Rafferty
Kiedy położyłem Nebbie spać, zszedłem do piwnicy.
Weston nie przyszedł do nas na kolację. Napisał do mnie wiadomość z prośbą, abym przyniósł mu dwa talerze pełne jedzenia pod pokój rozkosznych przyjemności. Zrobiłem to. Mimo, że nie znosiłem, gdy ktoś mi rozkazywał, to postanowiłem się ugiąć. Wiedziałem, że robiłem to dla dobra Jacoba.
Od momentu, kiedy zaniosłem do piwnicy talerze, minęły trzy godziny. Zarówno Nebbie, jak i David już spali, więc nie miałem z kim pogadać. Nie chciałem być takim bezdusznym bydlakiem, który obudziłby Nebbie tylko po to, aby jej się wyżalić. Mimo, iż kochałem z nią rozmawiać, to moja dziewczynka zasługiwała na spokój.
Denerwowałem się tym, że Weston przebywał z Jacobem tak długo. Byłem pewien, że mężczyźni po prostu rozmawiali, ale i tak czułem niepokój. Dlatego w końcu postanowiłem iść do piwnicy i gdy już unosiłem rękę, aby zapukać do drzwi pokoju, stanąłem oko w oko z doktorem.
Weston uśmiechnął się do mnie lekko. Widać było, że był zmęczony. Spojrzałem ponad jego ramieniem i ujrzałem Jacoba, który leżał na boku w łóżku. Był nagi, ale tulił do siebie koc.
- Możesz z nim porozmawiać, Raff. Pójdę się przespać w salonie, dobrze?
Pokiwałem głową. Nie miałem serca odsyłać Westona do domu. Może byłem samotnikiem, ale chyba spodobało mi się to, że miałem w domu tak wiele osób, które lubiłem.
Weston wyminął mnie i poszedł na górę. Ja za to wkroczyłem do pokoju, w którym rozpocząłem swoją przygodę z Nebbie. Dziś byłem na siebie wściekły za to, jak bardzo ją skrzywdziłem, ale gdybym miał cofnąć się w czasie, pewnie podjąłbym taką samą decyzję. Może zmieniłbym tylko to, że nie zgwałciłbym mojej królowej. Czułem się za to cholernie winny i chętnie zabiłbym się za karę, ale miałem dla kogo żyć.
Zamykając drzwi na klucz, podszedłem do Jacoba. Usiadłem na brzegu łóżka. Widziałem tylko plecy chłopaka, ale po jego oddechu domyślałem się, że nie spał.
- Jak się czujesz, chłopaku?
Jacob nie odpowiadał przez dłuższy czas. Gdy już myślałem, że się na mnie obraził i nic z niego nie wyciągnę, postanowił się odezwać.
- Zabiłeś mojego pana.
- Owszem. Zrobiłem to i dzięki temu cię uwolniłem.
Jacob prychnął. Pokręcił przecząco głową. Zsunąłem wzrok niżej, aż dotarłem do jego pośladków. Nie powinienem wykorzystywać tego, że chłopak nie miał na sobie ubrań, ale jego blizny przyciągały spojrzenie. Wiedziałem, że podobne blizny do śmierci będzie nosić Nebbie. Nie chciałem, aby została oszpecona. Nie chodziło o to, że odbierało jej to piękno. Wręcz przeciwnie. Dzięki tym bliznom Nebbie wydawała mi się bardziej ludzka. Problem jednak polegał na tym, że ktoś inny niż ja podarował jej te blizny. Tego nie mogłem zdzierżyć.
- Nie chciałem, żeby umarł. Teraz jestem sam.
- Nieprawda - zaprotestowałem, mając ochotę nim potrząsnąć, ale postanowiłem go nie dotykać. - Masz rodzinę, która na ciebie czeka. Pomyśl o swojej mamie. O swoim tacie i swojej siostrze.
Jacob podniósł się do pozycji siedzącej. Odwrócił głowę w moją stronę i pozwolił, aby koc odkrył w pełni jego ciało. Chłopak wcale nie krępował się tym, że widziałem jego penisa. Na pewno przez dwa lata niewoli zdążył przywyknąć do chodzenia bez ubrań. Dla niego to właśnie było naturalne.
Oczy Jacoba wyrażały głęboki smutek. Chłopak stracił pana, więc rozumiałem, co czuł. Na pewno niebawem miał zrozumieć, jakim potworem był Rodrigo. Umysł niewolnika funkcjonował jednak inaczej niż umysł zdrowej osoby. Niewolnik bez swojego pana czuł się jak pies bez właściciela. Był zagubiony i nie miał pojęcia, co ze sobą począć. Towarzyszyło mu głębokie poczucie beznadziei. Jacob miał prawo być na mnie wściekły za to, że zabiłem jego właściciela, ale wierzyłem, że pewnego dnia mi za to podziękuje. Nic nie smakowało przecież lepiej niż wolność.
CZYTASZ
Rafferty
AksiRafferty Donovan pojechał na wojnę z nadzieją, że pomoże mu to poukładać w głowie pewne sprawy. Niestety stało się inaczej. Będąc świadkiem śmierci swoich przyjaciół, jego umysł przestaje funkcjonować prawidłowo. Raff staje się ofiarą wrogów i jest...
