Rozdział 29.

8.6K 234 221
                                        

Witam witam w kolejnym rozdziale!!

Mam nadzieję, że mnie po nim nie zabijecie...

Miłego czytania <33

***

POV's Gwen:

    Jeśli sądziłam, że moja relacja z Lucą nie może być dziwniejsza, to się pomyliłam. Ten człowiek jest cholerną chodzącą zagadką, której zapewne nigdy nie uda mi się zrozumieć.

    Swojej celi nie widziałam od momentu ataku Rosjan, czyli od przeszło pięciu tygodni. Luca zadecydował, że teraz na stałe będę mieszkać z nim w jego sypialni. Bynajmniej nie oznacza to, że spędzamy ze sobą więcej czasu. Mam wrażenie, że mężczyzna unika mnie jak ognia. Całymi dniami schodzi mi z drogi i zazwyczaj w ogóle nie ma go w willi, a o moim istnieniu przypomina sobie tylko w nocy. Wtedy zdecydowanie nie mogę narzekać na jego zainteresowanie.

    Nawet się nie kłócimy, ponieważ nie mamy kiedy. Słowa Gemmy uderzają we mnie ze zwielokrotnioną siłą, ponieważ przez ostatnie tygodnie czuję się faktycznie tak, jakbym była panią do towarzystwa Luki. Ładnie rzecz ujmując... Z tą jednak różnicą, że codziennie usypiam w jego ramionach z każdej strony otulona jego dotykiem i zapachem.

    Każdy następny dzień spędzony w willi jest bliźniaczo podobny do poprzedniego. Budzę się sama w sypialni, jem śniadanie z bliźniakami, rozmawiam trochę z Rosario, który z chęcią dzieli się ze mną swoją wiedzą lekarską, czytam książki, wychodzę do ogrodu w towarzystwie pilnującego mnie strażnika, rysuję, wraca Luca, który z każdym dniem jest jeszcze mniej rozmowny, jemy kolację, idziemy do łóżka. I tak w kółko.

    Jest już kwiecień, co oznacza, że zostałam porwana z Dallas już prawie cztery miesiące temu. Jak się z tym czuję? Straciłam nadzieję na to, że moje życie ma jakąkolwiek szansę wyglądać tak, jak kiedyś. Wciąż marzę o tym, że uda mi się zobaczyć rodzinę, ponieważ ta myśl jest moim jedynym motorem napędowym, który sprawia, że mam siłę stawić czoła kolejnemu dniu.

    Niedawno zjadłam śniadanie w towarzystwie Gemmy oraz Francesci, odwiedziłam Rosario i pomogłam mu przejrzeć daty ważności leków pozostawionych po doktorze Marino, a teraz siedzę na kamiennej ławce w ogrodzie, rysując jedną z marmurowych rzeźb. Mój wzrok co chwilę ucieka w stronę rzeźby przedstawiającej Persefonę i Hadesa, ale staram się odwzorować ten, przedstawiający boginię z pochyloną głową i zakrywającą swoje ciało. Nie wiem, kogo może przedstawiać, ale bardzo mi się spodobała.

    Pochylam się i głaszczę po plecach Bellę, która jest moją najwierniejszą towarzyszką niedoli. Towarzyszy mi niemal przy każdej sytuacji, chyba że w pobliżu znajduje się Luca, który wciąż jest jej ulubieńcem z niezrozumiałego dla mnie powodu. Mężczyzna nie umie okazywać empatii w stosunku do drugiego człowieka, więc jak zdołał wzbudzić zaufanie zwierzęcia?

    — Witaj, Amerykanko! — woła Raphael, który wychodzi ze swojego szarego Lamborghini i zaczyna iść w moją stronę.

    Mężczyzna siada obok mnie na ławce i spogląda mi przez ramię na szkicownik. Gwiżdże z uznaniem, po czym szturcha mnie lekko w ramię, żebym zwróciła na niego uwagę. Zamaszystym ruchem zamykam szkicownik, przez co Bella wyrwana ze snu na mnie szczeka.

    — Francesca przyjechała — zaczyna z uśmiechem na twarzy. — Pewnie się zdziwiła, że cię zobaczyła.

    „Ta dziwka wciąż tutaj jest? Sądziłam, że Luca szybciej się nią znudzi i po prostu się jej pozbędzie. Na miejskim cmentarzu jest miejsce dla zapomnianych, więc znajdzie dla siebie miejsce".

DEVIL'S TIME [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz