Część 48

15.3K 598 216
                                        

Stałam w salonie, w rezydencji mojego ojca i oczekiwałam jego przyjścia. Miałam na sobie zwykłą czerwoną bluzkę na cienkich ramiączkach i jeansowe, krótkie spodenki, a na stopach białe skarpetki. Te rzeczy jak i bieliznę przyniósł mi dziś rano Damon. Zdecydowanie w piekle jest strasznie gorąco. 

- Cześć córciu, coś się stało? - Aż podskoczyłam gdy usłyszałam głoś mojego ojca. Kurcze dalej nie umiem się przyzwyczaić mówić tak do niego. Powiedziałam tak tylko kilka dni temu i więcej taka sytuacja się nie powtórzyła. Spojrzałam na ojca i trochę się zdziwiłam. Nie wyglądał już na dwudziesto latka, a raczej mężczyznę po czterdziestce. O co tu chodzi? 

- Nic takiego,chciałam tylko z tobą porozmawiać - Uśmiechnęłam się niepewnie 

- Dobrze,no to słucham - Uśmiechnął się i zajął miejsce na fotelu. Powtórzyłam jego czynność i usiadłam na sofie obok 

- Myślałam nad tym kilka dni i postanowiłam wrócić do Ericka - Powiedziałam na jednym wdech 

- Jesteś tego pewna? 

- Tak, jeśli to ma pomóc tak wielu osobą i uratować nas samych od śmierci, to jestem tego pewna. 

- Dobrze, jeśli taka jest twoja decyzja, to cieszę się bardzo. Tylko wiesz, że nie możesz wrócić na ziemie? 

- Tak wiem, więc ile jeszcze potrwają szkolenia? - Od kilku dni Damon, jaki i Richard uczą mnie samokontroli.

- Nie wiem, ale nie krótko. Jak na razie bardzo mało umiesz i zbyt szybki powrót może się źle skończyć. 

- Więc co mam zrobić, żeby się z nim spotkać? 

- Nie wiem, ale jeszcze coś wymyślę, ale pamiętaj, że nie będę dla niego miły. Chcę żebyś do niego wróciła tylko dlatego, że nie chcę cię stracić, ale za to co zrobił srogo mi zapłaci - Jego słowa były dosyć straszne, a błysk w oku kiedy to mówił, dolewał oliwy do ognia. Nie chce wiedzieć, co on mu zrobi i wole się w to nie wtrącać. Wiem, że to mój mate, ale zdążyłam zauważyć, że jak mój ojciec sobie coś zaplanuje, to dokonuje swego. 

- W ogóle, co ci się stało? - Zapytałam, gdy ten miał już się podnosić 

- Nie rozumiem, co miało mi się stać? 

- No jakoś tak inaczej wyglądasz - Uśmiechnęłam się pod nosem 

- Ahh już wiem o co ci chodzi - Zaśmiał się - No wiesz córciu, już  nie mogę udawać dwudziestolatka jak wcześniej. Mam tyle lat, że nawet nie zdołałabyś policzyć, a że dalej jestem z twoją mamą, to nie mogę wyglądać jak gówniarz - Zaśmiał się i wyszedł z pomieszczenia mówiąc, że ma coś ważnego do załatwienia. Dalej do mnie nie dociera, to co wokół mnie się dzieje. To wszystko jest takie dziwne. Szczerze, to nawet nie chce wiedzieć ile mój ojciec ma lat i ile dzieci ma dookoła. Westchnęłam i postanowiłam zrobić sobie coś do jedzenia. Skierowałam się do kuchni i otworzyłam lodówkę. Podskoczyłam jednak, gdy ktoś zasłonił mi oczy. 

- Boże Święty, kto to? - Wykrzyczałam przestraszona, bo chwilowo dostałam małego ataku serca. 

- Przykro mi, ale nie jestem Bogiem - Usłyszałam śmiech Damona 

- Ty idioto nie strasz mnie tak więcej - Wzięłam z blatu ścierkę i śmiejąc się zaczęłam bić nią Damona. 

- Już dobrze siostrzyczko, to tylko ja  - Dalej się ze mnie śmiał - No już już, przestać. Może pójdziemy coś zjeść na mieście i od razu pokaże ci co nieco w piekle. 

- To wy tu macie jakie knajpki - Zapytałam zdziwiona 

- Zdziwisz się, ale mamy tu wszystko co tylko chcesz. Jest tu podobnie jak na ziemi, tylko tutaj nie ma ograniczeń i możesz mieć wszystko co chcesz. 

Zdziwiona postanowiłam pójść z nim i pooglądać to "urokliwe" miejsce.

- Tylko nie przestrasz się tutejszych stworzeń - Zaśmiał się i wyszedł na dwór, ja zdziwiona niepewnie zrobiłam to samo. 

**

Po mile spędzonym czasie z bratem wróciliśmy wieczorem do dom i wykończona chciałam jak najszybciej iść do łóżka. Jednak za nim to uczyniłam musiałam wziąć porządną kąpiel, bo chodzenie połowy dnia na takim słońcu nie służy nikomu, a moje ciuchy wręcz lepią się do mojego ciała. Szybko więc wpadłam do mojego pokoju, zabrałam rzeczy do spania i wskoczyłam pod prysznic. Czysta i pachnąca położyłam się na moim tymczasowym, ogromnym łóżku. 

Jednak nie spodziewałam się tego, co miało nastąpić następnego dnia. 

Erick 

Minął tydzień. 

Tydzień nie widziałem już swojej matę. 

Przez jeden głupi błąd straciłem tak wiele. 

Gdybym tylko postąpił inaczej na samym początku! 

Tak bardzo pragnę mieć ją w swoich ramionach,  móc przytulić, porozmawiać, pocałować. Mieć po prostu przy sobie. A teraz co robię? Siedzę w jeszcze moim biurze, chociaż nie mogę tego już tak nazwać. Zasłony w oknach są rozerwane, regał z książkami połamany, a jego cząstki porozrzucane po całym pomieszczeniu. Kanapa rozerwana na strzępy przez moje pazury, a biurko wywalone przede mną. Aktualnie siedzę na obrotowym fotelu, który najmniej ucierpiał. 

Nikt do mnie nie podchodzi, nie chce ryzykować. Każdy wie, że to już się dzieje, że mój wilk coraz bardziej przejmuje nade mną kontrole. Jeszcze trochę, a całkiem zdziczeje, moja osoba umrze, a zostanie mój wilk, który będzie pragnął zemsty. Zabijanie będzie jego jedyną myślą. Chęć zemsty zawładnie nim tak bardzo, że w końcu umrze z wycieńczenia.  Jak na razie próbuje z tym walczyć, niestety nie wiem jak długo dam jeszcze radę, Myśl, że z mojej głupoty kilka najsłabszych wilków już umarło, dobija mnie jeszcze bardziej. Tak, jestem egoistą, bo jako przykładny Alfa powinienem odejść szybciej i nie skazywać członków watahy na śmierć, ale nie potrafię. Ciągle mam nadzieję, że to wszystko się zmieni, że moja mate do mnie wróci i będę czekać do ostatniego dnia z wymierzonego mi czasu.  

Nagły huk wybudził mnie z zamyślenia. Drzwi od mojego gabinetu otworzyły się z hukiem, odbijając się od ściany przez co górna część wypadła z zawiasu. Podniosłem gwałtownie głowę gotowy do ataku, jednak szybko zaprzestałem rzucenia się na nieproszoną osobę. Nie z własnej woli, po prostu nie mogłem się ruszyć. Zacząłem warczeć zdziwiony i rozwścieczony nieznaną mi sytuacją. Próbowałem zmusić mojego wilka do przemiany jednak nic się nie działo. 

Mężczyzna stojący prze de mną uśmiechnął się do mnie i zaczął okrążać jak swoją ofiarę. Przyjrzałem mu się dokładnie. Miał czarne włosy, a gdzie nie gdzie prześwitywała siwizna, miał lekki zarost i ostre rysy twarzy. Ubrany był w czarne jeansy i tego samego koloru koszulkę. Nie był człowiekiem, ale wilkiem też nie. Nie mogłem wyczuć kim on jest, ale na pewno kimś potężnym. Dużo potężniejszym o de mnie, najdziwniejsze jest to, że widzę go pierwszy raz, ale rysy twarzy kogoś mi przypominają.

- To co wilczku, może się trochę zabawimy? - Zaśmiał się perfidnie, chodząc w okół mojej osoby. 

Ludzka mateOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz