San Diego,
California, USA.
W poniedziałek rano Patrycja musiała pojechać do San Diego i pójść do BJC. Wraz z Rose miały pojechać na litnisko. Kobieta była ciekawa jak się zachowa Mark jak ją spotka. Na myśl o jego dłoniach na swoim ciele, miała dreszcze. Szybko przypomniała sobie o jego ustach, które wyczyniały cuda. Zamierzała pięknie wyglądać, dla swojej satysfakcji. Postanowiła ubrać długie, czarne rurki, luźną koszulę w czarno- różową kratkę, która miała spory dekolt. Włosy zostawiła rozpuszczone. Na stopy założyła niskie szpilki w kolorze fuksji, a całość wykańczał makijaż z podkreślonymi oczami i czarną listonoszką. W San Diego było ciepło, mimo, że była połowa stycznia temperatura wynosiła siedemnaście stopni.
Kiedy Patrycja dojechała pod BJC była godzina 9.45. Trening miał się rozpocząć o 10.30, więc była prawie pewna, że natknie się na zawodników. Z gracją weszła do środka budynku. W recepcji stała Rose i rozmawiała z nowym klientem. Mulatka wyciągnęła aplikację klubową i zaczęła spisywać dane osobowe z dokumentu mężczyzny. Czynność ta nie trwała dłużej niż trzy minuty. Wówczas mężczyzna skierował się w stronę szatni, a Patrycja podeszła do Rose.
- Cześć białasko! Czy my na pewno jedziemy na lotnisko po Twoją przyjaciółkę i jej faceta? Czy może po jakiegoś zajebistego kolesia?- zapytała na powitanie Rose.
- Rose...- jęknęła Polka i przewróciła oczami- Lubię ładnie się ubrać. Nie miałam wcześniej na to czasu. Ale teraz kiedy mam przymusowy urlop to nie mam wymówek.
- Śliczna jesteś...- mówiła Rose, której w połowie zdania przerwał wchodzący na trening Miguel.
- Jestem takiego samego zdania co Rose- powiedział na powitanie mężczyzna.
- Miguel, proszę cię...- mamrotała pod nosem zarumieniona kobieta.
- Wy kobiety to jesteście dziwne. Chcecie żeby wam mówić komplementy, a jak już tak jest to jesteście czerwone po same czubki uszu.
- Po prostu nie jestem przyzwyczajona, to dlatego.
- Dziwne... Faceci są chyba niewidomi- rzucił ze śmiechem.
- Dokładnie!- dodała Rose.
- Co to za kutas przede mną jechał! Zabrałbym mu prawo jazdy!- rzucił podenerwowany Chris, wchodząc do budynku- Siema Miguel. Patrycja witaj! Jak tam ręka?
- Cześć Chris. Ręka już prawie zdrowa, za 10 dni wracam i ściągam to diabelstwo. Jedziemy z Rose po moją koleżankę na lotnisko. Przylatuje na urlop- tłumaczyła Patrycja. W tej samej sekundzie drzwi wejściowe otworzyły się z impetem, a do środka wszedł Mark. Kobieta spojrzała w tamtą stronę i od razu zrobiło się jej gorąco. Zatrzymała na chwilę wzrok na twarzy bruneta, chcąc coś z niej wyczytać.
- Pati?- trąciła ją Rose.
- Tak? O co pytaliście?
- Na ile zostaje ta koleżanka?- mówił Chris.
- Na 5-6 dni. Przyjeżdża z facetem.
- Cześć wszystkim!- przywitał się Sands podchodząc do grupy osób. Uściskiem dłoni przywitał się z kolegami, z Rosę pocałunkiem w policzek. Patrycja stała i modliła się w duchu, żeby nie zechciał jej całować. Mężczyzna stanął naprzeciwko niej i popatrzył głęboko w oczy.
- Cześć Pati- powiedział z flirtującym uśmieszkiem. Kobieta poczuła gorąco.
- Hej Mark- odpowiedziała patrząc na niego.
- Co to za zebranie? Robicie radę starszych?- zaśmiał się brunet.
- Teraz już możemy zrobić, bo ty jesteś- wypaliła Rose, a wszyscy wybuchli śmiechem.
CZYTASZ
It's only Hollywood
RomancePatrycja Piekarska pracuje w najbardziej ekskluzywnym klubie fitness na Zachodnim Wybrzeżu, w Los Angeles. Wraz ze swoją przyjaciółką są w Stanach od trzech lat. Jej życie jest poukładane i spokojne, aż do momentu kiedy zaczyna prowadzić treningi z...
