35

1.5K 56 4
                                        

Rafferty

Podprowadziłem moją piękną królową bliżej klatki, która stanowiła pułapkę dla uciekającej przede mną dziewczyny. Nebbie mocno ściskała mnie za rękę tak, jakby się bała. Nie miała jednak czego się bać. Chciałem tylko trochę się z nią zabawić, a jeśli nie wyraziłaby na to zgody, zabrałbym ją prosto do domku. 

Nebbie uniosła wzrok i zauważyła, że z gałęzi drzewa zwisała konstrukcja stworzona z lin. Mogła przywoływać błędne skojarzenia takie jak samobójstwo. Tak jednak nie było. Ta konstrukcja ciągnęła się po pniu drzewa tak, że gdyby Nebbie nadepnęła na mechanizm znajdujący się w ziemi, liny pochwyciłyby ją i zwisałaby do dołu głową z gałęzi. Zamierzałem jednak dziś rozmontować ten system, aby zrobić z linami coś pożyteczniejszego. 

- Chciałabyś tam dla mnie wejść? 

Spojrzała mi w oczy. Jej spojrzenie było magnetyczne. Cholera, tak bardzo ją kochałem. 

- Mam wejść do klatki? 

- Właśnie tak. To taka moja brudna fantazja. Jedna z wielu. 

- Może pobawimy się w porwanie? - spytała, a mi momentalnie zrobiło się ciasno w spodniach. Dobrze, że założyłem dresy, gdyż erekcji nie było tu aż tak mocno widać. Choć nie dało się ukryć, że matka natura obdarzyła mnie dosyć pokaźnym fiutem i nie wstydziłem się go ukrywać. Cóż, przynajmniej zazwyczaj. 

- Chciałabyś pobawić się w porwanie? Naprawdę? 

Nie mogłem uwierzyć w jej propozycję, ale zrobiłbym absolutnie wszystko, aby pobawić się z nią w pieprzone porwanie. Nebbie wiedziała, jak bardzo lubiłem o tym fantazjować. Porywanie bezbronnej i zdanej na moją łaskę kobiety było jedną z moich absolutnie największych fantazji. Już raz tego dokonałem, ale porwanie Nebbie w asyście Davida nie było zbyt romantyczne. Nie, żeby porwanie mogło być romantyczne, ale nikt nie miał prawa mnie oceniać. Miałem spaczone spojrzenie na świat i postrzegałem go inaczej niż normalni ludzie. 

- Jeśli mnie nie skrzywdzisz ani nie uderzysz, nie widzę nic przeciwko - odpowiedziała, wzruszając ramionami tak, jakby właśnie nie dała mi najpiękniejszego prezentu, jaki mogłem sobie wyśnić.

- Mówisz poważnie? Możemy tak się pobawić? 

- Rafferty, dlaczego tak się cieszysz? Czy to aż tak bardzo cię podnieca?

- Cholera, bardzo mnie to podnieca! Dotknij, a zrozumiesz!

Chwyciłem mojego kwiatuszka za nadgarstek i przyciągnąłem sobie jej dłoń do swojego krocza. Nebbie ścisnęła lekko mojego penisa i z zarumienionymi policzkami spojrzała mi w oczy. 

- Duży. 

- Och, tak. Duży i twardy. Dobrze, Nebbie. Och, kurwa, ale się jaram. Obiecuję, że nie zrobię ci krzywdy, ale czy możesz udawać, że się mnie boisz? Że naprawdę chcesz ode mnie uciec? Będziesz krzyczeć i prosić o łaskę? 

Nebbie na pewno miała mnie za dziwoląga, skoro podniecały mnie takie rzeczy, ale zdążyła poznać mnie na tyle, aby zrozumieć, że były to rzeczy, które naprawdę mnie jarały. 

- D-dobrze? 

Była taka niepewna i taka urocza. Kurwa, jak ja ją kochałem!

- Świetnie. Och, kurwa, tak. Jak ty mnie kochasz, skoro zgadzasz się na takie rzeczy. 

- Hej, nie zapędzaj się! - poprosiła, a moje serce odrobinę pękło. - Nie kocham cię. Nie mów tak, proszę. Mogę zgodzić się na zabawę w porwanie, ale nic więcej, w porządku? 

Było mi przykro, ale nie oczekiwałem niczego innego. W pełni zasłużyłem sobie na nienawiść Nebbie, choć czułem, że ona wcale mnie nie nienawidziła. Również jednak mnie nie kochała. Po prostu mnie akceptowała i próbowała zrozumieć, co siedziało w mojej głowie. Ja sam czasami nie wiedziałem, co działo się w moim chorym mózgu, ale Nebbie dawała mi szansę. Rzeczywiście nie powinienem się zapędzać, gdyż w ten sposób mogłem zniszczyć naszą piękną relację. 

RaffertyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz