Kilka godzin później zmęczona układaniem i wypełnianiem papierów przecierałam ciężko oczy.
- Chyba pora wracać - ziewnęłam przeciągając się na krześle.
Zza oknem odbijały się tylko światła przejeżdżających samochodów. W budynku firmy znajdowali się najprawdopodobniej tylko ja i ochroniarz siedzący przed monitorami z podglądu kamer.
- Dowidzenia - wzróciłam się do ochroniarza.
Staruszek mruknął tylko coś pod nosem i machnął ręką. Opuszczając budynek na policzkach poczułam chłodny i zimny wiatr. Ruszyłam chodnikiem. Wzdłuż drogi świeciły lampy oświetlając całą okolice wokół nich. Kilkanaście metrów później usłyszałam czyjeś kroki za mną. Przyspieszyłam swoje kroki, ale ten ktoś uczynił to samo.
- Ooo nie nie nie - pomyślałam w duchu.
Rozglądałam się do okoła, aż dostrzegłam nie wielki osiedlowy sklepik po przeciwnej stronie ulicy. Dzięki Bogu był otwarty chodź godzina nie należała do wczesnych godzin wieczornych.
Wbiegłam do niego mając nadzieję, że tym czynem zniechęcę napastnika. Lecz ten wszedł za mną do sklepu jakby nigdy nic i rozglądał się po półkach. Uciekłam między regały.
- I co dalej? - pomyślałam - Przecież nie mogę tu siedzieć aż do momentu zamknięcia sklepu.
Mruknełam pod nosem zniesmaczona brakiem dalszego planu. Chwyciłam butelkę z półki na wprost mnie i udałam się do kasy.
- Dobry wieczór - uśmiechnęła się ekspedientka.
Podczas gdy dziewczyna kasowała artykuł, ja rozglądałam się obserwując osobę w sklepie. Czarna maska zakrywająca twarz. Długa czarna kurtka z kapturem na głowie. Stał przy dziale z batonikami.
-..... Poproszę.
- Co? - spojrzałam na ekspedientkę - Może pani powtórzyć?
- 1000₩ poproszę - powtórzyłam.
- Już daję.
Wyciągając pieniądze mężczyzna ustawiał się w kolejce z batonikiem w ręce. Nachyliłam się do dziewczyny.
- Niech pani przyczyma przez jakiś czas tego mężczyznę - podałam pieniądze.
Kobieta kiwneła głową na znak tak i podziękowała za zakupy. Spokojnie wyszłam ze sklepu. Kiedy tylko opuściłam lokal bardzo szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu.
Po jakimś czasie usłyszałam że ktoś biegnie. Obróciłam się i ujrzałam jak mężczyzna że sklepu biegnie w moja stronę. Ruszyłam z miejsca uciekając co sił. W takiej chwili żałowałam że nie ćwiczyłam więcej na siłowni.
Skręciłam w przecznicę, a po chwili w kolejną. Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie nie było śladu po tajemniczym mężczyźnie. Do domu miałam zaledwie dwie przecznice do przejścia. Już spokojniej podążałam chodnikiem. Powietrze z ust, które wydychałam zamieniało się w parę.
Nie miałam już sił na jaką kolwiek ucieczkę. Dochodziłam do skrzyżowania gdy nagle pojawiła się na nim ciemna i smukła postać.
- Jak to? - spytałam przerażona.
Próbowałam jeszcze raz uciec, lecz na swoim barku poczułam dłoń. Chwyciłam ją mocno i przerzuciłam napastnika przez plecy na chodnik przede mną.
- Aaaahhh - wydał z siebie.
Głos mężczyzny przykuł moja uwagę. Sunął z twarzy maskę, a ja gdy ujrzałam twarz zastanawiałam się czy nie zrobiłam mu krzywdy. Musiało go mocno zaboleć spotkanie z podłogą.
- Czy Ci do reszty odbiło mnie straszyć - krzyknęłam na niego.
- Więcej już tego nie zrobię - próbował wstać.
Pomogłam mu podnieść się z chodnika i usiąść na pobliskiej ławce.
- Miałeś wrócić z resztą chłopaków i co to za pomysł śledzenia mnie? - oburzona spoglądałam na chłopaka, który masował swoje plecy.
- Chciałem się tylko przejść - skrzywił się z bólu.
- Jimin mów prawdę - założyłam ręce na piersi.
- Ooo to już nie panie Park? - dodał sarkastycznie.
Spojrzał na mnie. Najwidoczniej wokół mnie otoczyła się ciemna aura mówiąca sama za siebie co go czeka, bo po chwili dodał :
- OK. Chciałem tylko sprawdzić czy bezpiecznie wrócisz do domu, a teraz to ty chyba musisz mnie odprowadzić do domu.
- Dobra chodź.
Pomogłam mu wstać z ławki i wzięłam go pod rękę. Chłopak delikatnie podpierał się na moim ramieniu.
- Nic ci nie będzie. To tylko stuczenie - mruknęłam.
- Ale to za twoja sprawą!
- Nie trzeba było mnie straszyć! Kto normalny idzie za kimś tyle czasu, a potem go gania po ulicach?
- Ja - odpowiedział uśmiechając się.
- Ja się pytałam o normalna osobę, a ty jesteś nienormalny.
- Wiem dlatego za to że rzuciłaś mnie na chodnik oczekuję coś w zamian za przeprosiny - uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Co takiego chcesz? - spoglądałam przed siebie.
- Całusa
- Wybij to sobie z gło.... - obruciłam się w stronę chłopaka.
W momencie kiedy tylko spojrzałam na niego on złączył usta w krótki i delikatny pocałunek.
- Ummm.... Chodź już do domu - mruknęłam zawstydzona.
- Przecież idę. Uwielbiam cię widzieć w takim stanie - zaśmiał się.
- O czym ty gadasz? - ukryłam twarz zakładając maseczkę.
- Jesteś wtedy taka słodka.
- Jimin już ci dobrze? Bo zawsze możesz przypadkiem znowu wylądować na podłodze - mruknęłam.
Dochodząc do mieszkania, kątem oka widziałam jak chłopak wchodzi przez drzwi niczym uszkodzony robot.
CZYTASZ
World Star Park Jimin
FanfictionZ powodu ciężkiej choroby mamy musiałaś wyjechać do Korei Południowej. Pieniądze, które zarabiasz w większość przeznaczasz na leki dla mamy. Po niemiłym incydencie musisz się podjąć pracy, której nie chcesz. Siódemka chłopców sprawi że zmienią twoje...
