Rozdział 40.

7.8K 218 295
                                        

Witam po dłuższej przerwie!!!

Miłego czytania <33

***

Uwielbiam każdą kuchnię, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że włoska bije wszystkie pozostałe na głowę. Właśnie do tej refleksji doszłam podczas mojej wczorajszej rozmowy z ojcem, który uznał, że musi mnie za jakiś czas odwiedzić i sam wszystkiego spróbować. Jestem ciekawa, jak Luca zareaguje na wiadomość o tym, że chciałabym zaprosić do Palermo rodzinę. Chociaż szczerze mówiąc, wydaje mi się, że o tym wie, ponieważ mógł założyć podsłuch na moim telefonie. Nie wierzę w to, że pozostawił mi aż tak wolną wolę w tej kwestii.

Poprawiam swój uniform i fartuch medyczny, po czym przyczepiam sobie do niego identyfikator. W końcu nadszedł dzień, na który czekałam od chwili, w której ponownie zamieszkałam w willi, czyli od niemal dwóch tygodni.

Uśmiecham się do siwiejącego mężczyzny, który podaje mi torbę z rzeczami, które mam zabrać do szpitala oraz pomaga mi zapiąć zegarek na lewym nadgarstku.

— Pamiętaj, że możesz zapytać mnie o wszystko, co będzie cię nurtować — tłumaczy mi Rosario, kiedy zakładam wygodne buty. — Chętnie ci pomogę.

— Dziękuję. Mam nadzieję, że się odnajdę — odpowiadam życzliwym głosem, po czym ruszam w stronę drzwi frontowych z towarzyszącymi mi jak cienie Vincem i Saviem. Obaj są bardzo milczący. Vince z oczywistych powodów, a w przypadku Savia wydaje mi się, że jest to przejaw buntu przeciwko temu, że musi robić za moją niańkę, jakby jako egzekutor nie miał „ciekawszych" rzeczy do roboty.

Rozglądam się po podjeździe, ale nie zauważam Luki. Miałam cichą nadzieję, że to on odwiezie mnie na pierwszy dzień specjalizacji. Zamiast niego obok Jeepa zauważam szczerzącego się w moją stronę Raphaela, który otwiera mi drzwi od strony pasażera.

— Rosario o wszystkim ci opowiedział? — zagaduje, kiedy wyjeżdżamy na ulicę.

— Tak. Znaczy okaże się — odpowiadam zdawkowo, spoglądając na ekran telefonu. Krzywię się, po raz kolejny widząc to samo imię na wyświetlaczu.

Od: Christian
Witaj, Gwendolyn. Mogłabyś w końcu znaleźć chwilę wolnego czasu, żeby ze mną porozmawiać? Wciąż podtrzymuję to, co ci ostatnio wyznałem. Zależy mi. Czekam na telefon.

— To sobie poczeka — stwierdza z rozbawieniem Raphael, który patrzy mi w ekran telefonu.

— Skup się lepiej na drodze. — Wyłączam telefon i chowam go do torby.

— Jest czerwone, więc stoimy, Amerykanko. — Prycha śmiechem, przez który przewracam oczami. — Mogłabyś okazać mi odrobinę wdzięczności za to, że jestem twoim szoferem. Dzisiaj twój wielki dzień, więc mogę dać ci się trochę powykorzystywać, ale wracając do meritum, dlaczego nie spławisz tego desperata?

— Próbowałam. — Wzruszam ramionami i nieznacznie się krzywię. Chris nieco kojarzy mi się z lepem na muchy, od którego za nic nie można się uwolnić. — Tłumaczyłam mu, że skupiam się teraz na sobie i nie chcę na razie kontynuować naszej znajomości.

— Na razie... — powtarza z namysłem, stukając palcami w skórzaną kierownicę. — I właśnie w tym miejscu popełniasz błąd. Chłop wciąż ma nadzieję i czeka na ciebie. Kawa na ławę, Gwen. Krótka piłka. Napisz mu, że nic z tego nie będzie i powodzenia w szukaniu kolejnej wybranki serca.

Tym razem to ja prycham śmiechem i kręcę z rozbawieniem głową. Rozmowy z Raphaelem ostatnimi czasy stały się jednym z moich ulubionych punktów dnia. Często wychodzimy razem na spacery do ogrodu, podczas których rozmawiamy o wszystkim i niczym albo po prostu siedzimy w milczeniu, oglądając niebo. Nie raz zdarzyło mi się przy nim rozpłakać, co okazało się wyjątkowo komfortowe. Trudno mi to przyznać, ale młodszy brat Luki jest świetnym słuchaczem, mówcą i umie podnieść drugiego człowieka na duchu, jeśli tylko na moment odsunie od siebie wizerunek sarkastycznego i zapatrzonego w siebie świra.

DEVIL'S TIME [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz