35. Doigrałaś się

741 32 2
                                        

Jesteśmy już na miejscu. Zatrzymaliśmy się przed dużym domem. Mocniej złapałam Hope i ostrożnie wyszłam z samochodu. Chwilę zajęło mi rozglądanie się. To miejsce przypomina mi trochę Mystic Falls, las i duży dom z kolumnami. Blisko domu Bex układała gałęzie na ognisko, które będzie naprawdę duże. Dym może zwrócić uwagę, czy nie powinniśmy się ukrywać? Gdy tylko nas zobaczyła przerwała i zaczęła do nas podchodzić. Uśmiechnęłam się i podałam jej małą.

- Ale wyrosłaś - uważnie obserwowała małą.

- Widziałaś już ją wcześniej? - Elijah pojawił się koło nas

- Tak, bo nie wierzyłam, że ona nie żyje - pocałowała Hope w czoło i podała mi ją z powrotem.

Usłyszałam warkot silnika, dlatego obróciłam głowę żeby sprawdzić kto przyjechał. W czasie gdy lecieliśmy tutaj dowiedziałam się wszystkiego co działo się gdy nas nie było. Z samochodu wysiadł Klaus. Po chwili był już przy nas. Podałam mu małą. Ten pocałował ją w czoło i przytulił ją do siebie. Jestem zaskoczona tym jak Hope jest ufna w kontaktach z innymi.


******
Robi się coraz ciekawiej. Dowiedziałam się że jakaś walnięta ciotka pierwotnych tysiąc lat temu zarządała w ramach zapłaty każdego pierworodnego dziecka w rodzinie. I mimo tego, że nie żyje chce Hope. Jeśli myśli, że jeśli dostała Freyę i to samo stanie się z Hopie to źle myśli. Będzie musiała zabić każdego z nas. Stałam się wampirem chcąc chronić moją rodzinę i umrę chroniąc ją. Do pomocy przy Hope mam Elijaha, chociaż niezbyt na niego liczę, bo coś się z nim dzieje, tylko nie mogę z niego wyciągnąć co. Odpowiedź 'Dar od matki' nie wystarcza mi, ale też nie mówi nic dobrego. Od kiedy tu przyjechaliśmy Hope coś się odmieniło bo nazywa mnie mamą, a nie Kath jak kto robiła od kiedy nauczyła się mówić. Moje prostesty zdały się na nic bo Klaus kazał mi się zamknąć, a jej nie przestawać. Miałam wtedy ochotę przebić go kołkiem, ale to byłoby samobójstwo, bo on jednym ruchem mógłby pozbawić mnie głowy. To dziwne kiedy nazywa mnie swoją mamą, a Klausa tatą. Hope pokazała im już że jest trybrydą. Naprawdę prawie dostałam zawału gdy nagle ogień z ogniska nagle 'urósł' sam z siebie o parę metrów i nagle się zmniejszył. Dowiedziałam się że niestety korzystamy z pomocy tej przeklętej wiedźmy, na szczęście raczej nie dojdzie do naszego spotkania twarzą w twarz bo wiadomo jak się skończy.
Klaus sprowadził tutaj Cami, której nie ufam. Od kiedy tylko tutaj jest czyli od paru godzin wiem, że jej wizyta tutaj nie skończy się dobrze. Dlaczego jestem tego pewna? Jej charyzma, która wydaje się głupotą zgubi ją. Nie powinna prowokować kogoś kto jest wyżej w łańcuchu pokarmowym - a my, istoty nadnaturalne jesteśmy na samym szczycie. Nie powinna też upijać się.

Po tym jak położyłam Hope na jej popołudniową drzemkę, poszłam do salonu. Siedziałam na kanapie obok Cami, która czytała pytania pierwotnemu z kart i na każde odpowiadał. Jak można być aż tak mądrym? Przeczucie podpowiada mi że to że ona tutaj jest nie skończy się dobrze. Piłam moją ulubioną krew z dużego kubka uważnie ich obserwując. W pewnym momencie przez nieuwagę blondynki rękaw pierwotnego został oblany alkholoem. Podałam mu chusteczkę. Wampir zaczął wycierać nią biały materiał. Gdy zaczął robić to coraz szybciej wiedziałam już że coś złego się dzieje. Odłożyłam do połowy pusty kubek na stolik.

- Doigrałaś się. Cami idź stąd - spojrzałam prosto w jej oczy.

The Vampire DiariesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz