Był taki dzień, że nasze mamy wybrały się na zakupy. Babcia tego dnia miała nas pilnować, bo nasi tatusiowie byli w pracy i właśnie ona została tą wybraną.
Tego dnia było dość nieprzyjemnie na dworze. Wprawdzie było ciepło, ale ciągle grzmiało, a my bałyśmy się, że piorun w nas uderzy. Babcia nas jednak uspokajała i mówiła, że nic nam się nie stanie. Siedziałyśmy przed naszym domem na ławce. Na szczęście nad głową miałyśmy dach, wobec czego nie zmokłyśmy jakoś bardzo, bo jeszcze na dodatek krople deszczu spadały z nieba. A my w tej tajemniczej aurze słuchałyśmy opowieści babci. Potem poczęstowała nas cukierkami. Były pyszne. W międzyczasie wpadłyśmy na wspaniały pomysł! Postanowiłyśmy oddalać się od ławki i spacerować tak długo, aż nie grzmotnie, a potem prędko biegłyśmy do babci się przytulić. Ciekawa to była zabawa, a serce nam kołatało, jakbyśmy jakiegoś stwora zobaczyły.
Z babcią było fajnie, bo zawsze nas broniła przed rodzicami, jak coś zmajstrowałyśmy. Wiedziałam, że mogę do niej i do dziadka uciec, schować się pod stół, który stał w pokoju i spokojnie czekać na rozwój sytuacji. To znaczy, jak mama przychodziła po mnie i była trochę zła, babcia zawsze mówiła, że mnie u niej nie ma i na pewno, jak się pojawię, to mnie do niej pośle. Babcia i dziadek byli mistrzami w ukrywaniu. Potem zostawałam u nich na kolacji. Do dzisiaj pamiętam smak pomidora z cebulką i świeżutkiego chleba z masłem. Mniam!
Babcia zawsze brała nas na kolana i śpiewała. A miała piękny głos. Były to różne piosenki. Najbardziej jednak zapamiętałam piosenkę o Dorotce.
Lubiłyśmy przebywać u dziadków. Kiedy babcia prasowała, czekałyśmy z niecierpliwością, aż skończy, bo potem ustawiała nam deskę opartą o łóżko i mogłyśmy zjeżdżać jak na prawdziwej zjeżdżalni. Wystarczyło tylko trochę wyobraźni, a tej nie brakowało w naszym życiu.
Dziadkowie mieli też odkurzacz ręczny, który nazywał się „Kasia". Ten z kolei służył nam do wożenia. Bawiłyśmy się wtedy w taksówkę. I jeździłyśmy nim tam i z powrotem, to znaczy jedna była wożona, a dwie pozostałe z nas musiały wozić.
Potrafiłyśmy się tak bawić długie godziny. Tak naprawdę zawsze było coś do roboty.
CZYTASZ
Osobliwe przypadki Inki
ContoCześć, nazywam się Inka! A to jest mój pamiętnik, w którym zawarłam to, co dla mnie najcenniejsze - wspomnienia, sny, to, co przeżyłam, a także to, co wydaje mi się, że mogłam przeżyć. Pragnęłam zawiązać tutaj choć kawałek tego, co jest w moim sercu...
