Rozdział 41.

8.9K 223 286
                                        

Witam Was w ostatnim rozdziale „Devil's Time"!!

Jeśli mam być szczera, muszę przyznać, że cieszę się, że udało mi się dość aż tutaj mimo wielu kryzysów, które przeżyłam podczas pisania historii Gwendolyn i Luki. Kilka słów więcej powiem w podziękowaniu i zapowiedzi kontynuacji dylogii, a tymczasem życzę Wam kochani miłego czytania <33

***

Ze złością naciskam hamulec, ponieważ mam już tego dość. Zaciskam mocno dłonie na kierownicy i obrzucam Raphaela poirytowanym spojrzeniem. Nie przeczę, że jest człowiekiem wielu talentów, ale instruktorem jazdy nigdy nie zostanie.

— Mówiłem, żebyś skręciła w prawo — mówi ze śmiechem, kiedy zgarnia sobie ciemne pasma włosów z twarzy. — Wyluzuj trochę i ruszaj.

— Jak mam niby wyluzować?! Przed chwilą prawie wjechałam w śmietniki, a teraz niemal potrąciłam jakąś staruszkę! — wyrzucam mu, ale ostatecznie ponownie włączam silnik i skręcam w prawo.

— Niech jej ziemia lekką będzie — odpowiada nonszalanckim tonem głosu.

— Raphael! Nie żartuj sobie w ten sposób. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła, gdybym kogoś potrąciła.

— Nie dramatyzuj. Wszystko byśmy załatwili. Trup w tą, czy w tą to niewielka różnica. — Odwracam twarz w jego stronę i z ulgą zdaję sobie sprawę z tego, że tylko sobie ze mnie żartuje. — Skup się na drodze, Amerykanko. Czy wy w Dallas nie macie żadnego kodeksu drogowego?

Postanawiam rzucić jego uwagę mimo uszu i w pełni skupić się na dalszej drodze do willi. Młodszy z braci Grasso wpadł dziś na jakże błyskotliwy pomysł, żeby podszkolić mnie w prowadzeniu samochodu. Nie mógł zrobić tego na jakimś wyznaczonym do tego polu, a na najbardziej ruchliwych ulicach Palermo w godzinach szczytu. Idiotyzm. Co by było, gdybym faktycznie potrąciła jakiegoś człowieka? Zapewne nic, ponieważ Luca by się tym zajął. Przerażająca wizja...

— No i widzisz. Dałaś sobie radę — mówi, kiedy zatrzymuję się na podjeździe. Zaciągam ręczny, żeby samochód przypadkiem nie zjechał z górki. — Już niedługo sama będziesz mogła jeździć do szpitala.

— Luca musiałby wykazać się głupotą, żeby na to pozwolić i dodatkowo pożyczyć mi jedno ze swoich aut.

— Nie martw się, jeszcze zrobię z ciebie rajdowcę — zapewnia mnie, klepiąc mnie po plecach, przez co się od niego odsuwam.

W willi nie zastajemy nikogo prócz strażników i służby. Wyczerpana ruszam do swojego pokoju, w którym biorę długi gorący prysznic i przebieram się w krótkie spodenki oraz luźną koszulkę. Łykam tabletki i ze szklanką wody podchodzę do okna, z którego rozchodzi się widok na piękny ogród pogrążony w promieniach zachodzącego słońca. Marszczę brwi i odstawiam naczynie na parapet, widząc spacerującego po ogrodzie Lucę z cygarem w ręce. Przy mnie nigdy nie pali, za co jestem mu wdzięczna. Wydaje mi się, że wydał swoim ludziom jakiś rozkaz, zabraniający im palić w mojej obecności. To nawet miłe z jego strony, że dba o to, żeby moja astma się nie zaostrzyła.

Wychodzę ze swojego pokoju, zbiegam po schodach, zakładam klapki i wychodzę do ogrodu. Idę w stronę tajemniczej szklarni, do której ostatnim razem nie pozwolił mi wejść. Docieram do Luki w momencie, w którym zatrzymuje się przed szklaną budowlą.

— Witaj, farfalla — odzywa się, nie obdarzając mnie ani jednym spojrzeniem. — Jak było w szpitalu?

— Co tam jest? — pytam, wskazując na szklarnię.

— Zadałem pytanie jako pierwszy — zwraca mi uwagę, przez co przewracam oczami, ale opowiadam mu o kolejnym dniu, który spędziłam w szpitalu. Nie chcę się chwalić, ale wydaje mi się, że robię coraz większe postępy, a doktor Gavin jest naprawdę zadowolony z mojej pracy.

DEVIL'S TIME [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz