Rozdział 4.

9.8K 241 243
                                        

Witam w kolejnym rozdziale!! Akcja w końcu powoli zaczyna się rozkręcać

***

Im dłużej przyglądam się zaciekom i plamom na brudnym suficie, tym więcej rzeczy mi przypominają. Jedna z nich wygląda dokładnie tak, jak mój husky o imieniu Whiskey. Ma już niemal osiem lat, a mimo to nigdy nie odstępuje na krok dwuletniej suczki Ice, czyli beagle'a, którego znalazłam na spacerze w lesie. Była taka przerażona i głodna, więc od razu zabrałam ją do weterynarza i tak już ze mną została. Oba psy mieszkają w moim domu rodzinnym, ponieważ nie mogłam zabrać ich do akademika. Przy wyborze imion pomagał mi Devon, mój starszy brat, który uznał, że do imienia Whiskey idealnie będzie pasować Ice.

Rzadko pozwalam sobie na to, żeby skupić się na teraźniejszości. Nie mam pojęcia, ile czasu minęło, odkąd zostałam zamknięta w tej celi. Dwa razy dziennie przychodzą tu strażnicy, którzy przynoszą mi jedzenie i wodę. Doktora Marino ani Raphaela nie widziałam ani razu. O Luce nie wspominając, chociaż z tego faktu akurat się cieszę.

— Jedzenie — oznajmia strażnik, który otwiera moją celę i kładzie pakunek na stoliku.

Powoli podnoszę się z materaca i podchodzę do stolika, przy którym siadam. Tym razem do zjedzenia mam, a to niespodzianka, suchy chleb i dwie pomarańcze. Na dnie torby zauważam także cannoli, na którego widok unoszę ze zdziwieniem brwi. Nigdy wcześniej nie dostałam tutaj czegoś tak... ekskluzywnego.

— Perchè sei andato là? Il capo lo ha proibito.* — odzywa się drugi z mężczyzn, który przystaje przy mojej celi.

Zdążyłam przywyknąć do tego, że rozmawiają między sobą po włosku, przez co nic nie rozumiem. Zauważyłam także, że niewielu ze strażników rozumie angielski. Mogę ich zwyzywać na głos, a oni nic nie zrozumieją. Gorzej będzie, jak jednak trafię na tego, który mnie zrozumie.

— Le do solo cibo.** — Podnosi ręce w obronnym geście, po czym śmieje się i wpatruje się intensywnie w moje ciało. — Potrei fare molto di più...***

Mam na sobie tylko cienką brudną koszulę nocną, którą dostałam od doktora. Niestety nie zasłania ona zbyt wiele, zarys moich piersi jest pod nią dobrze widoczny, podobnie jak inne krzywizny mojego ciała.

Czuję przypływ ulgi, kiedy mężczyzna w końcu wychodzi z mojej celi i zatrzaskuje za sobą drzwi. Wciąż boję się tego, że nagle może strzelić im do głowy, żeby wyrządzić mi krzywdę. Zabiłam jednego ze strażników, więc mogliby chcieć wziąć za niego odwet. Dziwi mnie fakt, że nikt nie poruszył ze mną tego tematu. Nikt nie wspomniał o tym, że zabiłam ich współpracownika. Może śmierć poniesiona przez prawie nieuzbrojoną kobietę była dla niego tak wielką hańbą, że został zapomniany? Nie znam się na regułach, które panują w mafii. Zainteresowałabym się nimi, gdyby mogły mi pomóc się stąd wydostać. Żywej rzecz jasna.

Cannoli smakuje jeszcze lepiej, niż zapamiętałam. Może jest tak przez to, że od Bóg wie jak dawna nie miałam w ustach nic prócz chleba, pomarańczy, czy rozwodnionych zup. Mam ochotę zjeść popisowy makaron mojego taty, sernik babci albo pizzę z pizzeri, którą mamy koło akademika. Nie pogardziłabym także garścią orzeszków ziemnych, a na deser owocami morza. Mam nadzieję, że dostałabym wstrząsu anafilaktycznego, a moje cierpienia w końcu by się skończyły.

Podnoszę się z krzesła i na chwiejnych nogach podchodzę do zlewu, żeby umyć ręce i twarz. Przyglądam się swojemu odbiciu w porysowanym lustrze. Wyglądam... obco. Moje duże niebieskie oczy straciły dawny blask, jakby uszło ze mnie życie, usta mam spierzchnięte, skóra jest szara i sucha. Najgorsze są jednak te wielkie wory pod oczami i upiornie wyglądające kości policzkowe. Co tu dużo mówić, wyglądam jak żywy trup.

DEVIL'S TIME [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz