13

141 3 0
                                        

7:00 rano obudził mnie budzik. Wygramoliłam się i ruszyłam do szafy. Z niej wyjęłam ten strój.

Ubrałam to potem włosy pokręciłam i zostawiłam rozpuszczone

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Ubrałam to potem włosy pokręciłam i zostawiłam rozpuszczone. Pomalowałam się i ruszyłam do kuchni. Tam zjadłam na szybko tosty i ruszyłam na korytarz. Ubrałam czarne kozaki na obcasie i do tego czarny płaszcz. Wzięłam razem torebkę. Zamknęłam mieszkanie i ruszyłam do auta. Po kilku minutach byłam pod swoją firmą. Weszłam do środka.

- Dzień dobry pani Evans. - przywitała się Eliza.

- Dzień dobry. Jak tam sytuacja w hotelu?

- Dobrze. Nie ma żadnych przeszkód.

W tym momencie jak torpeda przyszedł Jake.

- Co się stało?

- Mamy problem z budową hotelu w Madrycie. Coś poszło nie tak z budowlańcami i projekt się nie zgadzał z tym co zrobili faktycznie.

- Kurwa! Czy nikt nie może wykonać tego normalnie? - wkurzyłam się.

Ruszyliśmy do gabinetu mego. Tam zabrałam się za sprawdzanie danych tego miejsca. Nasz projekt był właściwy tylko robotnicy musieli coś nie tak zrobić czy coś. Postanowiłam zadzwonić do faceta, który pilnuje przebiegu budowy.

- James Clark. Słucham?

- Aria Evans. Jaka jest sytuacja w tej budowie?

- Stało się zamieszanie. Robotnicy się opóźniają z robotą i w dodatku źle coś wymierzyli. Porobili coś wbrew projekcie pani.

- Nie dobrze. Kupujemy lot i za 7,5 godziny będziemy na miejscu. Okej?

- Dobrze. Zróbcie coś z tym.

- Oczywiście. Do zobaczenia.

- Do zobaczenia.

Rozłączyłam się i zabrałam się za rezerwację biletów lotniczych do Madrytu na najszybszą godzinę. Zarezerwowałam na 12:30.

- Zbieraj się jedziemy do Madrytu ogarniać tą sytuację. - powiedziałam do Jake'a.

- Dobrze.

Wyszliśmy z gabinetu. Jake poszedł po swoje rzeczy i od razu ruszył na dół, a ja podeszłam do Diany.

- Diana my jedziemy do Madrytu. Katastrofę opanować. Pilnuj Angeliki i dopilnuj firmy.

- Dobrze.

- Jak by coś się działo dzwoń. Poproszę Erica by pomógł.

- Nie ma problemu.

- Dzięki wielkie.

Ruszyłam do wyjścia. Jake już tam na mnie czekał.

- Zawieź mnie do mnie. Muszę na szybko się spakować w razie gdybyśmy zostali na noc.

- Okej.

***
Weszłam do pokoju i szybko wzięłam ubrania do małej walizki. Oczywiście eleganckie ciuchy i jeden luźny. Wzięłam kosmetyki, bieliznę i z walizką wróciłam do Jake'a, który czekał w aucie. Pojechał do siebie i również sam się spakował. Po chwili byliśmy w drodze na lotnisko.

My loveOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz