***

22 10 4
                                        

     Groźny Ben nigdy nie dawał za wygraną. Właściwie próbował przeszkodzić w zabawie wszystkim dzieciom w naszej okolicy. Chyba bardzo nas nie lubił.

     Pamiętam wakacje, kiedy wieczorami bawiłyśmy się w pewną zabawę, którą wprost uwielbiałyśmy. To była zabawa w „Czarne piwko naprzeciwko". Polegała na tym, że jedna osoba miała rzucać piłką do góry i wypowiadać słowa: „Czarne piwko naprzeciwko wywołuję..." I tutaj musiała podać imię osoby, która ma złapać piłkę. W tym czasie reszta osób miała uciekać jak najdalej, ponieważ ta, która była nominowana do złapania piłki, teraz musiała rzucić nią w kogoś, kto był najbliżej. I kiedy złapała piłkę, musiała krzyknąć „stop". Mogła też zrobić dodatkowo trzy kroki. I jeśli się udało, to ta zbita otrzymywała piłkę i to ona znów rozpoczynała grę.

     Potrafiłyśmy grać w tę grę długo, bardzo długo, nawet do późnych godzin wieczornych. I wtedy pojawiał się problem, ponieważ wieczorami pan policjant robił obchód, a właściwie objazd, bo ze swoją motorynką nigdy się nie rozstawał. Kilka razy było tak, że przejeżdżając obok naszego podwórka, zauważał nas i krzyczał, że musimy już iść do domu. Że takie małe dziewczynki o tej porze powinny już spać. Groźny Ben naprawdę nas nie lubił. Na szczęście po jego najazdach nabrałyśmy czujności i na szczęście potem już, gdy zauważałyśmy, że się zbliża, uciekałyśmy na moment i ukrywałyśmy się, żeby nas nie zauważył i znów nie poszedł do rodziców na skargę. Musiałyśmy być więc czujne.

Osobliwe przypadki InkiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz