Wraz z chłopakiem podniosłam JJ i szybko skierowaliśmy się w stronę mojego samochodu. Alexie szybkim ruchem podążyła za nami.
___________
Wsiadłyśmy do pojazdu, podziękowałyśmy James'owi za pomoc i szybko pojechałyśmy do domu Grazer'a.
Zaparkowaliśmy na podjeździe i wysiadłyśmy. Podeszłam do Jane i pomogłam jej wysiąść. Jej policzek był cały we krwi.
-Wiecie, że nie musicie mi pomagać? Sama dam sobie radę. Wracajcie do szkoły. - Powiedziała słabo.
-Nie ma mowy, nie zostawimy się w takim stanie. - Odpowiedziała Al.
Byłyśmy już prawie pod drzwiami, gdy te się otworzyły a zza nich wyłonił się Oleff. Podbiegł do nas i wziął od nas ranną dziewczynę. Jednak nie jest taka ci*a i ją podniósł, ale przecież JJ to patyk.
-W ogóle co ty tu robisz? Nie powinieneś być w szkole? - Zapytałam chłopaka.
-Nie dzisiaj na uczelni mają jakiś dodatkowe zajęcia, więc nie wszyscy musieli na nie iść. - Odrzekł.
Chciałam zadać mu następne pytanie, ale ten wszedł do łazienki z Jane na rękach i poprosił mnie bym znalazła apteczkę.
Jane pov.
Gdy wysiadłam z samochodu myślałam, że już będzie lepiej. Błąd. Było gorzej, albowiem prawie zemdlałam. Nagle poczułam jak ktoś mnie podnosi. Napewno nie była to żadna z dziewczyn. Poczułam delikatny kojący zapach wokół siebie.
Docierały do mnie tylko zagłuszone głosy. Jakbym była gdzieś daleko, pod wodą.
Chwilę później chłopak, który przez cały czas mnie niósł, usiadł.
-Jane nic ci nie jest? Jane! Jane! - Zaczął mówić trochę przestraszonym głosem, ale i on wydawał się jak zza mgły. - Jane proszę, powiedz coś.
I w tym momencie dotarło do mnie kto to jest.
-Wyatt? - Zapytałam cicho.
-Uf, ty żyjesz! - Powiedział z ulgą.
Zobaczyłam tylko, jak Rach wchodzi do łazienki i kładzie coś na wannie.
Wyszła.
-Dasz radę usiąść sama?
-T-tak. - Powiedziałam drżącym głosem.
Wstał i pomógł mi usiąść na toalecie.
Wyciągnął jakieś waciki i coś jeszcze z apteczki. Mój obraz powoli zaczął się wyostrzać.
-Uwaga bo teraz zaszczypie. - Powiedział przyciszonym głosem.
~~Wyatt pov. ~~
-Teraz zaszczypie, trochę poboli i przestanie. - Powiedziała. - Szkoda, że z sercem tak to nie działa.
-Szkoda. - Odpowiedziałem z wyczuwalnym smutkiem.
Przyłożyłem wacik do jej policzka, a ona tylko się wzdrygnęła i cicho mruknęła. Po kilku minutach było już po wszystkim. Ale ślady zostały. Dwie delikatnie tylko zaczerwienione kreski, jedna trochę mocniejsza, ale też słaba i ta ostatnia najgłębsza.
Przytuliłem Jane i powiedziałem:
-Już jest dobrze. Zagoi się.
Ona delikatnie odwzajemniła uścisk. Krew z rany już przestała lecieć. Na szczęście.
Ogarnąłem łazienkę, wziąłem apteczkę i pomogłem wstać dziewczynie.
~~Alexie pov~~
Siedziałam z Rachel i czekałam na to, aż Wyatt wróci z Jane. Martwiłam się.
Siedziałyśmy jakieś 5 minut w ciszy, którą przerwał zchodzący z góry Noah.
Noah.
Wstałam i podeszłam do chłopaka. Nie panowałam nad sobą. Poprostu podeszłam i się w niego wtuliłam. Tak mi tego brakowało.
Schnapp z początku nie wiedział co się dzieje, ale chwilę później odwzajemnił uścisk.
Staliśmy tak w ciszy. Przyjemnej ciszy.
-Noah możemy porozmawiać? - Zapytałam.
-Oczywiście.
Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i czekałam, aż chłopak usiądzie obok. Gdy to zrobił powiedziałam:
-Ja wiem, że zachowałam się jak idiotka, ale ja nadal cię kocham.
-Też cię kocham Al i ty wcale nie zachowałaś się jak idiotka, to raczej ja byłem idiotą, robiąc takie głupstwo.
Nic nie odpowiedziałam. Poprostu się do niego przysunęłam i go pocałowałam.
