Zwykła 16-letnia dziewczyna.
Jej życie komplikuje się po tym jak wprowadziła się do innego stanu.
A może jest ktoś kto ją chroni?
Za wszelkie błędy przepraszam, jestem w trakcie poprawiania :)
-Ju-Justin no bo no my ją znaleźliśmy ale o-ona je-est tak ja-jakby pod na-narko-kozą - usłyszałem w słuchawce Nicka chłopak strasznie się jąkał co oznaczało, że jest nieźle zdenerwowany.
-Gdzie jesteście?- starałem się być spokojny, ale w takiej sytuacji to cholernie trudne i prawie niemożliwe.
- Jesteśmy.. kurwa sam nie wiem jakąś godzine na północ od miasta, straszne zadupie.
-Zaraz tam będziemy- spojrzałem na mapę.
-Macie Nicole?- na te słowa Luke jak oparzony podniósł się z siedzenia i popatrzył na mnie czekając, aż dam mu odpowiedź.
-Chłopacy przeszukują budynek. Jak będę wiedzieć zadzwonię. Mamy zawieźć Emilly do domu?
-Tak zabierz ją z tamtąd, a chłopcy niech przeszukują budynek, zaraz im pomożemy.
Rozłączyłem się i jechałem najszybciej jak mogłem. Nie mamy żadnej pewności czy zabrali dziewczyny w te same miejsce. Jednak wątpliwe jest, aby znali nasz plan.
Po około dwóch godzinach wysiadłem z auta i razem z Lukiem ruszyliśmy pod budynek. W koło nie było nic, prócz lasów. Weszliśmy do sporej wielkości domu. Chłopacy już przed nami zajęli się tym, aby w środku było czysto. Szliśmy wąskim korytarzem i szukaliśmy kogoś od nas.
Na końcu korytarza znajdowały się schody. Schody i na górną część domu i do piwnicy.
Na dole słychać było kogoś głosy, a raczej krzyki. Usłyszeliśmy strzał i ciszę. Brzdęk kluczy i ciche szlochy.
Zobaczyłem jak chłopcy po kolei wyprowadzają różne dziewczyny, żadna z nich na bank nie skończyła nawet 17 lat. Wszystkie były młode i w nie najlepszym stanie. Jako ostatnia wyszła Nicole. Była w najgorszym stanie, ubrana w podarte resztki swoich ubrań, cała posiniaczona z zaschniętą krwią po lewej stronie twarzy. Na rękach było widać liczne otarcia i dużego rozmiaru siniaki. Było mi jej naprawdę szkoda nie zasłużyła na to co musiała przejść, ani ona, ani żadna inna znajdująca się tu dziewczyna.
-Co mamy z nimi zrobić?- zwrócił się do mnie Patrick.
-Zabierzcie je do domu na obrzeżach i zostaniesz tam z nimi dopóki nie dojdą do siebie. Później dowiesz się skąd są- zwróciłem się do chłopaka, ten tylko skinął głową. 4 dziewczyny ruszyły za nim, a Luke i Nicole zdążyli się już przywitać.
-Lepiej stąd chodźmy- powiedziała nadal roztrzesiana nastolatka. -Gdzie Em? Oni ją zabrali. Gdzie ona jest?!.- zaczęła krzyczeć Nicole przypominając sobie o Emilly.
-Ej spokojnie, pojechała do domu z Nickiem. Jest bezpieczna.
Luke pomógł obolałej nastolatce wsiąść do auta i usiadł razem z nią na tylnich siedzeniach. Byłem wykończony, jedyne o czym w tej chwili marzę to położyć się spać z Emilly obok. Nic więcej się nie liczy.
Dojechaliśmy. Kurwa, nareszcie. Pobiegłem do domu, chcąc jak najszybciej zobaczyć moją dziewczynę. Pobiegłem do swojego pokoju. Leżała na łóżku, a przy niej siedział Nick.
-Jesteś już, parę razy ruszyła głowa niedługo się obudzi.
-Dzięki stary- Nick wyszedł z pokoju, a ja zostałem sam na sam z Emilly.
48h później.
EMILLY
Doszłam już do siebie po tym co się stało. Gorzej z Nicole, rany i siniaki będą się goić tygodniami. Ja mam tylko parę, ledwo widocznych zatrapań. Justin wyjął mi już z ręki to gówno. Usuwanie tego nie było ani trochę komfortowe.
Powiedziałam Justinowi o tym, co Kornel z swoją pojebaną ekipą miał w planach. Jednak nie zdążyli. Całe szczęście, nie wiem jakbym to wytrzymała. Świadomość tego, że usunęli mi dziecko byłaby nie do zniesienia. Justin umówił nas już prywatnie do ginekologa, aby sprawdził czy z dzieckiem wszystko dobrze.
-Emilly gotowa?- poczułam ręce oplatające mnie w pasie. -Tak.
Nie byłam zbyt rozmowna, denerwowałam się tym czy aby na pewno z dzieckiem wszystko dobrze. Po ostatnich wydarzeniach niewiadomo, jednak jestem dobrej myśli.
Dojechaliśmy pod nieduży budynek. Justin wymienił parę zdań z recepcjonistką. Razem z Justinem skierowałam się na piętro. -Wejść z Tobą czy zaczekać?
-Zaczekaj, zaraz będę. Pchnęłam drzwi od gabinetu.
Lekarz coś tam gadał, jedyne na czym mi zależało to usłyszeć piękne ,,z dzieckiem wszystko dobrze".
-Dziecko zdrowe, chcesz poznać płeć?- rozpromieniłam się na te słowa. -Tak- odpowiedziałam patrząc na monitorek. -Dziewczynka- po chwili usłyszałam głos lekarza. Na mojej twarzy pojawił się ogromny, szczery uśmiech.
Podziekowalam ginekologowi i wyszłam z sali. Justin siedział na krześle obok.
-Będziemy mieć córeczkę- w moich oczach pojawiły się łzy, Juss podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. -Zdrowa? -Tak.
Razem wyszliśmy z przychodni. W domu byliśmy po piętnastu minutach. Ruszyłam do kuchni, chciałam zrobić obiad. Luke opiekuje się Nicole, a Justin wszedł przed chwilą do góry. Gdy po godzinie nadal nie było śladu po Justinie ruszyłam go szukać. -Justin!- krzyknęłam będąc na górze. Nie było go w pokoju, to gdzie on do cholery jest? -Ostatnie drzwi na prawo- usłyszałam chłopaka. Weszłam do średniego rozmiaru pomieszczenia. -Trzeba zacząć szykować pokój- widziałam jak chłopak rozkręca dość zniszczoną komodę. - po świętach pojedziemy kupić meble i ubrania. Oparłam się o ścianę przyglądając się Justinowi, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Jest idealnie.
Rozdział miał pojawić się w sobotę a jest dopiero teraz za co przepraszam. Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Gwiazdkujcie i komentujcie bo to daje mi wielką motywację!
PS. Tak bardzo bardzo dziękuję za 4k które wybiły tu wczoraj! Jesteście niesamowici.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.