Namjoon miał dzisiaj dwie godziny korepetycji z dzieciakami ze swojej starej szkoły. Wyjątkowo nie mógł się wykazać w stu procentach, ani skupić. W głowie miał już tylko spotkanie z swoim chłopakiem, który wrócił i od samego rana wysłał niezliczoną ilość wiadomości. Sam również był stęskniony, nie widzieli się prawie tydzień, licząc z weekendem, który on spędził u rodziny. Zaraz potem nieplanowany wyjazd Jina. Trochę się martwił, bo Jinni chciał porozmawiać, a ostatnio jego rodzice mieli problem z podziałem majątku między siebie i brata ojca. Może konflikt się zaostrzył, a Jin raczej nie przebierał w słowach w takich sytuacjach.
Miał nadzieję go jakoś pocieszyć i uspokoić. Dlatego korepetycje nie szły mu specjalnie dobrze, tłumaczył gorzej niż zwykle, a jeden z jego podopiecznych nudził się bardziej niż zwykle. Raz, czy dwa musiał go szturchnąć długopisem, żeby nie przewrócił się twarzą w zeszyt.
Na szczęście korki dobiegły końca przed wieczorem i bez wracania do domu, od razu pobiegł na autobus do mieszkania Jina. Zastanawiał się, czy kupić wino, ale przypomniał sobie jak trudno jest dogodzić kubkom smakowym starszego i zrezygnował, mając nadzieję, że on o tym pomyślał. Mieli co opijać, bo w poniedziałek rozpoczynała się rekrutacja na studia, a on miał zapewnione miejsce na wszystkich wybranych kierunkach.
Wjechał na czwarte piętro, w windzie spotykając sąsiada Seokjina. Dzieciak już go poznawał, bo zawsze mówił mu dzień dobry. Zadzwonił do drzwi podekscytowany, jakby nie widzieli się wieki. Jego policzki zarumieniły się od mrozu i szczęścia. Jeszcze kilka lat temu nie podejrzewał, że drugi człowiek może podarować jej aż tyle. Swoje szczęście miał tylko w książkach i zawartej w nich wiedzy. W mądrości upatrywał swojej drogi i spełnienia. Z czasem zaczynał rozumieć, że mądrość to nie tylko akademicka wiedza z podręczników, ale i umiejętne posługiwanie się swoimi emocjami. Rozumienie ich i lokowanie we właściwych osobach. Miał nadzieję uczyć się tej sztuki i poszerzać ją równie intensywnie jak wiedzę ze szkoły.
Drzwi otworzył mu Jin. Jego piękny Jinni. Miał rozpięte pierwsze trzy guziki niebieskiej, wsuniętej w czarne spodnie koszuli, włosy zaczesane tak, że odsłaniały jego czoło i całą piękną, wyprofilowaną jak u bóstwa twarz. Natychmiast ciało Nama przeszyło gorąco. Uśmiechnął się na sam widok ukochanego.
- Mogę wejść?
- Wchodź - odparł starszy i przepuścił go w drzwiach, zamykając je za plecami Namjoona. Ten nie zniósł więcej niż Jin kazał mu czekać, dlatego zwrócił się ku mężczyźnie i nie bacząc na rozbieranie się z kurtki i butów, zaatakował usta Seokijna. Przyszpilił go do ściany, dłonie natychmiast zatopił między pasmami włosów. Czuł jak lepią mu się od lakieru, ale miał to gdzieś. Mógł w końcu nacieszyć się swoim facetem i miał zamiar zrobić to bez względu na przeszkody.
Jin bardzo chętnie odpowiedział na jego potrzeby. Mimo gorszej pozycji, niższego wzrostu i drobniejszej budowy, nie miał problemu z dominowaniem pieszczoty. Niezbyt delikatnie przygryzł zapuchniętą już wargę Namjoona, za co dostał nagrodę w postaci zduszonego przez następny pocałunek westchnienia.
Oparł obie dłonie na biodrach młodszego, ale i przyciągnął go do siebie chciwie. Zawsze było mu za mało i za słabo. Zanim skończyli serię szybkich, mokrych pocałunków pozbył się jego kurtki rzuconej na podłogę i szybko zajął się kolejnymi warstwami, sam pozostając w pełnym ubraniu.
Kiedy mieli cały dzień na leniwy, kilkurundowy seks, lubił uczucie nagich, splecionych ze sobą ciał, lecz w chwilach takich jak ta, wybierał opcję poddańczą. Sam co najwyżej zsuwał spodnie, a nagi Namjoon musiał pocieszyć się tylko tym, co Seokjin zdecydował się mu ofiarować.
CZYTASZ
Kartka papieru 2| Sope
Fiksi Penggemar|Zakończone| Druga część opowiadania o bibliotekarzu Yoongim i nieznośnej przylepie Hoseoku , których losy połączył przegrany zakład i ciągnący się za nim przypadek. Od pierwszego spotkania chłopaków mija pięć miesięcy. Hobi staje przed trudnym wyb...
