11

2.1K 62 12
                                        

Rafferty

Nebbie padła na ziemię. Przez gogle noktowizyjne obserwowałem, jak moja dziewczynka krzyczy i szlocha, błagając o pomoc. Nagle bowiem kostkę nogi mojego kwiatuszka owinął sznur. Nebbie wpadła w pułapkę, przez co została złapana za nogę i poderwana do góry. Zwisała teraz z gałęzi drzewa jakiś metr nad ziemią. Nie mogła wytrzymać długo w takiej pozycji, gdyż wówczas krew uderzyłaby jej do głowy. Nie chciałem, aby umarła. Nie taki był mój plan.

Dziewczynka płakała. Próbowała się uwolnić, ale tylko ja mogłem zwolnić ten mechanizm. Patrzyłem jeszcze przez chwilę, jak bezradnie się wije, nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu. Ona jednak nie zdawała sobie sprawy z tego, że tutaj byłem. Była bezbronna i taka przestraszona.

- Nie chcę umierać!

Krzyczała coraz głośniej. Owszem, lubiłem krzyki swoich ofiar, ale Nebbie przeszła już dziś wystarczająco dużo. Dlatego w pewnej chwili powoli zwolniłem mechanizm. Wówczas Nebbie padła na ziemię i szybko zaczęła rozplątywać węzeł ze swojej kostki. Gdy to uczyniła, rzuciła się do ucieczki.

Moja niewolnica miała już poranione stopy. Były brudne i znajdowało się na nich wiele ran. Po takich ranach Nebbie nie byłaby w stanie chodzić przez dłuższy czas, ale dla mnie tak było nawet lepiej. Nie mogłem się doczekać, aby była w pełni zależna ode mnie. Musiałem uświadomić ją w tym, że mnie potrzebowała.

Wiedziałem, że Nebbie nie ucieknie już daleko. Dyszała ciężko i była bardzo zmęczona. I tak podziwiałem ją za to, jak daleko udało jej się zajść. Dziś ją przecież zgwałciłem. Miała prawo czuć się słaba i potrzebować pomocy. Ona jednak do końca starała się być waleczna i niezależna. Podziwiałem w niej to, jednak z drugiej strony chciałem, aby w końcu się złamała.

Cicho podążałem za Nebbie wiedząc, że kierowała się do pułapki, którą najbardziej lubiłem. Miała ona uzmysłowić mojej niewolnicy, że ode mnie nie było ucieczki.

Nebbie krzyknęła, gdy potknęła się o kamień, lądując na czworakach. Próbowała się podnieść, ale nie miała szans. Wówczas zwolniłem mechanizm przymocowany do drzewa i wtedy klatka spadła z góry na Nebbie. Nie miała pojęcia, co się dzieje, dopóki nie zaczęła uderzać w pręty klatki i szukać ucieczki. Szlochała tak boleśnie, że aż bolało mnie serce. Jaka szkoda, że byłem skurwielem, który miał w dupie uczucia innych.

Przez gogle noktowizyjne wszystko doskonale widziałem. Nebbie na pewno zrozumiała już, że znalazła się w pułapce, ale wciąż walczyła. Była zacięta i to mi się podobało. Niebawem miałem jednak złamać jej chęć do walki.

W końcu Nebbie się poddała. Uklękła w małej klatce, w której nie mogła stanąć na nogi, gdyż była taka niska. Dziewczyna schowała twarz w dłoniach i zaczęła płakać.

Zrobiło mi się jej szkoda. Nebbie naprawdę nie była niczemu winna. To nie była jej wina, że wybrałem na swoją ofiarę właśnie ją. Musiało jednak na kogoś paść. Gdybym nie uprowadził jej, porwałbym inną kobietę. Miałem jednak wrażenie, że żadna inna nimfa i zdołałaby dać mi tego, czego potrzebowałem. Nebbie była doskonała. Wierzyłem, że pewnego dnia mnie pokocha, dzięki czemu nigdy nie będę już sam.

Powoli szedłem w kierunku mojej ofiary. Nebbie rozglądała się dookoła. Biedna nie miała pojęcia, że to ja się do niej zbliżałem. Pewnie sądziła, że przyszedł po nią jakiś dziki zwierzak.

Nagle stałem się świadkiem załamania mojej niewolnicy. Nebbie bowiem zaczęła walczyć z kratami jak wojowniczka. Płakała przy tym okropnie. Tak głośno, że ptaki żyjące w koronach drzew tego lasu zbudziły się i postanowiły odlecieć, aby poszukać bezpiecznego miejsca na sen w innym miejscu.

RaffertyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz