Witam w kolejnym rozdziale!!!
Miłego czytania życzę <33
***
POV's Gwen:
Wycieram swoje wilgotne ciało i staję przed niewielkim lustrem, które wisi nad zlewem w mojej celi. Mimo słabego oświetlenia dostrzegam wyraźne zasinienie na moim prawym barku, który wciąż pulsuje bólem.
Przyglądam się swojemu odbiciu i staram się zmusić się do uśmiechu, ale zamiast niego udaje mi się wygiąć usta w krzywy grymas. Zaciskam pięści w dłoni, kiedy próbuje odnaleźć swoje dawne oblicze w osobie, na którą teraz patrzę. Czuję się obco we własnej skórze, tak, jakby moje ciało i umysł nie należały do mnie.
— Co się dzieje, Gwen? — pyta mnie Misha, kiedy zaczynam drżeć, a ręcznik zsuwa mi się z ciała.
Na sztywnych nogach podchodzę do materaca, na którym leżą koszulka i majtki. Ubieram się, po czym kładę się na lewym boku i przykrywam się kocem. Czuję wzbierające we mnie mdłości, kiedy przypominam sobie o wszystkim, co miało dzisiaj miejsce.
Strażnik, który próbował mnie zgwałcić. Jego martwe ciało przygniatające moje. Jego gorąca krew oblepiająca moją skórę. Luca, który myje mi włosy. Capo, który bada moje ciało, sprawiając mi tym chorą przyjemność, której zdecydowanie nie powinnam odczuwać.
— Ja pierdolę... — syczę pod nosem, po czym podnoszę się i klękam na materacu.
Przykładam poduszkę do twarzy i zaczynam w nią krzyczeć, chcąc w jakiś sposób wyładować kłębiące się we mnie emocje. Rzucam nią w ścianę, po czym zaczynam okładać pięściami materac. Jestem jak w amoku, a buzująca we mnie furia zdaje się narastać, zamiast znikać.
— Co się z tobą dzieje? — dopytuje, kiedy nie odpowiadam na jego pytanie.
— Nie daję już rady... — odpowiadam szeptem, czego nie może usłyszeć.
Zaciskam pięści tak mocno, że paznokcie przebijają mi skórę, pozostawiając czerwone półksiężyce na przegubie dłoni. Chcę poczuć coś innego, niż obezwładniającą bezsilność. Chcę choć na moment mieć złudne wrażenie, że mam nad czymś kontrolę.
— Przykro mi, ale oddziału zamkniętego tutaj nie mamy.
Rozluźniam uścisk i spoglądam na swoje paznokcie, na których znajduje się odrobina mojej krwi. Odsuwam od siebie dłonie, żeby nie musieć na nie patrzeć, po czym odwracam się w stronę krat, żeby zobaczyć, kto tam stoi. Nie rozpoznałam tego głosu.
Mój wzrok pada na wysokiego mężczyznę około pięćdziesiątki z ciemnobrązowymi włosami oraz oczami w tym samym kolorze. Spinam się, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, kogo mi przypomina. Luca i Raphael są do niego cholernie podobni, przez co jestem niemal pewna, że jest to kolejny członek ich pojebanej rodzinki.
— Jestem nowym lekarzem i dostałem polecenie, żeby cię zbadać. Wybacz, ale specjalizacji psychiatry nie posiadam, więc zapewne nie będę mógł pomóc ci we wszystkim — mówi spokojnym, monotonnym głosem. — Wejdę do twojej celi, dobrze?
Kiwam twierdząco głową, więc mężczyzna wchodzi do środka i staje przy materacu. Podnoszę się i siadam na krześle, które dla mnie przysunął.
— Co cię boli? — pyta mnie, kiedy zapala latarkę czołową, którą ubrał, żeby cokolwiek widzieć w tym półmroku.
— Wszystko, ale najbardziej brzuch. Wydaje mi się, że mogło dojść u mnie do pęknięcia wyrostka robaczkowego oraz zapalenia otrzewnej. Muszę jak najszybciej pojechać do szpitala albo będzie po mnie — wymyślam na poczekaniu, mając nadzijeę, że może uda mi się wziąć go na litość.
CZYTASZ
DEVIL'S TIME [+18]
AcciónI CZĘŚĆ DYLOGII DEVIL Gwen Palmer nie spodziewała się, że przez to, że znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, wydała wyrok na swoje życie, które od tej pory będzie ciągnąć za sobą smutek, ból, śmierć oraz coś jeszcze mroczniejsze...
![DEVIL'S TIME [+18]](https://img.wattpad.com/cover/369772496-64-k237805.jpg)