ale jednocześnie dawał mi dystans. Traktował mnie jak dzikie zwierzę, które należy oswoić, powoli i krok po kroku, poprzez powtarzanie tych samych czynności, wzbudzających zaufanie. Ale ja za każdym razem mu odmawiałem, naiwnie sądząc, że w końcu da sobie spokój. Nie jestem gejem, nawet gdybym był, to on jest dużo starszy i to wszystko było dla mnie niesamowicie niezręczne i dziwne. I powiedziałem mu o tym, co okazało się najgorszym błędem mojego życia.
Bo Vince, w przeciwieństwie do mnie, pochodzi z bardzo bogatej rodziny. On nie musiał o nic walczyć i na nic pracować, wszystko miał zawsze podane na tacy. I nie rozumiał, że czegoś nie może dostać. Nie umiał poradzić sobie z odmową. I właśnie wtedy przestał się starać, a postanowił po prostu wziąć mnie sobie siłą.
Oczywiście, że powiedziałem o tym trenerowi, zaraz po tym, jak Vincent zgwałcił mnie pierwszy raz. On jednak zdawał się być tym niewzruszony. Po kolejnym razie, powiedziałem drugiemu trenerowi. Po kolejnym, komuś innemu. I w ten sposób cały nasz sztab wiedział o tym, co dzieje się nocą w moim pokoju. I nikt nie odważył mi się pomóc. Wszyscy rozkładali ręce.
Chciałem szukać pomocy poza naszym związkiem narciarskim, oczywiście, że tak. Ale zanim ją znalazłem, nasz trener wyjaśnił mi, dlaczego nie mogę tego zrobić. I dlaczego oni nie mogą nic z tym zrobić.
Okazało się, że francuski związek narciarski ma bardzo duże problemy finansowe. Nie stać ich było na wysyłanie nas na konkursy po całej Europie i czasem poza nią. Ale Vincent jest wręcz obrzydliwie bogaty i to on finansuje wszystkie wyjazdy. Bez niego, ta kadra by nie istniała. To automatycznie zwalnia go z odpowiedzialności za wszystko, co robi i czyni nietykalnym, również dla mnie. Bo jeżeli komuś bym o tym powiedział, a on przestałby wykładać pieniądze... Co miałbym zrobić? Nie stać mnie na opłacanie wyjazdów samemu. Sponsorzy również są temu niechętni. A wrócić do domu nie mogę. Nie mam po co.
CZYTASZ
||Ski Jumping | One shots ||
FanfictionTrochę o miłości, trochę o śmierci, trochę o psychopatach, a trochę o zwykłych ludziach. I wszystko ze skoczkami w rolach głównych.
