WITAJCIE!!!
WRZUCAM NOWY ROZDZIAŁ. DŁUGO MI SZŁO NAPISANIE TEJ CZĘŚCI, BO JEST ONA "WIĄZANIEM" POMIĘDZY AKCJĄ. SKUPIŁAM SIĘ NA TEJ KSIĄŻCE I MAM JĄ PRAWIE NAPISANĄ. POZOSTAŁE NA RAZIE ZAWIESZAM, BO NIE MA ZAINTERESOWANIA (CO MNIE ZASKOCZYŁO :( (ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAŁY DWA RAZY W TYGODNIU. A TAK NA MARGINESIE, CZY KTOŚ JESZCZE TU JEST?
DAJCIE ZNAĆ :)
Na lotnisku w San Diego, nie było tłumów. Patrycja poszła do sali odbioru bagażu. Musiała znowu polegać na pomocy innych przy ściąganiu walizek z taśmy. Także tym razem z pomocą przyszedł jej starszy mężczyzna, który z chęcią pomógł Polce. Patrycja pchała wózek w kierunku sali przylotów, gdzie miała na nią czekać Rose. Mulatka stała uśmiechnięta i czekała na swoją koleżankę. Na widok Patrycji zaczęła machać. Piekarska szła w jej kierunku, także uśmiechnięta.
- Moja białaska!- Rose przytuliła się do Pati.
- Hej wariatko! Cieszę się, że po mnie przyszłaś.
- Nie mogłabym inaczej. Masz złamaną rękę i trzeba Ci pomóc. Zabierajmy te graty i jedziemy na śniadanie.
- Jestem strasznie głodna, bo nic nie zjadłam.
- To ruszamy do Mariny, czeka na Nas- zarządziła Rose i zabrała się za pchanie wózka z bagażami. W czasie marszu do samochodu rozmawiały o pobycie Pati w szpitalu i historii z Robertem. Piekarska nie lubiła o tym mówić i na samą myśl czuła panikę, ale była winna te informacje Rose.
W restauracji Health było prawie pusto. Wczesna godzina powodowała, że klientów było jak na lekarstwo. Rose poprowadziła Pati do stolika.
- Co będziemy jeść?- pytała Mulatka.
- Zjadłabym naleśniki z serem i kawę z mlekiem.
- Wezmę to samo. Mari!
- Cześć dziewczyny- przywitała się Marina- Pati, miło Cię widzieć? Słyszałam, że byłaś w szpitalu. Z ręką jest już lepiej?
- Tak, dziękuję. Nie boli mnie, ale jeszcze muszę się z tym pomęczyć- odpowiedziała Pati.
- Szybko zleci. Idę działać z Waszym śniadaniem. Do zobaczenia.
- Pati... Czy... Czy mogę jakoś Ci pomóc? Jesteś wyciszona, smutna...- powiedziała troskliwie Rose- chciałabym, żeby moja zwariowana białaska wróciła.
- Rosie... Uwielbiam Cię wiesz o tym, ale na razie nic nie można zrobić. Muszę powoli dojść do siebie i wszystko poukładać w głowie. Daj mi czas.
- Jasne, co tylko zechcesz. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem i dziękuję Ci za to- Patrycja uśmiechnęła się słabo. Kobieta musiała sama sobie poradzić z tym co ją spotkało, a ucieczka z LA miała być na to sposobem.
Marina przyniosła śniadanie i kawę. Patrycja bez zwlekania zabrała się za jedzenie. Była niesamowicie głodna, a naleśniki były jedną z jej ulubionych potraw. Zjadła ze smakiem wszystko co było na talerzu i zabrała się za pisanie wiadomości do Beaty. Chciała dać jej znać, że bezpiecznie dojechała do Rose. Po zjedzeniu posiłku, kobiety pojechały do mieszkania Mulatki zostawić bagaże. Piekarska nie chciała zostać sama w mieszkaniu. Postanowiła jechać ze swoją przyjaciółką do BJC. Lubiła rozmowy i towarzystwo ludzi. Po porwaniu wyciszyła się, a jej zachowanie było bardziej stonowane. Nie chciała za wszelką cenę prowadzić rozmów i być w centrum uwagi.
Polka usiadła na sofie przy recepcji w BJC. Wzięła ze sobą komputer i zaczęła uzupełniać plany dietetyczne. Rose wykonywała swoje obowiązki, wydając klucze, pobierając opłaty za miesięczne karnety i odbierając telefony. Jakiś czas później, zawodnicy zaczęli schodzić się na trening. Patrycja wiedziała, że czeka ją spotkanie z Markiem Sandsem. Nie miała zamiaru się z nim kłócić, po prostu chciała przywitać się i na tym koniec.
CZYTASZ
It's only Hollywood
RomancePatrycja Piekarska pracuje w najbardziej ekskluzywnym klubie fitness na Zachodnim Wybrzeżu, w Los Angeles. Wraz ze swoją przyjaciółką są w Stanach od trzech lat. Jej życie jest poukładane i spokojne, aż do momentu kiedy zaczyna prowadzić treningi z...
